Rajdy czy crossy?- Jan Okulicz Lipiec 1981

Trzy tygodnie temu w piwnicy Polskiego Związku Motorowego  zawieszono Zbigniewa Grotha. W piwnicy, ponieważ właśnie w podziemiach siedziby związku odbywają się spotkania komisji sportu. Jeden z najbardziej utalentowanych motocyklistów młodego pokolenia nie przypnie numeru startowego, nie wiadomo czy jego oburzony trener Mirosław Zdanowicz zgodzi się, by jeździł nawet na treningi. Pół roku czekali na eliminację crossowych mistrzostw świata w Szczecinie, mozolnie kompletowali sto dwudziestkę piątkę KTM, motocykl wysokiej klasy, chociaż nie najnowszy technicznie. Zawieszono go za samowole, niedbalstwo i lekceważenie. Przyjechał z Gdańska do Szczecina. Zdjął motocykl z przyczepy. pokręcił się na treningu dowolnym i wyjechał, Odwiedził brata i zjawił się, gdy konkurenci kręcili kotka treningu obowiązkowego. Właśnie kończono pomiary badania technicznego. Urządzenia były już zwinięte, a ta sama ekipa spieszyła do urządzenie pomiaru czasu. Przewodniczący Głównej Komisji Sportowej Motocyklowej inżynier Andrzej Jabłkowski jest człowiekiem sprawiedliwym. Nie było Grotha na eliminacji mistrzostw Europy w rajdach szybkich. W porządku, zdawał maturę. Nie wytrzymało jednak krytyki tłumaczenie, ze guma, korek na moście, zmiana w harmonogramie. Strata utalentowanego zawodnika jest ubytkiem poważnym. Pół roku temu apelowałem do Stanisława Olszewskiego i Zbigniewa Kłujszy w artykule „Nie żal Bergano i Owernii„, aby zostali jeszcze sezon w kraju zanim ruszą za chlebem na trasy zagraniczne. Starzy mistrzowie zerwali kontrakty, postanowili zostać, nie przybyto jednak tylu młodych, aby na Elbę, miejsce tegorocznej Sześciodniówki wyruszymy dwa zespoły – WazaTrophy. Od kliku lat w atrakcyjnej zdawałoby się dyscyplinie – sporcie motocyklowym poszukuje się zawodników. Narosty konflikty pomiędzy trenerem kadry a trenerami klubowymi. Baczny obserwator i czytelnik kolumn sportowych w gazetach odkryje. ze te same nazwiska powtarzają się  w rajdach i crossach, dyscyplinach, które łączy technika jazdy i cechy charakteru zawodników, ale dzieli kalendarz imprez sportowych. Następuje kolizja interesu klubowego krosowców z programem reprezentacji rajdowej. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni kilku najlepszych zawodników jeździ zmieniając w biegu motocykle – imprezy pucharowe, mistrzowskie, zagraniczne. Tradycyjnym problemem Polaków jest brak sprzętu. W latach ubiegłych, nie najbogatszych, ale bardziej jakby dostatnich, sprowadzono za kilka tysięcy dolarów Husqvarny, później włoskie SWM. Żywot maszyny rajdowej jest krótki. Po jednym, najwyżej dwóch sezonach nadaje się w najlepszym razie do szkółki motocyklowej jako pomoc naukowa z zakresu budowy sprzętu, a jej nieszczęśliwszy użytkownik usiłuje skompletować rozsypujące się części. Wszak żaden mechanizm nie wytrzyma tysięcy skoków, twardych lądowań, upadków, gwałtownych przyspieszeń. Od kilku lat polscy kadrowicze -grupa jeziorowa, rodem z Lidzbarka Warmińskiego i Ostródy, największe sukcesy w zespole Srebrnej Wazy odnosiła na niewielkich maszynach marki Simson. Ustępowały one wprawdzie najlepszym motocyklom włoskim czy zachodnioniemieckim, ale dawały naszym kierowcom nie mniej utalentowanym od konkurentów, a przeważających ich hartem ducha, szanse na dobre miejsca indywidualne i zespołowe. W tym roku krajowa produkcja przestała się liczyć zupełnie. Nikt tez nie podpisze zamówienia na motocykle zagraniczne. Czyżby Polaków miało zabraknie na Sześciodniówce, największej imprezie, mistrzostwach świata motocyklistów? Fabryka Simson zgłosiła chęć wyekwipowania naszych czterech zawodników w motocykle nowego modelu. Zapewni tez serwis części. Ponadto dwa motocykle fabryczne da fabryka Jawy, z która po kilkuletniej przerwie odnowiono kontakty. W taki oto sposób powstanie zespół Trophy złożony z sześciu maszyn i ludzi. Pierwsza Jawa 500 cm otrzymał Krzysztof Serwin. Kiedy przed laty w świdnickim klubie jeździli w stawie bracia Szczerbakiewicze, kilkunastu-letni chłopak uczył się sztuki obserwacji czyli pokonywania karkołomnych tras bez podpórki nogi, w możliwie najlepszym stylu. Nie mógł wtedy nawet przypuszczać, ze za kilka lat sport w wielkiej fabryce Śmigłowców i motocykli splajtuje, a on będzie oferował swoje umiejętności i talent innym klubom, chociaż ze Świdnika się póki co nie ruszy.

Wysoki i silny Serwin nie może dołączyć do grupy jeziorowej z musu jak by dosiadał Jawy Jego pierwsze doświadczenia motocyklowe przydały się bardzo po latach na trasach crossowych jak i rajdowych. Jest zupełnie oczywiste ze duża i ciężka Jawa wymaga odwagi i siły w terenie górzystym najeżona skałami kamieniami, podjazdami przez które z trudem mógłby przejść piechur. Gdy wiec przedstawiono Czechom kandydata na Ich motor i przewidywano go na miejsce szóste czy ósme, trenerzy i mechanicy nie dali wiary. Po rajdzie w Jeleniej Gorze kierownik teamu fabrycznego Jawy domagał się wręcz następnego startu Serwina, który zajął w mocno obsadzonej klasie dziesiąte miejsce. Menażerowie polskiego zespołu czuli nawet przykry zawód, gdy zawodnik w polskim dresie mijał ich stanowiska i jechał prosto do Czechow, gdzie koto jego motocykla kręciło się dwóch mechaników, a kierowca dostawał bez pytania szklankę soku pomarańczowego i bułkę z szynką.

Drugą Jawę 250 cm otrzyma Zbigniew Banasik. Jego SWM niebawem skończy się, a na włoski sprzęt przesiadł się ten zawodnik własnie z Jawy. Również i jego może trener Malec polecić Czechom. Świetny, solidny rzemieślnik motocykla wstydu nie zrobi. Może nie jest takim mistrzem kierownicy jak Olszewski, ale na każdy punkt trasy dojedzie z niewielkim zapasem czasu. a jak zajdzie potrzeba naprawi motocykli po drodze. Zupełnie inaczej wygląda tegoroczna sytuacja w klasach małych. Przyzwyczailiśmy się do czołowych miejsc Stanisława Olszewskiego i jego nieodłącznego towarzysza Zbigniewa Kłujszy. W klasie 75 cm byli na czołowych miejscach. W tym roku Olszew­ski jest po ośmiu eliminacjach zaledwie piąty, a w klasie 80 cm . która zaskoczyła zawodników 50, 75 i 100 cm zrobiło się tłoczno. W tym tłoko zabrakło właśnie Kłujszy, a jego miejsce zajął młodszy Ryszard Gancewski.

W tej łączonej klasie znaleźli się mistrzowie Grisse, Marinoni, Signorelli, Schmider. Gdzie te czasy, gdy w małych klasach startowano po osiem dziesięć motocykli i… bywały trudności ze skompletowaniem konkurencji? Teraz konkurentów do pierwszego miejsc a jest c o najmniej sześciu , a w eliminacjach mistrzostw Europy poprzedzających Sześciodniówkę postrachem rywali jest młodziutki Włoch Edi Orioli. który rok temu był młodzieżowym mistrzem Europy. a obecnie wygrywa wszystkie kolejne imprezy. Czy Polacy mają szanse na dobre zespołowe miejsce w zespole Trophy? Chyba tak. Motocykle Simson ustępują maszynom włoskim w imprezach dwudniowych, jakimi eliminacje mistrzostw Europy. nieco cięższe, a w najlepszym wykonaniu solidniejsze od sprzętu Włochów. W pierwszych eliminacjach Olszewski, gorzej przygotowany do sezonu za sprawą oszczędnego programu, narzekał, ze silnik jego motocykla zalewa się paliwem. nie ma pełnej mocy. Konstruktorzy Simsona i menażerowie ze słynnym już w Polsce inżynierem Schmerze z Suhl rozglądali się nerwowo , czy nie pojawi się na starcie jakaś maszyna z chłodnicą silnika, co zdarza się we włoskich kosówkach, ale w maszynach rajdowych jeszcze nie bywało. Oszczędności również dotknęły naszych sąsiadów i chociaż Polacy byli znacznie lepsi w Polsce od kierowców NRD z żalem musieli odmówić przystania motocykla dla Zbigniewa Kłujszy na eliminacje do Hiszpanii . Austrii , RFN . Dla polskich motocyklistów nastąpi czas niezwykle cielądzkiej próby. Jeśli nie odniosą sukcesów, które zadowalałyby menadżerów Simsona i Jawy, również i te fabryki zrezygnować mogą z bezpłatnego dostarczania sprzętu. Na motocykle polskie oczywiście nie m a co liczyć, podobnie jak nie można spodziewać się jakichkolwiek zakupów dewizowych.

Na zawodach w Jeleniej Górze, dobrze, sprawnie zorganizowanych przez działaczy wrocławskich, można było zauważyć , ze w klasach słabiej rok temu obsadzonych startowano po kilkudziesięciu zawodników. Ubiegłoroczni mistrzowie z Heino Giese na czele z trudem utrzymali się w pierwszej piętnastce zawodników. Na Elbę zgłosiło się już 400 motocyklistów. Wielki triumfalny powrót motocykla za sprawą kryzysu paliwowego możne pogrzebać szanse Polaków. Monza się tyko zastanawiać czy powróci do dawnej formy Stanisław Olszewski, czy pozbiera się urazu po zeszłorocznym wypadku Zbigniew Kłujszy, jak daleko zaniesie brawura Ryszarda Gancewskiego i co naprawdę potrafi nowy zawodnik Andrzej Gołąb?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *