Rajd Enduro pod domem ” Ganca ” – Ostróda 1990

Ostróda to urokliwe, położone nad jeziorem Drwęckim miasto, położone na Pojezierzu Warmińsko-Mazurskim. Tradycje sportu motocyklowego są tu bardzo silne, tutejsi motocykliści mogą się wylegitymować całkiem sporą kolekcją tytułów mistrzowskich. Ostróda przez lata słynęła z dobrych zawodów, wymagających znajomości rzeczy w sporcie motocyklowym. Co prawda ostatnimi czasy imprezy wyższej rangi jakby omijały miasto nad Drwęcą, ale niechaj żywi nie tracą nadziei?..

Póki, co jest kolejna okazja, by powspominać czasy, gdy motocyklowe rajdy Enduro organizowane w rejonie Ostródy były czymś, na co się czekało…

W czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej dzień 22 lipca obchodzony był, jako święto państwowe – Dzień Odrodzenia Polski. Po zmianie ustroju owo święto uległo kasacie, niemniej jednak – przynajmniej przez pierwsze lata transformacji – pamiętano o tej dacie. Nic dziwnego, zatem, że VII i VIII eliminację Mistrzostw Polski w rajdach Enduro rozegraną w okolicach Ostródy w terminie 21-22 lipca 1990 roku określano w rozmowach kuluarowych, jako imprezę rozegraną pod historyczną datą…

Ale powróćmy do spraw stricte sportowych – bo o nie głównie chodzi w niniejszych rozważaniach – dotyczących ostródzkiego rajdu z lipca 1990 roku. A będzie, o czym pisać i czytać…

Dla kadrowiczów Krzysztofa Serwina walczących o miejsce w zespole World Trophy na 65 Sześciodniówce Motocyklowej w szwedzkim Vasteras impreza w Ostródzie stanowiła ostry sprawdzian. Zacięta walka toczyła się w klasach i w klasyfikacji klubowej. Spadkobiercy tradycji Sekcji Motorowej MKS Korona Kielce – motocykliści KTM Novi kontrolowali sytuację, aczkolwiek rywale z BKM Bielsko-Biała, Turowa Zgorzelec, Kieleckiego Klubu Motorowego i AMK Pałac Młodzieży Warszawa też się mieli na baczności, a woli walki i ambicji na tym rajdzie nikomu nie można było odmówić.

Organizatorzy z AMK Drwęca Ostróda przygotowali trudną, krętą trasę z bazą w pobliżu domu Ryszarda Gancewskiego w Kajkowie. Zresztą sam ” Ganc ” brał czynny udział przy wytyczaniu trasy i ” robieniu czasów ” pomiędzy kolejnymi Punktami Kontroli Czasu. Próby terenowe, gdzie walczy się z czasem na całego wyznaczono w bezpośrednim pobliżu jeziora Morliny. Test Enduro zawodnicy zaliczali w leśnej plątaninie duktów z korzeniami i piaszczystymi koleinami, zaliczając kilka podjazdów. Próbę crossową wyznaczono na piasku i w zagajniku nieopodal jeziora.

Rajdowcy pokonywali pierwszego dnia czterokrotność ( bohaterscy, dosiadający Simsonów S51 Enduro, uczestnicy klasy 50 jechali w sobotę dwa okrążenia) około sześćdziesięciu kilometrowej trasy wiodącej przez mazurskie szlaki, lasy i polne ścieżki. W czasie zawodów było dość ciepło ( jak by nie patrzeć była połowa lata!), Ale dzięki poprzedzającym rajd opadom niezbyt się kurzyło. Oczywiście nie zabrakło kałuż i błotka na trasie – cóż to byłby za rajd Enduro bez odrobiny, chociażby, kuracji borowinowej? W niedzielę walczono na dystansie trzech okrążeń trasy ( klasa 50 – jedno) i po godzinnej przerwie ruszano w szranki w finałowym motocrossie.

W motocyklowych rajdach Enduro, jak mówi wieloletnie doświadczenie, nie można ciągle jechać na farcie. Przykładów potwierdzających trafność tej tezy historia przynosi aż nadto… W czasie ostródzkiego rajdu w lipcu 1990 roku na pierwszej próbie crossowej, czyli około dwa kilometry po starcie pierwszego dnia, Maciej Wróbel przewrócił się tak nieciekawie, że w jego Jawie Enduro 250 VVZ pękła rama… I co ciekawe – na prowadzącym się raczej wiotko motocyklu wygrał wszystkie próby w klasie Powyżej 175 (!). Pierwszego dnia Andrzej Tomiczek zbyt zawierzył zapewnieniom serwisantów i zbyt żwawo ruszył do stolika sędziowskiego.  Gdy minął linię wyznaczoną przez żółte chorągiewki, tudzież zegar na PKC, było już za późno… A raczej za wcześnie – aż o dwie minuty, co spowodowało spadek na szóste miejsce w klasie 250. Kolejnym pechowcem tego rajdu był Piotr Kasperek. Jemu akurat zdarzyło się zderzenie podczas finałowego motocrossu z… Wilczurem niefrasobliwie najwyraźniej pilnowanym przez właściciela ( właścicieli?), Który przebiegał przez trasę wyścigu? W efekcie kierowca rajdowej Jawy wykonał nieplanowane salto przez kierownicę, co rujnowało jego szanse na dobry wynik w klasie 250. Nieszczęsny czworonóg niestety, nie przeżył zdarzenia…

Podczas finałowego motocrossu rajdu na włościach ” Ganca ” w klasie Powyżej 250 stawiano na kolejny zażarty pojedynek Ryszarda Gancewskiego i Jacka Lonki. Obaj panowie od początku ówczesnego sezonu tasowali się, czy to w motocrossowych pojedynkach, czy też na rajdowych trasach oraz w finałowych wyścigów terenowych w rajdach Enduro. W lipcu 1990 roku podczas końcowego motocrossu Jacek Lonka w połowie dystansu stwierdził… Zgubienie siedzenia rajdowej Jawy. Mimo wszelkich wysiłków nie dał rady dogonić ” Ganca „.

Ryszard Gancewski podczas tego rajdu ” na swoich śmieciach ” na dwie eliminacje przed końcem serialu zapewnił sobie pewny tytuł Mistrza Polski w klasie Powyżej 250. Po zawodach w Ostródzie do mistrzowskich szarf mocno przybliżyli się: Wojciech Brzuśmian, Maciej Wróbel i Andrzej Tomiczek. Tyle, że do końca sezonu było jeszcze daleko, a dopiero po jego zakończeniu z reguły można myśleć o otwieraniu mistrzowskiego szampana…

W klasie 50 sobotę wygrał Wojciech Brzuśmian ( BKM Bielsko-Biała), drugi był Paweł Więckowski ( Kielecki Klub Motorowy), a trzecią lokatę zafasował Artur Dejniak ( KS Turów Zgorzelec). Wojciech Brzuśmian następnego dnia powtórzył wynik z soboty, pozostawiając za sobą Huberta Dzianoka ( KTM Novi Kielce) i Pawła Więckowskiego.

Klasa 125 to popis tria: Artur Lis ( KTM Novi Kielce); Wojciech Rencz ( KS Turów Zgorzelec) i Zbigniew Szczepanek ( Kielecki Klub Motorowy) – to sobotnia kolejność. Drugiego dnia obowiązywała tabela: Wojciech Rencz, Artur Lis i Zbigniew Szczepanek.

Klasę Powyżej 175 po sobotniej przygodzie Macieja Wróbla wygrał Mariusz Czachor ( AMK Pałac Młodzieży Warszawa) zostawiając za sobą Krzysztofa Gnacy ( KS Turów Zgorzelec) i Mariusza Błachuta ( BKM Bielsko-Biała). Drugiego dnia rządził w tejże klasie Maciej Wróbel ( BKM Bielsko-Biała) odstawiając od siebie Macieja Sobkowskiego ( KTM Novi Kielce) i klubowego kolegę Tomasza Fuczika. Co ciekawe, ten ostatni na dwa dni przed rajdem w Ostródzie wsiadł na Jawę Enduro po kontuzji śródstopia? Trzeba mieć charakter do tej dyscypliny sportu!

Do sporych przetasowań doszło w klasie 250. O ile pierwszego dnia kolejność była następująca: 1. Jacek Czachor ( AMK Pałac Młodzieży Warszawa); 2. Tomasz Kodym ( KS Turów Zgorzelec); 3. Bogdan Warchoł ( Automobilklub Zagłębie Miedziowe Głogów), to w niedzielę było nieco inaczej. Wygrał Andrzej Tomiczek ( BKM Bielsko-Biała) przed Ryszardem Augustynem ( Kielecki Klub Motorowy) i Tomaszem Kodymem.

W klasie Powyżej 250 w obydwa dni najwyższą wygraną zebrał Ryszard Gancewski ( KTM Novi Kielce). Dwukrotnie Wielkim Przegranym był Jacek Lonka ( GKM Bałtyk Gdynia). Trzecimi lokatami błysnęli weterani z KTM Novi – w sobotę Zbigniew Banasik, nazajutrz Mirosław Misztal.

Klubowo impreza w Ostródzie anno 1990 należała do spadkobierców Korony Kielce, czyli Ekipy KTM Novi. Kielczanie wyprzedzili wówczas ekipy BKM Bielsko-Biała i KS Turów Zgorzelec.

Rajd w Ostródzie przeprowadzony w połowie wakacji 1990 roku po raz kolejny można było ocenić, jako zawody motocyklowe z prawdziwego zdarzenia. Była bardzo dobra trasa, wymagające próby terenowe i co najciekawsze – nikt się nie nudził na Punktach Kontroli czasu, bo limity były dość napięte.

Dżentelmenem ówczesnych zawodów okazał się niezrównany Zbigniew Banasik. W czasie imprezy integracyjnej, już po rajdzie, stwierdził krótko:

– ” Gancu, ty to umiesz jednak dobry rajd wymyśleć! „.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *