Trzy dni z Enduro, czyli Finał Mistrzostw Europy 2003- Jarosław ozdoba

U progu lata 2002 roku Tor Wyścigowy ” Kielce ” w Miedzianej Górze po dziesięcioletniej przerwie stanowił bazę rajdu Enduro w międzynarodowej obsadzie. Zawitali tam uczestnicy polskiej rundy Mistrzostw Europy. Stawkę zasilili także uczestnicy krajowego czempionatu tej dyscypliny motocyklizmu. Impreza okazała się udana, zarówno organizacyjnie, jak i pod względem sportowym. Skądinąd

wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc działacze z Kieleckiego Klubu Motorowego postanowili zawalczyć o prawo organizacji trzydniowego Finału Mistrzostw Europy Enduro w roku 2003.

Władze UEM ( Europejskiej Unii Motocyklowej ) uznały, że warto umieścić finałowe zawody w Polsce. Tak oto na początku września – od piątego do siódmego – kolorowa karawana ciężarówek, busów i kamperów pojawiła się w Miedzianej Górze pod Kielcami. Specyfiką Finału Mistrzostw Europy w rajdach Enduro jest to, iż by się doń zakwalifikować należy w poprzedzających go sześciu eliminacjach ( trzech rajdach ) uzbierać wymagane regulaminem maksimum punktów lub jak najbardziej się do niego zbliżyć. A w Finale wszystko zaczyna się od nowa! Jedynym handicapem dla najlepszych w swoich klasach podczas poprzednich eliminacji są przydzielane niskie numery startowe. Trzeba zatem przez pierwsze dwa dni przejechać jak najszybciej próby sportowe, nie złapać spóźnień na trasie i nie mieć innych przygód. A trzeciego dnia należy pokonać dojazdówkę i dać z siebie wszystko w finałowym motocrossie. Niby proste, ale… diabeł przecież tkwi w szczegółach, a licho nie śpi na żadnym kilometrze trasy.

Kierownikiem Sportowym Finału Mistrzostw Europy Enduro w roku 2003 był Dariusz Kałwa. Kierownictwo organizacyjne spoczywało w rękach Janusza Łaty. Kierownikiem Trasy został prezes KTM Novi Ryszard Bracik. Opracowanie i nadzór na próbami sportowymi było wówczas domeną znanego w kręgach rajdów Enduro znanego kieleckiego wieloletniego zawodnika Zbigniewa Banasika. Trasa licząca około siedemdziesięciu ośmiu kilometrów w jednym okrążeniu – pierwszego i drugiego dnia pokonywana była trzykrotnie. Natomiast dnia trzeciego zawodnicy jechali tylko około pięćdziesięciokilometrową dojazdówkę ( ale ulgowo nie było! ) i po przerwie rozgrywali w klasach finałowe gonitwy motocrossowe.

We wrześniu 2003 roku do Miedzianej Góry oprócz finalistów Mistrzostw Europy zawitali także uczestnicy klas motocyklowych Mistrzostw Polski i Pucharu PZM. Wśród uczestników krajowego czempionatu zanotowano też akces kilku Słowaków i po jednym przedstawicielu Niemiec i Holandii. Co ciekawe, ci dwaj ostatni nie startowali równolegle w stawce Mistrzostw Starego Kontynentu. Czyżby sondowali region przed Sześciodniówką Motocyklową w 2004 roku?Trasa opracowana przez Ryszarda Bracika i ekipę ” trasiarzy ” nawiązywała do tej z Mistrzostw Świata w 1991 roku. Wiodła z Miedzianej Góry poprzez Bugaj, Brynicę, Piekoszów, Wincentów ( tamże zlokalizowano Cross Test i finałowy motocross ), Zawadę, okolice Szewców, Zalesie – z dwoma podjazdami, w tym jednym wymagającym naprawdę sporych umiejętności – i Janów. Tam na olbrzymiej piaszczystej łące usytuowano Enduro Test. Tym razem bez ” hopek „, ale z dużą ilością zawijasów, agrafek i grząskich kolein. Potem polnymi i leśnymi duktami w pobliżu kieleckiej obwodnicy mijano Górki Szczukowskie, Kostomłoty i Wykień, a stamtąd do Miedzianej Góry. Oczywiście nie brakowało niczego, co może urozmaicić rozkosze rajdu Enduro. Były błotne przeprawy, strumyki do pokonania, przepusty pod drogami i szlakami kolejowymi, leśne wyboiste ścieżki, kamienie, piasek, kałuże i koleiny. Do tego trochę zjazdów i podjazdów, słynne korzenie i mocno dziurawa nawierzchnia. Raj(d) Enduro! W Parku Maszyn stanęło po Badaniu Technicznym sto sześćdziesiąt dziewięć motocykli, co wśród malkontentów – a tacy zawsze się znajdą! -stanowiło pewien niedosyt. Ale bądźmy szczerzy: kto, przykładowo, mając w perspektywie walkę o przysłowiową pietruszkę, będzie się tłukł z Portugalii, czy Hiszpanii do Polski? Jak to w Enduro bywa swoje miała do powiedzenia pogoda. Tydzień poprzedzający rajd był pochmurny i chłodny.

W dniu odbioru technicznego najpierw lekko mżyło, by potem przejść w ulewę trwającą całą przed rajdową noc. Pierwszy dzień imprezy przebiegał pod znakiem chłodu i błota, z przelotnymi ale intensywnymi opadami deszczu. Nieco przejaśniło się w sobotę, by w niedzielę na finałowy motocross powróciła upalna pogoda. Gdzie drwa rąbią, tam i wióry lecą… Pierwszego dnia sympatyczny Joakim Johansson ze Szwecji ( bliźniak Bjórna ) przekonał się, że patriotycznie montując w swojej Hondzie CRE 250 R przednie amortyzatory firmy Ohlins, nie tak do końca mógł polegać na ich doskonałości. Po skoku na próbie w Wincentowie zacięły się w pozycji zamkniętej. Teraz pozostało jedynie ukończyć Cross Test w tempie spacerowym, oddać kartę drogową na Punkcie Kontroli Czasu i po załadowaniu motocykla do busa podążyć do bazy zawodów. Tam czekały nowe, zabrane zapobiegawczo ze Skandynawii, teleskopy. Po dodatkowym badaniu technicznym Joakim Johansson mógł kontynuować przygodę z rajdem. Swoją drogą, wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby zawodnik po powrocie do swego kraju miałby uzasadnione pretensje do firmy Ohlins o dostarczenie wadliwego towaru. Tym bardziej, że wyroby tej marki warte są walizkę waluty… Z kolei nasz Wojciech Rencz drugi dzień ukończył z ręką w gipsie. No cóż – są takie figury, które nie zawsze wychodzą. Ale pochwała za charakter wrocławianina. Najpierw dojechał do mety, a dopiero potem udał się do szpitala po gipsowy gorset. Nie od dziś wiadomo, że czasem nie wszystko wychodzi tak jak trzeba. Takim ” niewypałem ” była ceremonia zakończenia zawodów dla uczestników Mistrzostw Polski i Pucharu PZM.

Wyznaczono ją na sobotnie popołudnie. Podium ustawiono obok Parku Maszyn pośród sporej ilości wyschłego błota odpadłego z motocykli. Zapodział się sprzęt nagłaśniający, w tajemniczy sposób wysiadło oświetlenie i zasilanie elektryczne w tej części obiektu… Choć gospodarzem toru w Miedzianej Górze jest Automobilklub Kielecki, to jednak działacze z Kieleckiego Klubu Motorowego jako organizatorzy imprezy musieli rumienić się ze wstydu. Ratując sytuację znany przed laty działacz motocyklowy Włodzimierz Gąsiorek z tarasu obiektu odczytywał wyniki za pomocą megafonu(!). Tyle, że to co on czytał było wynikami prowizorycznymi, a te właściwe wisiały wywieszone na tablicy obok podium. Nie dogadali się? No i podczas ceremonii następowała samorzutna wymiana pucharów. Wyszedł blamaż. A przecież można było rozdanie trofeów zorganizować w świetlicy ” Moto Raju „, jak to się wielokrotnie czyni podczas organizowanych na torze w Miedzianej Górze imprez. No i przed ogłoszeniem wyników rzucić okiem na ich weryfikację…Trzeci dzień Finału Mistrzostw Europy w rajdach Enduro w roku 2003 to dojazdówka poprzez lasy i polne drogi do Wincentowa. Dojazdówka była dość ciasna czasowo, ale nikt się nie spóźnił na PKC przed motocrossem. Konkurencja ta ze swej natury jest bardzo widowiskowa, więc motocyklowa walka łokieć w łokieć na zakrętach, wysokie loty na skokach, ostre ataki na prostych emocjonowały licznie zgromadzoną publiczność. Pechowcem finałowego motocrossu imprezy był ( właściciel pola, na którym wytyczono próbę ) Łukasz Bartos. Silnik zastrajkował i trzeba było zjechać z trasy… Jako gospodarze i organizatorzy wywiązaliśmy się dość dobrze z przeprowadzenia Finału Mistrzostw Europy w rajdach Enduro. Pewnie, były pewne drobne niedociągnięcia, ale sprawnie opanowano wcale niełatwy temat zorganizowania dużej imprezy. A kieleckim działaczom podniesiono poprzeczkę w postaci powierzenia organizacji 79 Sześciodniówki Motocyklowej w 2004 roku. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *