Z kraju kangurów, czyli 67 ISDE Australia 1992

Impreza, rozgrywana od 1913 tylko raz gościła poza Europą, w 1973 r. w USA. Drugi zamorski kraj przeprowadzający „olimpiadę motocyklową”, jak często mówi się o Sześciodniówce, to Australia. 67 International Six Days Enduro (w skrócie ISDE) odbyła się (25-30.08.92) W Cessnock w stanie Nowa Południowa Walia, ok. 150 km od Sydney.

Z ołówkiem w ręku

Dla Polaków kłopoty zaczęły się od dnia, w którym Międzynarodowa Federacja Motocyklowa podjęła decyzję o powierzeniu organizacji ISDE Australii. Gdy w PZMot. Zaczęto podliczać koszty przewozu sprzętu i ludzi okazało się, że związku na taką wyprawę po prostu nie stać. W podobnej sytuacji znalazły się i inne federacje. Wówczas organizator powiadomił o możliwości wypożyczenia maszyn na miejscu. To oczywiście obniżało wydatki, ale też niosło w sobie ryzyko, co, do jakości sprzętu. A co z pojazdami niezbędnymi do obsługi zawodników? Transport z Polski nie wchodził w rachubę. Wypożyczenie na miejscu, też kosztowne. Na szczęście z pomocą przyszła, jak zwykle niezawodna, miejscowa Polonia, która nie raz gościła sportowców z kraju rodzinnego, lecz po raz pierwszy miała się spotkać z przedstawicielami mało znanej w Australii. Dyscypliny enduro.

Komitet powitalny

Na długo przed przyjazdem ekipy w Sydney powstał Komitet Organizacyjny przyjęcia polskich motocyklistów, w którym dominującą rolę odegrało małżeństwo Ewa i Ryszard Oparowie. A na miejscu w Cessnock bardzo pomógł… Ksiądz Jerzy Słowiński z Konina. To właśnie dzięki nim i innym ludziom dobrej woli znalazły się samochody, pomoc finansowa i materialna. Na apel księdza do wiernych, że „oni sami przyrządzają sobie posiłki, ale ciasta nie upieką” Polki z Maitland i Newcastle dowoziły codziennie wypiekane przez siebie smakołyki. I to w ilościach trudnych do skonsumowania. Trudno wymienić z nazwiska wszystkich, którzy pospieszyli ekipie z pomocą, ale trudno nie wspomnieć o jednym. Krzysztof Giza z Adelajdy był tym, który jako jeden z pierwszych zadeklarował pomoc: „Mam dwa motocykle, sporo narzędzi, samochód. Jestem

Byłym zawodnikiem. Siebie i sprzęt oddaję do dyspozycji na czas Sześciodniówki”. Na miejscu okazało się, że nie ma osoby i obiecanego wyposażenia. Obiecanki cacanki pomyśleliśmy, szybko się jednak okazało, że Giza w dzień naszego przylotu znalazł się w szpitalu. Czwartego dnia trwania imprezy przyjechał do Cessnock. Niemal prosto ze szpitala po usunięciu jednej nerki! I już został z nami do końca, pomagając zawodnikom na PKC. Ten przydługi wstęp uważam za niezbędny, bo gdyby nie australijska Polonia udział Polaków w Sześciodniówce nie doszedłby do skutku.

TM i Yamahy

Ze względu na koszty PZMot. Postanowił zrezygnować z wysłania zespołu Junior Trophy, który rok temu w Poważka Bystrzyca wywalczył trzecie miejsce. Zdecydował się tylko na sześcioosobowy zespół World Trophy w składzie: Maciej Wróbel, Andrzej Tomiczek, Ryszard Augustyn (TM 80 cm), Wojciech Rencz (TM 125 cm), Jacek Czachor Yamaha 250), Ryszard Gancewski (Yamaha 500). Ubiegłoroczne wicemistrzostwo świata-Tomiczka w kl. 80 cm i tegoroczne Wróbla, obu na motocyklach włoskich TM, nastawiło brykę bardzo przychylnie do Polaków. Włosi przesłali cztery motocykle prosto do Australii. Yamahy zostały wypożyczone na miejscu.

Foto: z nr.63 Ryszard Gancewski Yamaha WR 500 obok Mirosław Malec z Jackiem Czachorem Yamaha WR 250

Dzień pierwszy

Wszystkie cztery TM zapalają od pierwszego „kopnięcia”. Punkty karne za nie uruchomienie silnika w regulaminowym czasie jednej minuty łapie Jacek Czachor

Następne doniesienia nie są już tak radosne. Zespół kończy dzień dopiero na 8 pozycji Wspaniale wypadają Włosi. Wyprzedzają Szwedów i Czech Słowaków.

Dzień drugi

Nerwowe chwile czy Yamaha Czachora da się uruchomić w regulaminowym czasie. Na szczęście tak. Za to Gancewski męczy przez kilkadziesiąt sekund i gdy już z rezygnacją macham ręką „znów karne punkty na starcie”, Yamaha ryknęła, zadymiło z rury wydechowej i na 2-3 sek. przed upływem minuty „Ganc” przejeżdża linię strefy startowej. Uff…

Mimo pięknej pogody obowiązują czasy B. Zawodnicy przyjeżdżają na poszczególne PKC z parominutowym zapasem. Jest czas na przegląd motocykla, picie, jedzenie,. Nic o zapowiadanych wcześniej trudności. Weście niespodzianka. Ostatni PKC po pierwszych okrążeniu. Zawodnicy wpadają z zaledwie zapasem lub są spóźnieni. Nie ma czasu na tankowanie przed PKC. Bieganina z kanistrami do strefy za stolikiem sędziowskim. Tłok, przepychanka, przekleństwa. Nasi na szczęście mają czyste konto. Awans zespołu na 7 miejsce. Włosi powiększają przewagę nad Szwedami. Ale dla nas wieść hiobowa. Gancewski musi zmieniać tłok i prawdopodobnie cylinder. Popołudnie i wieczór upływają pod znakiem dyskusji, gdzie i jak dokonać naprawy, aby strata czasu była jak najmniejsza.

Foto: Ryszard Gancewski obok Śp.Stanisław Olszewski

Dzień trzeci

Rano 10 min. przed startem, jakie ma zawodnik na pracę przy motocyklu, wykorzystuje Gancewski na odkręcenie tego, co niezbędne. Przepycha motocykl przez linię startową (karne punkty), dopycha ok. 200 m do polskiego stanowiska serwisowego. W plecaku ma niezbędne części i narzędzia. Wszelkie naprawy na trasie mogą być dokonywane tylko przy użyciu tego, co ma ze sobą zawodnik. Pomoc z zewnątrz ogranicza się tylko do podpowiadania, co ma robić i podawania kluczy. W absolutnej ciszy i spokoju słychać tylko polecenia jak na sali operacyjnej: „Nasadowa trzynastka, płaska dziewiątka, szóstka imbus” Okazuje się, że cylinder może zostać. Po 28 min. od minięcia linii startu Yamaha… Zapala. Niestety do pierwszego PCK zaledwie kilkanaście kilometrów, bardzo mało, żeby nadrobić stratę. „Ganc” odrabia 8 min. Wiadomo, że z „bagażem” 20 min., to spadek o kilka lokat. Okazuje się, że tylko o dwie pozycje. Rywale też mają „przygody”. Szwedzi wychodzą przed Włochów! Czecha–Słowacy pewnie na trzecim miejscu.

Dzień czwarty

Ponad połowa uczestników na jednym z PKC ma spóźnienia! Niestety i Polacy. Wróbel, Tomiczek i Augustyn po 1 min. Rencz i Czachor po 3 min. Tylko Gancewski na „zero”. — To tylko przez gapiostwo — stwierdzi Augustyn. — Gdyśmy się zorientowali, w czym rzecz było już za późno. Na drugim okrążeniu na tym samym PCK też spóźnienia Rencza i Czachora. Reszta mimo deszczu o czasie. Ale rywale też mają straty. Odpadają m.in. jeden Australijczyk i Czechosłowack. To największa sensacja. Awans na 5 miejsce! Szwedzi umacniają się na prowadzeniu.

Dzień piąty

Rencz, który jedzie niemal od początku z kontuzjowanym kolanem traci sporo na próbach. — Najgorzej, gdy trzeba się tą nogą podeprzeć— mówi, lecz jechać musi, w przeciwnym razie zespół zostałby zdekompletowany. Czachor zbyt często przewraca się na próbach. Mimo to zespół zachowuje 5 miejsce. Szwedzi mają tylko 8,43 sek. przewagi nad Włochami!

Dzień szósty

Ok. 80 km do motocrossu. Dla zawodników z dalszymi numerami błotna kąpiel w oświetlonym tunelu starej kopalni. Sporo spóźnień, które potem na skutek protestów zawodników zostają anulowane. Z Polaków najbardziej umorusany Jacek Czachor. W krytycznym momencie „wysiada” mu sprzęgło. Końcowy cross to ostateczne rozstrzygnięcia Szwedzi czy Włosi? Dwa znakomite zespoły, niemal same gwiazdy. Fantastyczna jazda Paolo Fellegara (Yamaha 250) ostatecznie pieczętuje zwycięstwo Azzurich. Polacy ani nie mogą nikogo wyprzedzić, ani nikt nie jest w stanie ich dogonić. Wydawało się, że w kl. 80 cm Wróbel ma zwycięstwo w garści po świetnym starcie, ale dwa upadki na mokrej po deszczu trasie nie pozwoliły mu na zajęcie lepszego miejsca niż piąte. Byli jednak widoczni, co zadowoliło rodaków–kibiców, którzy zjechali. Nie tylko z okolicy, lecz i Sydney.

Kangurów widzieliśmy mnóstwo. Długo pozostawały pod ochroną, teraz można na nie polować. Są na drodze, podchodzą pod domy. Motocykliści, a było ich 375 jeżdżąc codziennie ok. 280 km przepędzili je dość skutecznie, dlatego nie upolowałem ich kamerą.

WYNIKI

World Trophy

  1. Włochy 282,08 2. Szwecja 395,24 3. Hiszpania 3871,79 4. Holandia 4053,26 5. Polska 4583,72 6. Austria 7566,22

Junior Trophy

  1. Szwecja 1291,17 2. Czecho-Słowacja 1447,30 3. USA 1617,43