Zbyszek z niebiańskiego Enduro – Jarosław Ozdoba 2010

Chyba nie ma w Polsce człowieka związanego z motocyklizmem, który by nie znał jak nie osobiście to choćby ze słyszenia, Zbigniewa Banasika . Przez cztery dekady jego charakterystyczna sylwetka towarzyszyła imprezom sportu motorowego. Nie tylko na krajowych, ale tafie zagracanych arenach Zbigniew Banasik był postacią znaną i szanowaną. Wszystko zaczęło się w 1969 rok młody wyczynowy gimnastyk pojawił się w Sekcji Motocyklowej KS SHL Kielce Kielce. Na jednym z rajdów wypatrzył go znany wonczas trener SHL-ki, łowca motocyklowych talentów Wacław

Sandecki. Był on lubiany przez swych podopiecznych to bywał obiektem nieszkodliwych żartów, alei obiektem podziwu, Trzymający swoich zawodników Wacek nazywany też pro wacio prowadził od sukcesu do sukcesu motocyklistów SKL a potem Korony. l właśnie Wacio o młodym Zbyszku Banasiku powiedział autorytatywnie Ten chłopak a zaj…ty talent i daleko zajdzie. Słowa trenera okazały się nadzwyczaj prorocze. Zbigniew Banasik początkowo preferował rajdy obserwowane i od trialu właśnie zaczął swoją zawodniczą karierę. Jak sam mówił , starty w obserwacji nu o perfekcyjnego opanowania motocykla wręcz ekwilibrystycznych zdolności pokonywania najbardziej wymyślnych odcinków jazdy obserwowanej. O Niemniej jednak trener Sandecki widział go rajdach szosowo-terenowych (obecnym enduro)nazywanych wówczas także szybkimi. Zbigniew Banasik dał się przekonać do tej koncepcji. I chwała mu za to! Od roku 1975 w katowickim Sporcie, Krakowskim Tempie, stołecznym przeglądzie Sportowym, a tak że w lokalnych dziennikach, takich o Ludu i Echo Dnia, częsta o nim, że jest bez wątpienia jej utalentowanym młodym Polskim rajdowcem motocyklowym i nie było to żadne kurtuazyjne cukrowanie.

W roku 1976, jadąc Simsonem GS otrzymanym z wytworni w Suhl, Banasik był czwarty w Mistrzostwa Europy. Potem już najlepsza lokata uzyskana piekielnie trudnym rajdzie Valli Bergamarsche w 1977 roku, złoty medal na Six Days w Szwecji rok później innych sukcesów. W Sześciodniówkach Motocyklowych Zbigniew Banasik startował czternaście razy, a osiem ukończył z całkiem przyzwoitym wynikiem medalowym , jeden złoty, cztery srebrne i trzy brązowe medale zdobyte w latach 1978 – 1989. Co do nieukończonych Six Days zawodnik nigdy nie zawodził, nie wytrzymywał sprzęt …… Oprócz startów w prestiżowych sześciodniówkach Motocyklowych, Zbigniew Banasik starty w mistrzostwach Polski, Mistrzostwach Europy, czy Pucharze Pokoju i Przyjaźni liczył w setki. Na krajowym podwórku był kimś, z kim się liczono, stanowił niekwestionowany autorytet. I nic dziwnego, gdyż Zbigniew Banasik był prawdziwym kolekcjonerem tytułów.

Dorobek sam mówi za siebie dziewięć razy był wicemistrzem lub drugim wicemistrzem kraju. Natomiast tytułem Mistrza Polski zasłużenie honorowano go w 1978, 1980, 1983- w 1989 roku. W powie lat osiemdziesiątych nie miał równych sobie w wcześnie najcięższej klasie, czyli w popularnych pięćsetkach, a jeździły tam tuzy polskiego enduro.

Zbigniew Banasik był także uznanym szkoleniowcem i wychowawcą młodzieży. Z jego rad, swego czasu, korzystał z dobrym skutkiem autor niniejszego materiał. Wielu, nawet bardzo wielu, zawdzięcza mu swoją obecność w rajdach enduro i umiejętności zdobyte na treningach i rajdowych trasach. Nie wiem, czy jest możliwe zliczenie wszystkich imprez, przy których organizacji służył swoją pomocą jako działacz i organizator, ile razy wytyczał i przygotowywał trasę rajdów i prób. W każdym razie było tego od diabła i ciut ciut. Od imprez popularnych po organizowane w Polsce Sześciodniówki w łatach 1987, 1995 i 2004. Ta ostatnia odbyła się na jego ukochanej ziemi kieleckiej. Ubiegłoroczny sezon był czterdziestym w przebogatej karierze motocyklowej Zbyszka. Sam mawiał, że już wystarczy ze puchary dla najstarszego zawodnika, jakie ostatnio regularnie otrzymywał na każdych zawodach, nie mieszczą mu się już w domu, ze pora na młodszych. Zwieńczeniem jego przebogatej kariery miał być ostatni rajd sezonu, organizowany na początku września w pod lubelskiej Łęcznej. Los chciał jednak inaczej Zbigniew Banasik zmarł nagie 15 sierpnia 2009 roku w słowackim Vysnym Mydzevie, gdzie pojechał z ekipą kieleckiego KTM Novi, aby jak zwykłe służyć najmłodszym radą i pomocą, Miejmy nadzieję, że Zbyszek teraz życzliwie przygląda się polskiemu enduro niebiańskiej perspektywy. I że w towarzystwie Wacława Sandeckiego i Zenona Wieczorka nieraz wspominają tamte rajdy i tamtych asów. Nie da się jednak ukryć że Zbyszka bardzo tu brakuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *