Szesciodniówka przy zielonym stoliku czyli 61 ISDE San Pelleganno Włochy -A.Martynkin

Nie przypominam sobie, by o którejkolwiek Sześciodniówce Motocyklowej w ostatnim ćwierćwieczu i bodaj czy w ogóle o którejś z sześćdziesięciu poprzednich mówiło się tak źle jak o tegorocznej we Włoszech, Ale jak mogło być inaczej, skoro wyniki ustalone zostały nie na podstawie tego, co się działo na trasie, ale w eleganckich salonach, w których obradowało jury. Dziwić się tylko można, jak kilku panom, nawet najbardziej wpływowym, udało się przekonać kilkunastu pozostałych, aby przymknęli oko na decyzje nie mające nic wspólnego ze sportem.

Przed wyruszeniem na trasy wokół malowniczego XIX-wiecznego kurortu San Pellegrino polscy zawodnicy dosłownie prześcigali się w opisie spodziewanych trudów. W tymże miejscu organizowali Włosi Sześciodniówkę przed osiemnastu laty, nie opodal parę lat temu eliminacje mistrzostw Europy.

Ryszard Gancewski, Stanisław Olszewski obrazowo opowiadali o mękach, jakie przeżywali wraz z innymi forsując pojazdy po skałach tak stromych, że opony traciły przyczepność. Mordercza próba dla motocykli i ludzi.

Po pierwszym dniu okazało się, że 61 Sześciodniówka zapowiada się jako impreza dla … początkujących, a nie wytrzymałościowe mistrzostwo świata. Sporo kilometrów jazdy po szosie, teren niezbyt trudny, czasy niewyśrubowane. O wszystkim miały decydować próby szybkości terenowej. „Impreza ustawiona pod gospodarzy — słyszało się liczne komentarze — znakomitych crossowców, mających lekkie i szybkie motocykle’’.

Tak też i było. Z miejsca objęli prowadzenie w obu klasyfikacjach — World Trophy i Srebrnej Wazie. Na Monte Poieto, gdzie usytuowano start i metę próby, Włosi dosłownie szaleli, ku niepomiernej radości licznych kibiców. Trasę znali na pamięć, a że jeździć potrafią, więc usadowili się na czele klasyfikacji zarówno zespołowej, jak i indywidualnej.

Drugi dzień nie zapowiadał żadnych zmian. Ale około godz. 11 zaczął padać deszcz. Już było ślisko, gdy na próbę (jechania w odwrotną stronę) wyjeżdżali po raz drugi zawodnicy z najniższymi numerami startowymi. Z każdą, minutą warunki. stawały się gorsze, ale. nie na tyle, aby próba okazała się nieprzejezdną. Kto był rzeczywiście dobry technicznie, z trudem, ale dojeżdżał do mety, choć w znacznie gorszym czasie niż „na sucho”. Udało się to m.in.. wszystkim Polakom, nie udało niektórym zawodnikom RFN, Czechosłowacji. Na metę etapu z poważnymi spóźnieniami dojechały prowadzące zespoły. Co czyni komandor, oczywiście Włoch? Anuluje całą drugą pętlę drugiego dnia. To pierwsza, ale nie ostatnia decyzja niewiele mająca wspólnego ze sportowym fair play. Ale dzięki niej wszystko zostaje bez zmian, włoskie zespoły Trophy i Wazy pozostają na pierwszych miejscach.

Był to początek serii niezrozumiałych decyzji, każących sądzić, że gra toczy się przy zielonym stoliku, a nie na trasach. Trzeciego dnia, gdy słońce błyskawicznie suszy ziemię, odwołana zostaje próba szybkości na Monte Poieto, a czasy przejazdu tak wydłużone, że bez spóźnień można by przejechać rodzimym „Komarem”. Na start wychodzą nawet ci, którzy poprzedniego dnia nie odstawili motocykli do parku maszyn! Czwartego dnia znów anuluje się bezzasadnie spóźnienia niektórych zawodników, ostatniego przy przepięknej pogodzie daje czasy tzw. B, na ciężkie warunki. Podtekst jest łatwy do rozszyfrowania — czynić wszystko, by nic nie przytrafiło się Włochom, by mieli czas na usunięcie ewentualnych usterek, gdyby im się przydarzyły. Rezultat: podwójne zwycięstwo zespołowe Włochów, wygrane w trzech (na cztery) klasyfikacjach indywidualnych, odpadnięcie zaledwie pół setki uczestników na 378, którzy wystartowali. Gdzie Sześciodniówki, gdy zaledwie kilkudziesięciu zawodników dojeżdżało do mety?

Za rok, dwa, wszelkie pomstowania na organizatorów pójdą w niepamięć, w kronikach pozostaną suche wyniki. Polska na ósmym miejscu, zamiast na trzecim czwartym.

Na osłodę złote medale Zbigniewa Przybyły w. kl. 80 cm, Ryszarda Gancewskiego w kl. 125 cm, Ryszarda Augustyna w kl. 500 cm oraz srebrne, debiutanta w. .Sześciodniówce, najmłodszego w polskim zespole 19-letniego Piotra Kasperka, w kl. 125 cm, Stanisława Olszewskiego w kl. 250 cm i Zbigniewa Banasika w kl. 500 cm.

Słów kilka o sprzęcie. Można powiedzieć, jest to odwieczny problem dla Polaków. Wszystkie dotychczasowe próby z firmami zachodnimi nie przyniosły rezultatów z prostego powodu — sprzedawano nam motocykle niby fabrycznie przygotowane, ale nie tak dobre, jakie otrzymywali konkurenci. Dotyczy to także czechosłowackich „Jaw”. Zespoły CSSR w San Pellegrino, zarówno w Trophy jak i Srebrnej Wazie (mistrzostwa świata w kategorii młodzieżowej) używały silników chłodzonych wodą. Olszewski, Augustyn, Banasik — powietrzem. A wystarczyło porównać osiągi, by stwierdzić, które są lepsze.

Tylko „Simson” potraktował Polaków właściwie, dostarczając sprzęt najlepszy i włączając polskich zawodników do fabrycznego zespołu. Produkuje motocykle nie tak szybkie jak Zachód, ale trwałe i sporo cięższe, które z reguły kończą Sześciodniówki. Ostatnimi czasy tylko raz, rok temu w Hiszpanii, błąd fabryczny spowodował jednego dnia identyczne defekty w dwóch motocyklach, przez co polski zespół spadł na dziesiąte miejsce.

Zachód, i owszem, zapewne zgodziłby się dać sprzęt najlepszy, ale uczyniłby to, gdyby Polacy mieścili się w ścisłej czołówce. Na sprzęcie im dostępnym uczynić tego nie mogą i powstaje błędne koło. Rzecz nawet nie w cenie, bo na zakup kilku motocykli stać PZM, tylko że sprzętu do wygrywania nie sposób nabyć ani w sklepie, ani w fabryce. Jest on tylko dla wybranych.

Jeśli ktoś po włoskiej Sześciodniówce uważa, że’ ósme miejsce Polaków to zawód, niech weźmie pod uwagę wspomniane dwa momenty: rozegranie imprezy pod

zespoły włoskie i to wszelkimi możliwymi środkami, jak i jakość sprzętu. Nie znaczy to, że mamy zawodników tak doskonałych, że tylko dać im lepsze motocykle, a rozniosą wszystkich… Ustępują techniką jazdy światowej czołówce na próbach szybkości, ale są bardzo dobrzy w jeździe terenowej. Niestety, krajowa czołówka jest bardzo wąska, kilku wyraźnie góruje nad pozostałymi i nie muszą wysilać się, aby pokonać resztę rywali. Od lat w reprezentacji na Sześciodniówkę znajdują się ci sami zawodnicy, a latka lecą… Jedyny Kasperek wiosny nie czyni, zdał egzamin, ale jak wspomniałem, tegoroczna Sześciodniówka należała do łatwych. A gdyby warunki były takie, jak choćby rok temu w Hiszpanii?

Za rok w Jeleniej Górze będziemy gospodarzami największej motocyklowej imprezy. Na pewno rozegrana zostanie według sportowych reguł. Już wiadomo, że na trudniejszej trasie, zgodnie z duchem Sześciodniówek. Ich ideą jest wykazanie wytrzymałości sprzętu i ludzi. Próby szybkości są tylko dodatkowym elementem, a nie podstawą klasyfikacji. Na rok przed imprezą można mówić o sukcesie. Dzień Polski w San Pellegrino (gospodarz każdej następnej Sześciodniówki wydaje, przyjęcie, przedstawia tereny przyszłych zawodów) pozostanie w pamięci licznych gości. Pokazane zostały filmy o Jeleniej Górze i okolicy, mówiono, o możliwościach: kwaterowania, i wielu detalach organizacyjnych. Przedstawieni zostali członkowie Komitetu Organizacyjnego, wraz z wicewojewodą Jakubem Adamkiem. Wśród drobnych upominków znalazł się także folder o 62 Sześciodniówce Motocyklowej. Należy się spodziewać sporego najazdu — oprócz uczestników także dziennikarzy i kibiców licznych serwisów i firm produkujących sprzęt motocyklowy.

Wyniki:

World Trophy

1.Włochy 553 pkt.

  1. Szwecja 1065,
  2. CSRS 1130
  3. RFN 1382
  4. NRD 1481
  5. USA 1569
  6. Francja 2363
  7. Polska 2571
  8. Hiszpania 2758
  9. W. Brytania 4 3084

Srebrna Waza (bez udziału zespołu polskiego) ‚

1.Włochy 234

  1. NRD 1134,
  2. CSRS 1390,
  3. W. Brytania 1866
  4. Francja 2008
  5. RFN 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *