Przesiądźmy się na motocykle Jan Okulicz 1992

Już lato. Sezon motocyklowy w pełni, Zgodnie z prawdą możne powiedzieć: w mota cyklach coś drgnęło. To coś, to zwiększone zainteresowanie pojazdem, który w naszych wa runkach terenowych ma wyjątkowe szanse rozwoju… gdyby był dostępny. Otworzyła się Polska i spora gromada zmotoryzowanych Niemców Holendrów, Włochów przyjeżdża do Europy Środkowej pojeździć po wąskich, krętych drogach leśnych duktach (gdzie prawo jeszcze pozwała wspiąć się na górę. Rolę konia w USA już dawno przejął motocykl. Europa Idzie tym samym tropem, a do Europy dołącza Polska. Współczesny mustang to motocykl crossowy, terenowy, o od odpowiednim przełożeniu i mocy, wyposażony w oponę o kostkowym bieżniku, odporną na przebicia, zawieszony wysoko i wyposażony w centralny element resorujący. Przez wiele la podstawowym sprzętem dla naszych klubów krosowych była „CZ”-tka, motocykl relatywnie tani ale zawodny i niedoskonały. Pomińmy jego zła konstrukcję, nie odpowiadającą prawidłowej te chatce prowadzenia pojazdu. Był zbyt długi, nie dawał kierowcy szansy prowadzenia przedniego koła w sposób właściwy, to znaczy nie można było go dociążyć. Jeźdźcy z naszej strefy europejskiej wjeżdżali w zakręt, przymykali gaz, odkręcali, gdy udało się bezpiecznie przejechać, ale za to prawie na „stój”. Czy w tej sytuacji mogliśmy się utrzymać w pogoni za uciekającą Europą? Motocross w Polsce zmarniał. Pierwszy cios to była likwidacja klubów wojskowych. Zniknęły „ Czerwone berety”, ponieważ, o naiwności, komuś w Sztabie Generalnym czy w kwatermistrzostwie wydawało się, że armia nie potrzebuje tego pojazdu. Potrzebują go nadal Niemcy, Amerykanie, Rosjanie — tylko Polacy wysilili się na oryginalność. Drugi cios to było likwidowanie przemysłu motocyklowego. Po prostu nawet te nieśmiałe próby z WFM, SHL, żeby nie wspomnieć o doskonale zapowiadającym się Junaku z SFM czyli Szczecińską Fabrykę Motocykli ucięto pewnego dnia opierając się na sprzęcie z NRD i Czechosłowacji. Jakie szanse mieli ludzie z małych miast na dostęp do „Japończyków”, na które przesiadł się świat, czy zakup KTM-a? Żadne, A więc marniał motocross, zawodnicy zajmowali odległe miejsca, a motoryzacji potrzebny był sukces, ponieważ tylko on otwierał drogę do rozwoju, czy kasy.

Najpierw pojawiły się motocykle prywatne, lub półprywatne. Jeśli zawodnik miał uciułane parę groszy, resztę dołożył klub. Nagle na crossowiskach Olsztyna, Czerwionki, Głogowa ludzie zobaczyli Kawasaki, Suzuki, KTM-y i okazało się, ze kto chce się liczyć w czołówce musi przesiąść się na lepszy sprzęt. Dokonał się zatem spory skok jakościowy. Za nim poszła nowa technika jazdy, ale do szczęścia nadal brakuje wiele. Cóż z tego, że mamy mocną grupę młodych ludzi, którzy bardzo chcą wygrywać, skoro nie mogą pozbyć się złych nawyków w technice jazdy, dobrze skaczą, ale nie potrafią prowadzić motocykla łyku, zbyt wcześnie hamują, wie wciskają się w każdą lukę, jak ich zachodni koledzy, po zbawieni jakichkolwiek skrupułów. Nasi zawodnicy uświadomili sobie, jak wiele im jeszcze brakuje w edukacji motocyklowej oraz czym dysponują konkurenci Do seryjnego motocykla crossowego trzeba wprowadzić cały wyczynowy „kit” czyli dołożyć co najmniej 30-40 procent wartości w zestawie części niezbędnych do pod- strojenia seryjnej maszyny. Nad tym wszystkim znajduje się jeszcze kasta jeźdźców fabrycznych, których sprzęt ma te kilka procent lepszego tuningu czyli dostrojenia i jest poza możliwościami małych warsztacików klubowych. Te kilka procent to ułamki sekund na każdym skręcie, lepsze odjazdy, składające się w sumie na sekundowe różnice na mecie.

Przewodniczący Głównej Komisji Sportów Motocyklowych — Mirosław Zdanowicz nie ma wątpliwości co do pozycji polskiego motocrossu i jego wszystkich ułomności. Przez wiele lat watki

O utrzymanie pozycji swojego klubu — niegdyś Budowlanych Gdańska, a teraz Gdańskiego Auto-Moto Klubu napatrzy! się na zmieniającą jakość zawodników, ale i m partykularne interesy klubowe, a jeszcze gorzej rodzinne. Gdy gwiazda żużla kręci nosem, może współczuć swoim kolegom działaczom, managerom, gdy jego podstawowy zawodnik ulega radom żony czy ojca

O zaczyna stawiać bezsensowne warunki czy żądania, wkracza do akcji. Zdanowicz nie ukrywa, ze motocross to dyscyplina trudna i ryzykowna. Trzydziestometrowe skoki na motocyklu to już „normalka”, ciasne tuki, w których tuż po starcie musi zmieścić się 40 zawodników i każda centymetrowa tuka jest wykorzystana. 2 przymrużeniem oka patrzy więc na żużel, który w porównaniu z motocrossem „jest jazdą po auto-, . , stradzie, która skręca tylko w lewo”.

Działaczy motocrossowych cieszy, że w czterech podstawowych klasach: 80, 123, 250, 509 centymetrów sześciennych pojemności jest pełna obsada, co najmniej 120 zawodników. W „osiemdziesiątkach” czyli klasie młodzieżowej jest czterdziestu bardzo obiecujących młodzieńców i na nich buduje Zdanowicz swoją nadzieję i optymizm. Wie, że jeśli nabiorą dobrych nawyków, opanują technikę, dadzą sobie radę na każdym motocyklu, w enduro, motocrossie czy na żużlu. Po prostu motocross jest podstawą dalszych specjalizacji. Czy kosztowny proces ewolucji, wsiadanie na coraz lepszy sprzęt wytrzymają kluby, PZU, zawodnicy? Dobry motocykl do udziału w mistrzostwach Europy kosztuje średnio licząc 80-90 milionów złotych,

lipcowe mistrzostwa świata motocrossowców w klasie 125 cm, są wyciągniętą ręką FIM do PZU. Po latach przerwy znowu międzynarodowa wielka impreza w Polsce . Tej szansy nikt nie chce zmarnować, ale od strony organizacyjnej jest to wielkie, trudne przedsięwzięcie, crossowisku kolo Orłowa o długości 1800 m ma doskonałą naturalną rzeźbę terenu, jest pięknie położone na powierzchni czterech hektarów. Ten sporadyczny huk silników przeszkadza „zielonym, którzy nie słyszą hałasu kół pociągów przejeżdżających co klika minut i zupełnie nie przeszkadzających lęgowym problemom ptaków. Zdanowicz i jego ludzie mają na ten temat zupełnie jednoznaczną opinię, że nie o gniazda ptaków tu chodzi, Jego głównym problemem przed zawodami było znalezienie brakujących milionów, by zapłacić czołowej czterdziestce koszty udziału w imprezie, poprawić naturalne muldy i progi, zeskoki, a przede wszystkim ustawić chronomier tej rangi trzeba czasem zmierzyć czas ośmiu zawodnikom wjeżdżającym na metę w jednej sekundzie i nie wolno jej pomylić, o przyszłości Kolibek czyli miejsca, gdzie rozgrywane są gdańskie motocrossy będziemy pewnie jeszcze pisać. Problemy ptaków i miejsc, do których lubił ponoć chodzić Żeromski, zostawmy chwilowo na boku, Wilkaniec, Wróbel, Przybyła — to nazwiska, na które liczy najbardziej PZM i ludzie Zdanowicza. Pozostaje pytanie: Jak długo będziemy dochodzić do Europy, jak mocno — wzorem żużla—uda -się-zainteresować nasze społeczeństwo motocrossem? Sądząc po ilości nowych zachodnich i japońskich motocykli może być tylko lepiej. Trzeba jeszcze przekonać nasze społeczeństwo, że nie tylko „maluch” i przechodzony importowany samochód jest wyznacznikiem osobistego sukcesu. Na Polach Elizejskich w Paryżu na tortowych motocyklach jeżdżą piękne dziewczyny i jest to w najlepszym europejskim stylu, Może i my kiedyś do tego dojdziemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *