Znad Wisły na podbój… Andów. 3 Rajd Inków – Peru 1989 Jarosław Ozdoba

Wiosną pamiętnego 1989 roku do Biura Sportu Polskiego Związku Motorowego, a konkretnie na biurko trenera kadry narodowej w motocyklowych rajdach Enduro magistra AWF Mirosława Malca, trafiła przesyłka z Włoch. Zawierała ona zaproszenie do wzięcia udziału w Incas Rally na terenie… Peru, skierowane do legendarnego Ryszarda Gancewskiego.

Zaproszenia Dawcą był Franco Acerbis właściciel znanej firmy akcesoryjnej Acerbis Plastica Italia. Wieloletni dobry znajomy Mirosława Malca, a zarazem i naszych kadrowiczów spod szyldu Enduro. Franco Acerbis i jego firma byli jednymi ze sponsorów 62 International Six Days Enduro we wrześniu 1987 roku w Jeleniej Górze. Poza tym wielokrotnie wspomagał polskich motocyklistów wyposażeniem osobistym i motocykli podczas Mistrzostw Europy i Sześciodniówek Motocyklowych.

Motocyklowe rajdy-maratony zyskiwały wówczas coraz większą popularność. Oprócz najbardziej znanego Rajdu Paryż – Dakar dużą sławą cieszyły się Rajd Faraonów, czy Rajd Maroka. Idąc na fali Franco Acerbis wymyślił rajd na terenie Ameryki Południowej. Pierwsza edycja Rajdu Inków miała miejsce w 1986 roku, następna w 1988. Po raz trzeci żądni maratońskich wrażeń i przygód mieli zawitać w rejony Andów w czerwcu 1989 roku.

Firma Acerbis Promotion, czyli organizator Rajdu Inków deklarowała opłacenie ówczesnych 7 000 000 ( siedmiu milionów ) włoskich lirów wpisowego, pokrycie kosztów całkowitego wyżywienia i pobytu w Ameryce Południowej oraz zapewnienie do startu motocykla KTM 350 EXC Rally. Wszystko to dla ” Ganca „! Wydatki ze strony PZMot u miały zamknąć się w kosztach wizowych i zapewnieniu biletów lotniczych z Warszawy do Mediolanu i z powrotem.

Choć przygoda życia była dla Ryszarda Gancewskiego ( MKS Korona Kielce ) na wyciągnięcie ręki, to samemu na drugim kontynencie jednak jakoś nieswojo… Podczas eliminacji Mistrzostw Europy w Enduro rozgrywanych we włoskim Marzabotto udało się ” zblatować „ Franco Acerbisa do idei startu w Incas Rally także Zbigniewa Przybyłe ( Zagłębie Miedziowe Głogów ). I tak oto na liście startowej trzeciej edycji Rajdu Inków wśród rutyniarzy w tego typu zawodach motocyklowych pojawili się ” Ganc ” i ” Gucio „.Debiutanci z – będącej wówczas w centrum uwagi całego świata – Polski. Czy dadzą radę? O tym przekonamy się na mecie imprezy. Czy do niej dotrą obaj Polacy? Oto jest pytanie!

Emocje zaczęły się jeszcze przed rajdem i były to emocje natury pozasportowej. Odlot samolotu do Mediolanu opóźnił się o… dwanaście godzin (!), więc pozostali uczestnicy Incas Rally odlecieli do Limy bez polskich motocyklistów.

W Mediolanie cudem udało się złapać połączenie do Caracas, potem do Limy. Różnice czasowe pozwoliły naszym dotrzeć na start zawodów ” rzutem na taśmę „. Musieli w pospiechu szykować motocykle do Badania Technicznego. Nawiasem mówiąc, KTM-y przeznaczone dla Polaków były używane i dość wysłużone, ale cóż robić. Trzeba jechać na tym co podstawił sponsor a zarazem organizator zawodów.

Trzecią edycję Rajdu Inków zaplanowano w terminie od piątego do czternastego czerwca 1989 roku ze startem w Limie i metą w Cuzco. Przewidywany do pokonania dystans liczył w przybliżeniu cztery tysiące kilometrów.

Po pierwszym etapie dookoła Limy o długości pięćdziesięciu pięciu kilometrów ( na starcie obecny był polski konsul ) Ryszard Gancewski zameldował się na mecie jako ósmy. Zbigniew Przybyła dojechał na miejscu jedenastym. Dobra zaliczka na przyszłość – oby tak dalej!

Drugi etap z dystansem 496 kilometrów prowadził od Limy do Ica wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Trudny teren, półki skalne sąsiadujące z przepaściami – wymagane wyjątkowo mocne nerwy i rutyna… Zbigniew Przybyła na mecie na miejscu piątym. Ryszard Gancewski po przygodzie związanej z wymianą skrzyni biegów na dojazdów ce do OeSu ( Cienguilla – Pachacamac; 167 kilometrów ) dotarł na metę etapu na dziewiątym miejscu

Etap trzeci ze startem i metą w Ica to jazda terenami najbardziej jałowych pustyń tej planety Układu Słonecznego. Wokół jak okiem sięgnąć, tylko piach i nic z roślinności… Ryszard Gancewski na dwunastym, a Zbigniew Przybyła na szesnastym miejscu. Silnik motocykla ” Gucia ” niestety uległ zatarciu. Na szczęście udało się wypożyczyć nowy tłok i cylinder. No i – kosztem czasu przeznaczonego na odpoczynek – własnoręcznie dokonać remontu. Ale dla ludzi z ” Bandy Kojaka ” naprawa silnika w warunkach polowych była czynnością rutynową. Mieli to wielokrotnie, czasem aż do bólu, przetrenowane.

Najdłuższy dystans – siedemset osiem kilometrów – obowiązywał na czwartym etapie Rajdu Inków, od Ica do Arequipa. Za to krótka, bo tylko czterdzieści siedem długości, próba szybkości. Zdarzało się, że zawodnicy topili motocykle w morzu. Trudne chwile przeżywali także i dwaj Polacy, walcząc z trudnym i wymagającym terenem. Mimo tych trudności i przeciwności, na mecie etapu Ryszard Gancewski był czwarty!

Piąty etap Incas Rally, czyli jazda od Arequipa do Arequipa na dystansie 421 kilometrów. Ryszard Gancewski po stwierdzeniu, że nie zawsze można liczyć na zaplanowane w itinerererze ( opisie trasy ) punkty tankowania, zaczął wozić od tego etapu za pazuchą plastikową butlę z benzyną. No cóż, był wówczas o ćwierć wieku młodszy, więc młodzieńczej odwagi było jakby więcej… W klasyfikacji rajdu ” Ganc ” był piąty, a Zbigniew Przybyła dziewiąty.

Wycieczka ( choć nie było wcale ” wycieczkowo „! ) połączona ze wspinaczką nad Jezioro Titicaca to już szósty etap Rajdu Inków w 1989 roku. Od Arequipa do Puno – łącznie czterysta sześćdziesiąt pięć kilometrów do pokonania. Bardzo ładne plenery i bardzo trudna trasa. Tym razem w Polsko-polskiej rywalizacji lepiej wypadł Zbigniew Przybyła, który dojechał do mety na ósmej pozycji. Ryszard Gancewski był dziewiąty.

Kolejny dzień to przerwa w rajdzie z obozowiskiem w Puno. Oprócz mechaników z zespołów fabrycznych i sponsorskich, w pocie czoła pracują przy motocyklach Ryszard Gancewski i Zbigniew Przybyła. Róbmy i ratujmy co się tylko da, bo do końca rajdu jeszcze daleka droga…

Etap siódmy w Incas Rally prowadzi od Puno do Cuzco i ma długość pięciuset dziesięciu kilometrów. Wreszcie coś dla naszych. Na trasie dominują górskie szutrowe drogi, które Polakom nadzwyczaj ” leżą „. I oto Proszę Państwa największa sensacja Rajdu Inków. Ryszard Gancewski wygrał ten etap! Mało tego – Zbigniew Przybyła przyjechał drugi! Takiego obrotu sprawy nie spodziewał się wówczas nikt.

Ósmy etap Rajdu Inków w Peru od Cuzco do Puerto Macdonald o dystansie 549 kilometrów. Według regulaminu zwycięzcy poprzedniego etapu startują jako pierwsi. Otwierają stawkę, przecierają szlak, torują drogę konkurentom.  Paradoksalnie – dla ” Ganca ” i ” Gucia „, którzy przecież debiutują w tej imprezie sytuacja taka jest raczej mało komfortowa. Trzeba prowadzić stawkę niczym w ” Pogoni za Lisem „. Na szczęście dali radę. Zbigniew Przybyła był trzeci, a Ryszard Gancewski czwarty.

Dramatyczna końcówka, czyli dziewiąty etap Incas Rally. Start w Puerto Maldonado, meta w Cuzco. Razem pięćset czterdzieści siedem kilometrów trasy. Po strzaskaniu przekładni przez Stefano Alborghettiego prowizorycznym liderem klasyfikacji Rajdu Inków został… Ryszard Gancewski! Ale nie ma tak dobrze w życiu. Nocą przed startem do dziewiątego etapu w pobliżu motocykli Polaków grasowali osobnicy uzbrojeni w ostre narzędzia, którymi przecięli hydrauliczne przewody przednich hamulców. Sabotaż? Kto to dziś stwierdzi, ale faktem jest, że takie zdarzenie miało miejsce…

Pechowcem imprezy został… nasz Ryszard Gancewski. W połowie drogi do mety w Cuzco uległa rozerwaniu tylna opona. Plan dopchania motocykla do punktu kontrolnego na samej obręczy też się nie powiódł. Rozleciały się szprychy… ” Ganc ” dotaskał motocykl do wioski Quensa Mille. Spędził tam niemal trzy dni nim odnalazł go patrolujący okolicę śmigłowiec, z lekarzem zawodów na pokładzie, poszukujący zaginionych w Incas Rally. W tamtych czasach nie było tak powszechnego obecnie systemu GPS, ani rozpowszechnionej telefonii komórkowej. Ryszard Gancewski w tej sytuacji miał wiele szczęścia, że go odnaleziono.

3 Incas Rally wygrał Angelo Signorelli ( I ) przed kolejnym Włochem Alberto Alborghettim i – tu nielicha sensacja! – Zbigniewem Przybyłą. Polak na podium Rajdu Inków! Ryszard Gancewski pomimo nieukończenia ostatniego etapu rajdu został sklasyfikowany na miejscu szóstym.

Po ćwierćwieczu od tamtych wydarzeń można by wiele gdybać – ale fakt jest faktem i jedno jest pewne. Dwadzieścia pięć lat temu Ryszard Gancewski i Zbigniew Przybyła postawili podwaliny do startów rodaków – motocyklistów w rajdach – maratonach. Jednakże na czasy Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego w czołówce takich rajdów musieliśmy jeszcze trochę poczekać…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *