Tylko dla nieprzemakalnych 65 ISDE Szwecja Vasteras 1990 J.Jankiewicz

Kilku złośliwych panów w Międzynarodowej Federacji Motocyklowej FIM postanowiło kilka lat temu, by organizację 65 Sześciodniówki motocyklowej przyznać Szwecji – po raz czwarty w historii tej imprezy. Poprzednie Six Days rozgrywane były na terenie tego kraju w 1923 1966 i 1978 roku. Nie wierzę, by nie zdawali sobie sprawy, jaki o tej porze roku – zawsze we wrześniu – panuje tam klimat i jakie w związku z tym są warunki terenowe Nawet ci, którzy mają na koncie ponad dwadzieścia trudnych imprez enduro kiwali głowami, że takiej imprezy nie pamiętają. Kilka dni bez przerwy padające deszcze – jeszcze przed startem – a potem przelotne opady zamieniły trasy przejazdu prób w miejsca tortur i kaźni.

Na starcie ostatecznie stanęło 389 motocyklistów z 33 państw – 19 zespołów World Trophy (po 6 zawodników), 10 World Trophy Junior (po 4 zawodników), 28 zespołów fabrycznych i 67 klubowych (po 3 zawodników).

W tym zespół polski w składzie:

80 cm: Maciej Wróbel (Simson)

125 cm: Piotr Kasperek i Andrzej Tomiczek

250 cm: Jacek Czachor Tomasz Kodym

500 cm Ryszard Gancewski

(wszyscy na motocyklach marki Husqvarna zakupionych kilka dni przed wyjazdem na imprezę. Dodać jeszcze należy, że podczas testów w Warszawie dwa dni przed wyjazdem do Szwecji wyznaczony do reprezentacji Ryszard Augustyn złamał rękę i zastąpił go Tomasz Kodym.

Drużyna ze względów oszczędnościowych – koszt wpisowego 500 dolarów od zawodnika wyjechała bardzo osamotniona. Wystawiono tylko seniorów, brakowało osób towarzyszących, czyli tzw. krasnoludków- ludzi przecierających trasę i gotowych nieść pomoc. Po niezbyt udanym otwarciu – ulewa storpedowała uroczystości – nie zdołano poruszyć 1000-letniego Vasteras do kibicowania, chociaż sport crossowy i enduro nie jest Szwedom obcy.

Pierwszy dzień organizatorzy potraktowali łagodnie. Dali uczestnikom dłuższy czas przejazdu. Mimo to rozmokłe trasy dziesiątkowa uczestników, dalszej jazdy Taplanie się w błocie nie należy do największych przyjemności, a gdy na dodatek trzeba jeszcze naprawiać motocykl, zmieniać koła, trudno się dziwić, że słabi wówczas padają w boju o przetrwanie. Krzysztof Serwin, były zawodnik, a teraz trener jako jedyny dostał zaszczytu przejechania trasy jeszcze przed startem. Po rekonesansie stwierdził, że cała zabawa zacznie się dopiero w środę, trzeciego dnia. I miał rację.

Po pierwszym dniu jednak polska ekipa zajmowała 10 miejsce, a rewelacyjnie pojechali Szwedzi. Przewodzili prawie we wszystkich klasach. Ponieważ punktację oblicza się według różnic do najlepszego w klasie, zespół szwedzki brylując miał zaledwie 10,39 pkt i to był nokaut. Niespodziewanie team Czechosłowacji zajmował drugie miejsce (315,44 pkt) przed Finlandią (523,05; Francją ,(588,64), Wielką Brytanią (603,63), Holandią (628,27), NRD (767,48), USA (875,99), Hiszpanią (1040,93). Polska zebrała 1158,81 pkt.

Miejsca Polaków po pierwszym dniu w klasach: Maciej Wróbel – 4 Piotr Kasperek – 35, Andrzej Tomiczek – 28 Jacek Czachor – 88, Tomasz Kodym – 80 i Ryszard Gancewski – 20.

Czy stać ich było na więcej? – zastanawiali się Krzysztof Serwin i Mirosław Malec, czy wytrzymają? Zespół młody, motocykle mało znane Gancewski czuł jeszcze w kościach Rajd Inków, na którym zajął czwarte miejsce, a trasa zapowiadała się trudniejsza. A mimo to nie tracił optymizmu: -Nie martwię się – pocieszał – widziałem gorsze trasywszystko da się przejechać!

Z niedowierzaniem, ale już większą werwą, polscy motocykliści udali się na odległą o 20 km od Vasteras Kwaterę. Tego dnia jeszcze nie wiedzieli, że i inauguracyjny dzień skończył się głośnym skandalem. Drużyna włoska jechała bardzo dobrze – jak zwykle zresztą, gdy motocykl Giorgio Grasso (kl.250) począł niedomagać. Poczyniono więc próbę zamiany, co jest absolutnym świętokradztwem. Nie wolno wymieniać pięciu oznakowanych części – lampy przedniej silnika ramy obydwu kół pod groźba dyskwalifikacji.

Wobec ewidentnego oszustwa zawodnik na wszelki wypadek sam wycofał się z imprezy. Brak jednego członka teamu kosztuje zespół codziennie 15 000 pkt. Jasne więc było, że ekipa włoska nie gra w tegorocznej Sześciodniówce żadnej roli. Padł pierwszy z faworytów.

Próby crossowe rozgrywano przez kilka dni na jednym obiekcie, specjalnie do tego przeznaczonym, po prostu na motorowym stadionie. Nic więc dziwnego, że zarówno seniorzy szwedzcy jak i juniorzy śmigali po przeszkodach na tajnych i jawnych odcinkach trasy.

Aż przyszedł dzień trzeci: wyrok dla wielu ekip. Odcinek był położony 28 km od Vasteras i liczył równo 20 km. Należało go przejechać dwa razy. Ponieważ trasa trzeciego i czwartego dnia była identyczna cztery razy łamały się kości, i motocykle.

Limit przejazdów był dość napięty. W każdym razie na tej trasie tylko czołowym zawodnikom udawało się przejechać na zero bez spóźnień. To było miejsce, gdzie pogrążali się najlepsi. Kończyły się motocykle, nie wytrzymywali ludzie.

Kamienie ukryte pod mchem, piachem gdy zaczęło lać, stanowiły przeszkody nie do pokonania: Tego dnia porozsypywały się zespoły, ale polski trzymał się bardzo dzielnie,’ chociaż i nasze] ekipy nie omijał pech. Najpierw Jacek Czachor podczas przejazdu crossu wjechał na poprzeczny rów. Wykręcił efektowne salto, upadł kilkanaście metrów od miejsca ostatniego kontaktu z ziemią, potem spadł jeszcze na niego motocykl. Przygodni kibice chcieli go wyprowadzić poza tor. Ten jednak, gdy tylko złapał oddech, pojechał dalej. Obolały, w pancerzu bandaży, nie uzyskiwał porem czasów, jakich zapewne sam się spodziewał.. Ponadto motocykl w klasie 250 cm był dla niego, jak twierdził, za szybki

W motocyklu Piotra Kasperka uszkodzeniu uległ wąż od chłodnicy, nastąpił wyciek wody i zatarcie silnika. Całe szczęście że niedaleko punktu serwisowego. Wymiana głowicy kosztowała 52 minuty straty. Potem Tomasz Kodym został tuż , cie przyłapany przez komisarzy ku nie sprawnego reflektora. Musiał prawie w 2 minuty naprawiać usterkę zanim puszczono go na trasę. Takie rzeczy się zdarzają.

Ostatecznie polski zespół walczący niezwykle dzielnie zdobył 7 miejsca w World Trophy. Czy mógłby osiągnąć wyższą pozycję? Być może tak, ale tylko w przypadku większego zaangażowania ludzi w start, chodzi tu o osoby towarzyszące, których każda reprezentacja miała bez liku, Krasnoludek, jak wiadomo, zawsze pomoże. Sądzę, że drużyny NRD i RFN były jeszcze możliwe do wyprzedzenia

W Każdym razie Polacy byli widoczni podczas 65 Sześciodniówki, szczególnie na crossach będących specjalnością naszych zawodników. Popisywali się Maciej Wróbel w „osiemdziesiątkach” i Ryszard Gancewski w „pięćsetkach”, który wśród motocyklistów uważany jest za profesora – to przecież jego trzynasty start w Sześciodniówce

Impreza ta to oczywiście rywalizacja drużynowa, ale trudno nie wspomnieć o indywidualnościach i ich fantastycznych popisach. Peter Hansson, Kari Tiainen, Stephane Peterhansel,Paul Edmondson,Pier Franco Muraglia, Glan Marco Rossi, Tullio Pellegrinelli wielu innych budziło najwyższy podziw i zachwyt swoim kunsztem prowadzenia motocykla, pewnością i płynnością jazdy.

Ostatnim akordem po pięciu dniach walki 260 km dziennie w dwóch pętlach) byt motocross, rozgrywany nie indywidualnie lecz klasami.W zasadzie ta Konkurencja nie mogła już mieć wpływu na zmianę klasyfikacji zespołowej. Fo było widowisko dla kibiców okazja dla zawodników do bezpośredniej konfrontacji. Wspaniały tor, wspaniała nawierzchnia, dla publiczności oczywiście. Tylko podczas zapoznam czego okrążenia można było rozróżnić zawodników. Potem zalepiała ich składnie gruba warstwa przemielonego czarnego błota Maciej Wróbel był w tej borowinie trzeci, a Ryszard Gancewski siódmy. Takiej fontanny wyrzucanego błota nigdy jeszcze nie widziałem.

Udało się zakończyć imprezę w komplecie tylko siedmiu zespołom organizatorzy, mimo szumnych zapowiedzi, nie sprostali podjętym zobowiązaniom. Ż przecieków wynikało, jednoznacznie, że komisarze ułatwiali przetrwanie na trasie swoim zawodnikom Przyłapano np. Petera Hanssona na braku sprawnego reflektora, puszczono go jednak dalej, bez sankcji naprawy Nic zatem dziwnego, że gospodarze triumfowali w dwóch klasyfikacjach z ogromną przewagą, chociaż należy przyznać, że jeździć na motocyklach potrafią. Ale inni również.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *