ŚP. Zbigniew Rutkowski Mistrz Polski w motocorssie

Historia bohatera tego artykułu ściśle związana jest ze Szczecinem. Kariera, która wysławiła go w całej Polsce ma swój początek w Sochaczewie, jednak większość swojego życia spędził właśnie w portowym mieście nad Odrą. Mowa o świętej pamięci Zbigniewie Rutkowskim – pięciokrotnym mistrzu Polski w motocrossie. Ta postać znana jest w świecie sportu motocyklowego, choć minęła już dekada od kiedy nie ma go wśród nas. Wszystko czego dokonał było wynikiem jego wielkiej pasji do motocykli. Jego przygoda z jednośladami zaczęła się w rodzinnym Sochaczewie.

ŚP. zbigniew rutkowskiFoto.Zbigniew z synem Marcinem


Właśnie tam 17 stycznia 1963 roku powstał Sochaczewski Klub Motorowy. Młody wówczas Zbigniew Rutkowski zaczął w nim trenować. Czasy były trudne pod każdym względem. Braki sprzętowe nie były tu jedyną przeszkodą. Już w roku 1965 zmienił klub i zaczął startować w barwach Legii Warszawa. Z tą zmianą wiązała się również przesiadka na lepszy sprzęt. Stare motocykle WFM zastąpiono nowymi MZ.

Niewątpliwy talent zawodnika w połączeniu ze zmianą sprzętu szybko zaowocował. Zbigniew Rutkowski odniósł swój pierwszy sukces zdobywając od razu mistrzostwo Polski w motocrossie. Taki wyczyn otwierał młodemu zawodnikowi wszystkie „furtki”. Wkrótce pojawiła się propozycja zmiany barw klubowych. Lata siedemdziesiąte to czas kiedy w Szczecinie znajdował się zakład produkujący motocykle Junak, a przy zakładzie prężnie działała sekcja sportowa – potencjalna „kuźnia talentów”. Zbigniew szybko przyjął propozycję i przeniósł się z Polski centralnej bliżej morza. atmosfera miasta i treningi w Szczecińskim Klubie Motorowym dostarczyły czterech kolejnych tytułów mistrza Polski w motocrossie. Nawet jak na dzisiejsze czasy wyczyn ten robi ogromne wrażenie. Ówczesne władze miasta zaoferowały zawodnikowi mieszkanie w nowo wybudowanym bloku w dzielnicy Dąbie.zbigniew_rutkowski_3Foto. Podczas pokazów


Taki przydział dla szczególnie zasłużonych dał możliwość trwałego wiązania przyszłości z miastem.Gdyby nie czasy, w których Zbigniew tworzył swoją legendę, jego osiągnięcia w motocrossie byłyby z pewnością znacznie większe. W Polsce był niekwestionowanym mistrzem, jednak sytuacja wyglądała nieco inaczej poza jej granicami.

Polacy mogli wówczas startować jedynie w tych eliminacjach Mistrzostw Świata, które odbywały się w państwach bloku socjalistycznego. Nawet jeśli udałoby się wygrać wszystkie rundy eliminacyjne, osiągnięcie mistrzostwa świata pozostawało jedynie w sferze marzeń. Brak możliwości kontaktu i rywalizowania ze światową czołówką ograniczał rozwój polskich zawodników. Dodatkowo sprzęt, którym dysponowali był zdecydowanie gorszy od tego, który pojawiał się na światowych zawodach. Nie oznacza to jednak że Zbigniew nie zaliczył udanych startów za granicą.Jednym z większych sukcesów było wywalczenie 9 miejsca podczas eliminacji mistrzostw świata.

Często wspominał również zawody w Kiszyniowie – dzisiejsza Mołdawia. Wówczas impreza odbywała się w trudnych warunkach ze śliską i mokrą trawą. W takim wypadku wyżej cenione są umiejętności i talent niż sprzęt na jakim się rywalizuje. Nasz zawodnik zdołał wygrać start i utrzymać swoją pozycję do końca okrążenia, mimo słabszego motocykla. Zwycięstwem zakończył również kilka rund w Mistrzostwach Krajów Demokracji Ludowej – startował w nich cały blok wschodni.

Gdyby tylko ówczesne władze dały mu możliwość rywalizacji na światowej arenie! Z pewnością tak udanych startów byłoby znacznie więcej. Kto wie, może nawet mielibyśmy wielokrotnego mistrza świata w tej dziedzinie?Wszystko to wprowadzało nerwową atmosferę i musiało odbijać się na naszym mistrzu. Kilkukrotnie zdarzyło mu się ostrzej komentować ową sytuację po zakończonych zawodach. Informacja o tym docierała zwykle do władz.

Za niepoprawne poglądy polityczne Zbigniew został dwukrotnie zawieszony i to na rok czasu! Podobnie jak dziś, na pierwszym miejscu stał dawniej sponsor. Bez odpowiednich funduszy nie można było liczyć na udane starty. Zbigniew miał to szczęście. Udział w zawodach oraz przygotowania finansował klub i Polski Związek Motorowy. Zawodnicy spoza czołówki nie mogli na to liczyć.

Bogatą karierę sportową należało kiedyś zakończyć. Pasja do motocykli nigdy jednak nie zgasła. Były mistrz kontynuował swoją przygodę jako kaskader. Brał udział w rewiach na terenie całej Europy i Azji. Występy Zbigniewa wzbudzały podziw i zawsze nagradzane były gromkimi brawami. Choć to zajęcie dostarczało satysfakcji i pozwalało normalnie funkcjonować w codziennym życiu, to jednak i tym razem przyszedł czas kiedy należało poszukać czegoś innego.Był to okres zmian ustrojowych w Polsce. Wszelkie wyjazdy za granicę po prostu wstrzymano. Nastał odpowiedni moment by zająć się przygotowywaniem innych zawodników do startów w zawodach motocrossowych.

Praca w Szczecińskim Klubie Motorowym z pewnością była czymś szczególnym. Zbigniew mógł bowiem obserwować postępy własnego syna – Marcina Rutkowskiego. Ten starał się czerpać wzorce ze swojego ojca. W roku 1987 Marcin był już wicemistrzem Polski w klasie 80. To musiało napawać dumą Zbigniewa, choć syn wywalczył tytuł pod okiem innego szkoleniowca.

W tym samym czasie nieco zmieniła się sytuacja związana z wyjazdami zagranicznymi. Były mistrz polskiego motocrossu powrócił więc na areny rewii, które dostarczały znacznie większych korzyści materialnych niż posada trenera klubowego. W późniejszym okresie Zbigniew grał również w filmach jako dubler. Jeśli pamiętacie kręcony w Szczecinie film „Młode Wilki 1/2” to musicie wiedzieć, że występował w nim nie kto inny jak właśnie Zbigniew Rutkowski.

Był dublerem Krzysztofa Antkowiaka między innymi w spektakularnej scenie, kiedy skakał z okna budynku na ciężarówkę. Wiąże się z tym również nieco śmieszna historia. Jeśli zauważyliście delikatną różnicę w stroju głównego bohatera na przestrzeni kilku scen, to nie były przewidzenia. Zbigniew jeździł w swoich butach motocyklowych – buty Krzysztofa Antkowiaka okazały się bowiem za małe. Stąd różnica w ich kolorze. W pewnym momencie przyszedł czas by pożegnać się z motocyklami i ryzykiem jakie niesie za sobą ta pasja.

Mając 49 lat Zbigniew wraz ze swoim synem Marcinem otworzył działalność gospodarczą związaną z branżą motoryzacyjną. Wciąż jednak motocykle pozostawały głęboko w sercu mistrza.W 2001 roku nadarzyła się okazja by raz jeszcze spróbować wyczynowej jazdy na motocyklu crossowym. Na stadionie Arkonii zorganizowano pokaz z okazji Dnia Dziecka. Nikt nie przypuszczał wówczas, iż w czasie imprezy charytatywnej rozwinie się tragiczny scenariusz. Podczas jednego z przejazdów maszyna doznała awarii.

W wyniku wypadku Zbigniew Rutkowski poniósł śmierć. To ogromna strata dla całego światka motocyklowego, ale przede wszystkim dla rodziny i bliskich. Nic nie cofnie czasu. Nikt jednak nie zapomniał o mistrzu!15 października 2006 roku w Rosówku – około 10 kilometrów na południowy-zachód od Szczecina – otwarto tor motocrossowy. Obiekt zyskał imię Zbigniewa Rutkowskiego. Była to wspólna inicjatywa wójta gminy Kołbaskowo Pana Józefa Żukowskiego i Pana Romualda Wiśniewskiego z Zarządu Okręgowego Polskiego Związku Motorowego w Szczecinie. W ten sposób władze samorządowe i sympatycy sportów motorowych chcieli oddać hołd tragicznie zmarłemu mistrzowi. W budowę toru osobiście zaangażował się syn Zbigniewa RutkowskiegoMarcin.Dziś jest to jeden z najlepszych torów motocrossowych w całej Polsce. Często organizowane są tu zawody o randze mistrzowskiej. To miejsce również ma swoją historię. Wcześniej, za czasów Polski socjalistycznej, usypali go żołnierze Wojska Ochrony Pogranicza. Mieli na nim trenować wojskowi kierowcy.

Po zmianach ustrojowych tor przekazano gminie Kołbaskowo, a ta z kolei oddała go w ręce Polskiego Związku Motorowego. Dzięki ciężkiej pracy tor motocrossowy może dziś cieszyć każdego sympatyka tego sportu. Marcin Rutkowski sam często na nim bywa, choć już bardziej rekreacyjnie niż wyczynowo. Taka właśnie idea przyświecała tej inicjatywie, aby tor był dostępny dla wszystkich. Ostatnie zawody rozegrano 9 października 2011 roku – VIII runda Mistrzostw Polski Strefy Zachodniej w Motocrossie.Zbychu RutkowskiFoto. Nr. 39 Zbigniew Rutkowski


W czasie zawodów często powtarzano, iż obiekt nosi imię Zbigniewa Rutkowskiego, legendy sportu motocrossowego w Polsce! Można było wówczas poznać historię pasjonata, który rozsławił Szczecin startując w barwach lokalnego klubu motorowego.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *