Sojusz rumaka z wołem? HENRYK JEZIERSKI

Nie posądzam Jarosława Ozdoby, autora tekstu pt „Sojusz motocrossu z rajdami?” (Motor nr 38/ 89) o tendencyjność i lekceważący stosunek do realiów. Zakładam raczej, że padł ofiarą zbytniej ufności wobec swoich rozmówców. Pozostaje jednak faktem, iż na łamach tygodnika mającego uzasadnione ambicje kompetentnego przedstawiania tematyki motoryzacyjnej w jej wszelkich wcieleniach – ze sportowym włącznie – ukazał się materiał nierzetelny w warstwie informacyjnej oraz demagogiczny w końcowych tezach. To wystarczy, by sięgnąć po pióro, zatem do rzeczy. Napisał Jarosław Ozdoba: „W czołówce (motocross – przyp. autora) ciągle mamy GAMK Budowlani Gdańsk, klub rodziny Olszewskich, czyli olsztyński Stomil, śląską koalicję – KM Cieszyn, Górnik Czerwionka i GKM Myslowice. Priorytetowej listy dopełnia Zagłębie Miedziowe Lubin„. Faktycznie zaś Zagłębie Miedziowe kojarzyć należy nie z Lubinem lecz Głogowem. Ponadto dziwny to dopełniacz „priorytetowej listy” jeśli zważyć, iż rzecz dotyczy aktualnego brązowego medalisty mistrzostw Polski oraz klubu, który notowany przez J. Ozdobę wyżej – KM Cieszyn i GKM Mysłowice dorobkiem punktowym przewyższył niemal dwukrotnie (!). Ba, lepiej od dwóch wymienionych wyżej klubów poczynały sobie także w tegorocznym sezonie Unia Poznań i WKM Wschowa. Zbyt wiele błędów jak na ledwie dwa zdania tekstu, toteż składam swój pierwszy ukłon w stronę dziennikarskiej rzetelności szanownego autora. Niestety, są i dalsze. Na przykład taki passus: ,Włosi (notabene debiutanci w rozgrywkach międzynarodowych) swoją jazdą wykazali, jak kolo same 5,, braki w szkoleniu polskich zawodników:, Śpieszę donieść, iż ci „debiutujący” Włosi reprezentują w motocrossie potęgę, której wyższość podczas niedawnych zespołowych mistrzostw świata musiały uznać wszystkie kraje europejskie, z Wielką Brytanią, Francją, Belgią oraz Holandią na czele. Mój ukłon drugi… Czytam dalej: „Wśród polskich crossowców brakuje talentów. Jeden Jacek Olszewski, jak przysłowiowa jaskółka, wiosny nie czyni’: Zacznijmy od tego, że nie wiadomo, o którego crossowca chodzi. Jacków Olszewskich jest bowiem dwóch – Jacek I, syn Andrzeja oraz Jacek II, syn Zdzisława. W dodatku obydwaj prezentują podobny poziom sportowy. Źle, gdy autor nie potrafi wykazać się nawet wiedzą przeciętnego kibica, ale jeszcze gorzej, gdy czyni ewidentną krzywdę swoimi werdyktami. Otóż niczego nie ujmując bratankom Olszewskim, wypada stwierdzić, iż. nie tylko im należy się etykietka najbardziej utalentowanych. Więcej, zarówno opinia fachowców jak i wymierne osiągnięcia na torach zdecydowanie wyżej sytuują pod tym względem Jacka Lonkę (aktualny mistrz kraju w klasie 500 cm) oraz Sławomira Wilkańica (18-latek, który tegoroczne mistrzostwa Polski w klasie 125 cm. przegrał jedynie ze starszym aż o trzy lata Andrzejem Tomiczkiem). A teraz spróbujmy poszukać talentów w lepiej ocenianych przez J. Ozdobę rajdach szybkich, dając przy okazji wizytówkę szkoleniowych osiągnięć trenera Mirosława Malca. Niestety – pachnie kompromitacją, gdyż nie widzę tutaj żadnego nazwiska! Każdy, kto osiągnął w tej dyscyplinie znaczące sukcesy, wywodzi się z… motocrossu i to nie jako początkujący adept tej dyscypliny, który pomylił zainteresowania, lecz w pełni ukształtowany i utytułowany zawodnik. Przykłady? Proszę bardzo. Dla uniknięcia posądzeń o manipulację wymienię sportowy rodowód wszystkich medalistów rajdowych mistrzostw Europy z ostatnich lat. Stanisław Olszewski – motocross, Zbigniew Kłujszo – motocross, Ryszard Gancewski – motocross .Zbigniew Przybyła – motocross, Piotr Kasperek – motocross… Mój trzeci ukłon dla dziennikarskiej rzetelności J. Ozdoby. Nie wiem, na jakiej podstawie J. Ozdoba twierdzi, iż „u nas jeździ się techniką z rajdów Enduro, która jest jednak zupełnie inna od crossowej”. Od wielu lat oglądam niemal wszystkie eliminacje motocrossowych mistrzostw Polski i mogę udowodnić (m.in. bogatym materiałem zdjęciowym), iż „techniką z rajdów Enduro” jeżdżą głównie podopieczni trenera Malca. Dodam, iż jest to styl wzbudzający uśmiech politowania nawet u mało wyrobionych kibiców. Przykro patrzeć, jak motocrossowa młodzież (Sławomir Wilkaniec, Waldemar Matyjas, Andrzej Laska, Piotr Necel) po ledwie rocznych startach w imprezach z obsadą międzynarodową po prostu ,fruwa” nad głowami utytułowanych rajdowców, ośmieszając przy okazji koncepcje „specjalistów” uważających, iż da się pogodzić jednoczesne uprawianie tych dwóch dyscyplin. Rumak i wół we wspólnym zaprzęgu długo nie pociągną…

Myślę, że wystarczy sięgania po przykłady. Poprzestanę jedynie na komentarzu do apelu J. Ozdoby, by skończyć z „pretensjami o ważności którejś z dyscyplin lub o podbieranie ludzi”. Apel ów przypomina bowiem jako żywo pokojową ofertę wilka względem pożeranego akurat jagnięcia. Nie wiem, czy ponownie można złożyć. na karb naiwności autora brak wiedzy o faktycznych relacjach zachodzących od wielu lat miedzy polskim motocrossem i rajdami szybkimi. Otóż podkreślanie ważności dyscypliny wraz z podbieraniem ludzi to wyłączna specjalność zwolenników Enduro. Nie pamiętam ani jednego przypadku „pozyskania” utalentowanego rajdowca do kadry motocrossowej. Działania odwrotne natomiast dokonują się nieustannie. W sześcioosobowym zespole walczącym podczas tegorocznej Sześciodniówki o „World Trophy” tylko Zbigniew Banasik może poszczycić się rajdowym pochodzeniem. Niestety, nie był to najjaśniejszy punkt polskiej reprezentacji. No, dobrze – zapyta czytelnik – to dlaczego najlepsi motocrossowcy tak garną się do rajdów szybkich? Odpowiedź brzmi: dlatego, że tu mogą liczyć na zdecydowanie większe korzyści materialne. Paradoks? Nie, normalna kolej rzeczy w państwach traktujących sport jako środek walki propagandowej. Rajdy szybkie przegrywają z motocrossem we wszystkim, co interesuje przeciętnego kibica – przez swoją specyfikę są mało widowiskowe, nie oddają dramaturgii walki, często premiują kunktatorów (aby dojechać!), dopuszczają oszustwa (z podmianami całych motocykli włącznie), a zwycięzców wyłania się tutaj długo po zakończeniu imprezy. Wystarczy powiedzieć, iż największą widownią podczas rajdowych imprez cieszą się próby… crossowe.

Ale rajdy szybkie mają jeden walor szczególnie preferowany tam, gdzie sport zarażono fetyszem tabel, wyników i punktów, zupełnie zapominając o zainteresowaniach kibiców – dzięki znacznie słabszej niż w motocrossie konkurencji daje szansę na łatwy sukces tutaj wcale najdrastyczniejszym Zbigniewa Przybyły, wicemistrza Europy w klasie 80 cm z 1985 roku. Otóż pokonał on wówczas 15 rywali, wśród których tylko 1 (słownie: jeden) „punktowa!” we wszystkich sześciu eliminacjach ME. Wynik jednak jest, a wraz z wynikiem można domagać się większych pieniędzy i częstszych startów, oczywiście głównie na zachodnioeuropejskich trasach, a to przelicza się na twardą walutę, która działa na wyobraźnię. Młodzi zawodnicy potrafią liczyć i wiedzą, że w motocrossie o europejski sukces trudniej. Stąd właśnie wybór Enduro. Gwoli ścisłości – podobne rachunki przeprowadziło również kilku działaczy z różnych klubów. Złaknieni atrakcyjnych wyjazdów i dewizowych oszczędności stanowią dzisiaj najwierniejszą gwardię przyboczną ,,Ojca Chrzestnego” rajdów szybkich. Pan Ozdoba powinien wiedzieć, kto nim jest. Ja wiem, lecz nie napiszę. Uważam, że trzeba dać szansę nowym władzom Polskiego Związku Motorowego w samodzielnym wyeliminowaniu ludzi postępujących nie fair. Natomiast za konieczne uważam wskazanie przynajmniej kilku przykładów takiego postępowania.

W początkach 1986 roku próbowano przeforsować wniosek dotyczący przenoszenia zawodników z klubu do klubu jedynie na podstawie arbitralnej decyzji Głównej Komisji Sportów Motocyklowych PZMot (Mania się epoka feudalna) oraz postulowano wstrzymywanie dotacji dla tych klubów, które „nie ustosunkowały się do sprawy wytypowania i szkolenia zawodników do 6 dniówki 86 i 87″. Innymi słowy – albo rajdy, albo nic…

Zwolennicy faworyzowania Enduro jakoś nie podejmują poważnej oferty zgłoszonej w marcu 1986 przez jednego z trenerów motocrossu, dotyczącej przygotowania kilkuosobowej grupy jeźdźców do „Six Days’87” w Jeleniej Górze. Być może obawiano się, iż taka grupa wypadnie lepiej od etatowych kadrowiczów prowadzonych przez etatowego eksperta rajdowego. Ta ostrożność przestaje dziwić, jeśli rzuci się okiem na wyniki kadry walczącej o „World Trophy” w latach 1987-89. Przypomnę: Jelenia Góra – V. Mende (Francja) – XIX i Walldurn (RFN) – XIV miejsce.

Motocross bije na głowę rajdy szybkie liczbą licencjonowanych zawodników. Stosunek ten wynosi mniej więcej 2:1. Można by pomyśleć, że podobnie wyglądają relacje w wysokości środków finansowych płynących z budżetu PZMot na obydwie dyscypliny. Niestety, takie rozumowanie przegrywa z realiami. Średnie dotacje na jednego motocrossowca sięgają bowiem ledwie jednej czwartej tego, co otrzymuje rajdowiec szybki. A teraz pytanie do J. Ozdoby: Jak w sytuacji zilustrowanej paroma powyższymi (zaręczam, że nie wszystkimi) faktami wyobraża sobie sojusz obydwu dyscyplin? I jeszcze jedno. Specyfiką motocrossu jest jasność reguł walki na torze oraz towarzyszące temu nikłe prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu poprzez działania nie fair. Wygrywa tutaj ten, kto jest szybszy, odważniejszy i dysponuje lepszym sprzętem, a ewentualni kanciarze rozszyfrowywani są błyskawicznie. O Enduro tego samego, niestety, powiedzieć nie można. Nawet gdybym pominął spostrzeżenia własne (m.in. z 62 ISDE, rozegranych dwa lata temu w Jeleniej Górze) to i tak mam mocne wsparcie w J. Ozdobie, jako autorze tekstu pt. „Przed wielką próbą”, zamieszczonego w Motorze nr 24/89. Pełno tam „rewelacji” (przedstawianych, nie wiedzieć czemu, z nutką podziwu) o zwyczajnych oszustwach, mających się tak do idei sportowej rywalizacji, jak chomąto do Mercedesa. Wystarczy wspomnieć wątek z trenerem Mirosławem Malcem, udającym pijanego motocyklistę, by móc podrzucić swoim podopiecznym brakujące podzespoły… Mam świadomość, iż paru najbardziej zdeklarowanych zwolenników Enduro przeniosło podobny sposób postępowania poza rajdowe trasy. Nie widzę jednak powodu, aby w tym procederze wspomagani byli przez dziennikarzy. I tę myśl polecam uwadze Jarosława Ozdoby.

2 thoughts on “Sojusz rumaka z wołem? HENRYK JEZIERSKI”

  1. Co tu się nawyrabiało w tej piaskownicy ? Motocross&Enduro – ciszej nad tą trumną ! Nigdy w „tenkraj-u”,nie było ani motocrossu, ani enduro, jako dyscypliny sportu. Były, owszem jakieś incydentalne olśnienia w postaci kilku, w efekcie chyba raczej, zmarnowanych karier. Zmarnowanych, nie przez pojedyncze osoby, lecz przez istniejący system, który one s-tworzyły. System, z którego po obaleniu „głównego systemu”, wydobyć się nie udało po dzień dzisiejszy. Bagno, w jakim zatopiono energię, marzenia i dziesiątki życiorysów, młodych, utalentowanych chłopaków okazało się nie do pokonania. Co z perspektywy kilkudziesięciu lat jest pocieszeniem ? Ta swoista „kradzież”, powinna cieszyć i samych zainteresowanych i kibica. Kradzież crossowców, czy to Patyczkowi, Nalepce, Harazimowi czy Olszewskiemu i.in., była uchylonym okienkiem na świat. Jako crossowcy tłukliby oni jądra po lokalnych wybojach. No może raz na rok, otarliby się o jakiś crossowy KDL. Może nawet któryś z nich zobaczyłby Leningrad ?. P. Malec swym wytrychem uchylił okienko i praktycznie najlepsi /bo co do selekcji dokonywanych przez P.Malca większych zastrzeżeń mieć nie wypada/ mogli się poczuć najlepszymi z „tenkraju”, stając w szranki z najlepszymi w europie i na świecie. Pal licho efekty, które niejednokrotnie nie spełniały oczekiwań, ale ukazywały realne możliwości. Chwała tu Panu Malcowi, Chwała tym wszystkim „wykradzionym” chłopakom ! Jedno w tym wszystkim jest pewne- Poprzeczka jaką wyznaczył P.Malec swemu następcy/tfu!/czy następcom, jest nieosiągalna ! Nikt, nigdy, w „tymkraju”,nie będzie w stanie nawet śnić o tym, czego jako „szeryf motocyklistów”dokonał ten wybitny Człowiek. Najlepszym unaocznieniem tego, jest chyba ta strona. Nie sądzę, aby obecnie po polskiej ziemi stąpał jakiś „motocyklowy manager”, w oparciu o którego zasługi, ktoś kiedyś założy podobną witrynę. To se ne vrati !

    1. Witam to cała prawda co pan pisze gdyby nie Śp. Mirosław Malec zawodnicy z polski nigdy by nie istnieli w światowej czołówce sportów Enduro i za to dziękować ze tak się stało polscy zawodnicy są bardzo mile wspominani przez innych zawodników którzy tez startowali w enduro szkoda że tylko PZM zaniedbuje takich zawodników jakoś inne kraje są w stanie zrobić imprezy dla zawodników lat 70-90 którzy startowali w rajdach Enduro np. Trophy des Nations Montecampione 2018 „Capitano Augusto Taiocchi” albo 30 Lecie Six Days Jelenia Góra w Suhl jednym słowem szkoda gadać wystarczy obejrzeć na YT i ja sie pytam gdzie jest reszta?????

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *