Wielka ulewa na Rajdzie Beskidzkim-Jarosław Ozdoba

Przed bardzo wielu laty wśród organizowanych w kraju nad Wisłą rajdowych imprez motocyklowych dużej rangi, kilka szczyciło się w ” środowisku ” oraz w gronie koneserów motocyklizmu szczególną uwagą i uznaniem. Mowa tu o niegdysiejszych wielkich zawodach, takich jak Rajd Świętokrzyski, Rajd Tatrzański, Rajd Podhalański, Rajd Sudecki, Rajd Dolnośląski czy Rajd Beskidzki. Obecnie trudno w to uwierzyć, ale wówczas – i to wcale nie tak rzadko – zdarzało się, że ludzie tak planowali urlopy, by móc dotrzeć w okolice Gorców, Podhala, czy Nowego Targu w terminie imprezy, aby być na Rajdzie Tatrzańskim…

Dziś tamte imprezy w tamtej postaci są jedynie odległym i nieco mglistym wspomnieniem. W czasach ( nie bójmy się tego określenia) eko terroryzmu i wszechwładzy tworu Natura 2000 na imprezy w ówczesnej formie i formacie nie ma po prostu – a szkoda! – Już miejsca.

Pierwszym ” poległym na polu chwały ” był wielce zasłużony dla tradycji polskiego sportu motocyklowego Rajd Beskidzki. Impreza została bezpardonowo ustrzelona przez miejscowych ” Zielonych ” i odwołana… Dwa dni przed terminem ( 28-29. 04.), Wiosną 1990 roku.  Niestety, po tym ciosie Rajd Beskidzki już się nie odrodził.

Przedostatni w swej historii Rajd Beskidzki miał miejsce pod koniec maja 1988 roku. W weekend 28-29 rozegrano w uroczych okolicach Bielska-Białej tudzież jego malowniczych przyległości I i II eliminację Pucharu Pokoju i Przyjaźni oraz V i VI rundę Mistrzostw Polski. Oczywiście obie konkurencje dotyczyły rajdów Enduro.

Trasa licząca około osiemdziesięciu kilometrów w jednym okrążeniu – a takich przewidziano do pokonania po trzy każdego dnia – zapowiadała się bardzo selektywnie, ale co za tym idzie, wymagająco. Była zresztą zbliżona do odbywających się w tych rejonach edycji Mistrzostw Polski w poprzednich latach. Ominięto jedynie kilka nazbyt błotnistych miejsc. Pętla wiodła od Błoni Mikuszowickich, koło których zlokalizowano próbę crossową rozgrywaną pod koniec każdego okrążenia trasy. Po etapie rozpoczynającym pętlę zawodnicy zdobywali beskidzką Łysą Górę, docierali do Przegibka, i zaliczali zaporę w Porąbce. Przejeżdżano też koło Kozubnika, ówczesnego ( nieopisywanego na mapach) ośrodka wypoczynkowego Urzędu Rady Ministrów. Potem znaki rajdowe kierowały motocyklistów na Wielką Puszczę, Przełęcz Kocierską, Jaworzynę, Czernichów, Rogacz. W Czernichowie zlokalizowano bardzo atrakcyjną dla widzów i zawodników Próbę Szybkości Terenowej.

Mimo, że czerwiec 1988 roku był za pasem, na Rajdzie Beskidzkim doszło do małej afery pogodowej w postaci ulewy, która w ciągu zaledwie kwadransa całkowicie zmieniła charakter i typ trasy. A górskie strumyki nagle stały się rwącymi potokami… W sumie w obydwa dni Rajdu Beskidzkiego było tak samo: start przy słoneczku, sucha trasa. A w połowie, lub pod koniec, drugiego okrążenia nawałnica przestawiająca zawody na inną skalę trudności. Nie osiągali mety nie tylko, co poniektórzy uczestnicy serialu Mistrzostw Polski, co można jeszcze jakoś zrozumieć znając trudności trasy i rangę imprezy oraz jakość sprzętu, jakim wówczas dysponowano w MP. Nie podoływali trudom beskidzkich szlaków reprezentanci Czechosłowacji, ( co stanowiło nielichą niespodziankę!) I Związku Radzieckiego. Tradycyjnie wówczas nie najlepiej wiodło się naszym bratankom Węgrom. W sumie: wszyscy mieli pod górkę. W limicie czasu przewidzianym na przejechanie trasy nie zmieściło się wielu dobrych zawodników, spóźnienia zaliczyło całkiem spore grono motocyklistów ze ścisłej czołówki. Nie po raz pierwszy w motocyklowych rajdach Enduro okazało się, że Pani Pogoda jak niemalże każda kobieta zmienną jest…

Rajd Beskidzki w edycji 1988 zasłynął z… Rekordowej obsady zwycięzców 62 International Six Days Enduro we wrześniu 1987 roku w Jeleniej Górze, czyli zawodników z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Doliczono się, aż ośmiu z dziesięciu zdobywców srebrnych pucharów obu klasyfikacji Sześciodniówki Motocyklowej w Kotlinie Jeleniogórskiej. Było dziewięciu, ale pechowo ze składu wypadł Jens Scheffler, jedna z gwiazd Teamu MZ. Tuż przed startem doznał on porażenia nerwu barku.

Piotra Kasperka, znakomicie znającego trasy w Beskidzie Małym, czekała mała niespodzianka sprzętowa. Podczas startów w Mistrzostwach Europy używał on Simsona GS 80 WKH, zresztą z bardzo dobrymi rezultatami. Natomiast na rajdzie rozgrywanym na własnych śmieciach bielszczanin miał dosiąść kadrowego KTM 125 GS. Z kolei szansę na start motocyklem dostarczonym przez wytwórnię Simson – Suhl otrzymał klubowy kolega Piotra Kasperka z BKM Bielsko-Biała, cieszynianin Andrzej Tomiczek. Mimo, że otrzymał egzemplarz starszego typu pojechał znakomicie. Wynik, jaki uzyskał zadowolił nawet urodzonego malkontenta, trenera kadry Mirosława Malca. Uznawany za bardzo uzdolnionego zawodnika polskich rajdów Enduro Piotr Kasperek miał też opinię człowieka bardzo pechowego. Niestety, sprawdziło się to także w Rajdzie Beskidzkim w 1988 roku. W sobotę trapiły go aż trzy awarie dętek ( o tak powszechnych w dzisiejszych czasach musach raczej nie słyszano), co zaowocowało dziewięcioma minutami spóźnienia. Konkurencja odjechała daleko… Jacek Czachor drugiego dnia zmierzył się z awarią silnika, w którym pękł tłok. Można było narzekać na los! Inny Jacek – Lonka ( znany motocrossowiec miał też swego czasu dość długi romans z rajdami Enduro) podczas jednej z prób crossowych zauważył dziwne ruchy w mocowaniach do ramy motocykla zbiornika paliwa, który zaczął ” żyć własnym życiem „. Na szczęście już po osiągnięciu mety testu udało się za pomocą ” gumek-rajdówek ” umocować bak na swoim miejscu i można było kontynuować jazdę.

Ale – furda tam! Takie, czy inne kłopoty bywają na rajdowych trasach. Jest to po prostu wpisane w reguły gry. Na Rajdzie Beskidzkim były, co chyba najbardziej raduje duszę, powody do zadowolenia. Polski zespół seniorów dwukrotnie zajął drugą lokatę. W sobotę Polacy wyprzedzili ekipę NRD złożoną z triumfatorów ostatniej Six Days. Pierwsze miejsce zdobyli zawodnicy z Czechosłowacji. W niedzielę zwyciężyli zawodnicy z NRD przed ekipą Polską i Czechosłowacją. Ekipy juniorów pojechały pierwszego dnia według schematu: pierwsze miejsce – NRD; drugie – Polska; trzecie – Węgry. Drugiego dnia triumfowali juniorzy z Czechosłowacji przed ekipą NRD i Polski.

W klasie 125 pierwszego dnia zwyciężył Vladimir Bus z Czechosłowacji. Za nim ulokowała się dwójka zawodników z NRD – Reinhard Klaedtke i Thomas Bieberbach. Nazajutrz ponownie najlepszy był Vladimir Bus. Drugie miejsce należało do Mike Kallenbacha, a trzecie do Reinharda Klaedtke – obaj z NRD.

Klasę 250 w sobotę wygrał Frantisek Hrobsky z Czechosłowacji. Druga lokata przypadła Mike Heydenreich, a trzeci był rutynowany Uwe Weber – obaj to reprezentanci NRD. W niedzielę najlepszy był Jan Hrehor z Czechosłowacji. Drugi stopień podium zajął nasz Zbigniew Przybyła. Trzecim okazał się Mike Heydenreich z NRD.

W najcięższej klasie, czyli powyżej 250 pierwsza trójka z soboty przedstawiała się następująco: 1. Jens Gruner (DDR); 2. Josef Chovancik (CS); 3. Vilem Dupal (CS). W niedzielę ponownie zwyciężył Jens Gruner. Drugi był Andreas Cyffka (DDR), a trzeci Vaclav Kroupa (CS).

Rajd Beskidzki anno 1988 okazał się imprezą bardzo udaną, z ciekawą trasą, był pełen niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Do tego doszły tak zwane urocze okoliczności przyrody. Trasa była trudna, ale i widowiskowa. Należy też podkreślić jej walory sportowe – mimo ulewy nadal była przejezdna, choć poziom trudności podniósł się o dużą skalę procentową. Ale jak to w Enduro – nie ma taryfy ulgowej!

Myślę, że nie tylko piszącemu te słowa żal, iż mający tak wieloletnie tradycje motocyklowy Rajd Beskidzki to już historia. W latach 1999 i 2000 Beskidzki Klub Motorowy z Bielska-Białej zorganizował eliminacje Mistrzostw Polski i Pucharu PZM w Jaszczurowej koło Wadowic. Niestety, nie udało się pociągnąć tego tematu dalej. Naprawdę szkoda, że Rajdy Beskidzkie to już tylko zamierzchłe dzieje. Pozostały wspomnienia…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *