Pozostała tylko nazwa Rajd Tatrzański 1976 B.Koperski

Olbrzymia część historii polskiego sportu, nie tylko motorowego, zapisana została właśnie dzięki Rajdom Tatrzańskim. Począwszy od 1937 roku, kiedy rozegrano go po raz pierwszy, przez trasy „tatrzańskiego” przewinęli się najlepsi motocykliści: bracia Brynowie, Szarle, Kupczyk, Jankowski, Kwiatkowski, Żurawiecki, Kubski, Szczerbakiewicz, Malec,Reverelli, Orzepowski, Jugowski, Pieczara, a z zagranicznych zawodników Pudil, Sedina, Klimt, Polanka (CSRS), albo rewelacyjny naonczas zespół MZ Salevsky,Uhlig, Stieger Lohr; Anglicy, Szwedzi, Włosi — spotkanie na Rajdzie Tatrzańskim w Zakopanem uważali za najważniejsze, poza Sześciodniówką, w całym sezonie.

Był Rajd Tatrzański miejscem konfrontacji sił i możliwości nie tylko zawodników, był też dla renomowanych producentów motocykli okazją dla reklamy swoich pojazdów i niejednokrotnie pod tym kątem przygotowywano ekipy fabryczne, startujące w tej imprezie. Bywało, że szczeciński Junak, zespół Warszawskiej Fabryki Motocykli, skutecznie konkurowały z zagranicznymi o złote medale na niełatwych trasach „tatrzańskiego”, ale wtedy jeszcze producentom zależało na zdobyciu zaufania klientów.

Był też Rajd Tatrzański w niegdysiejszych czasach okazją do, za | prezentowania możliwości organizacyjnych naszych klubowych aktywistów, co też nie było bez znaczenia. Dla wielu Rajd Tatrzański, jego organizacja, przygotowanie i sprawne przeprowadzenie stanowiły cel całorocznej pracy, co najczęściej owocowało podziwem uczestników zagranicznych. Zdarzały się oczywista sytuacje konfliktowe, najczęściej jednak rozwiązywane w gronie zainteresowanych, ale przecież ten tylko nie popełnia błędów, kto nic nie robi…

To wszystko należy już do historii nie wahałbym się stwierdzić, że Rajd Tatrzański w jego formie, w jakiej zyskał sobie uznanie w Europie, już nigdy nie zostanie wskrzeszony. Rozdział na wąsko wyspecjalizowane rajdy szybkościowe i obserwowane. był początkiem końca Rajdu Tatrzańskiego, choć przecież w swych założeniach łączył on walory obu typów rajdów.

Po owym rozdziale przez kilka sezonów zabrakło zdecydowania co do przyszłości Rajdu Tatrzańskiego i powoli zaczął on tracić swe miejsce w zainteresowaniach europejskiej czołówki motocyklistów i producentów. Potem przyszedł moment ostatecznej degrengolady:decyzją władz Zakopanego wyeksmitowano Rajd Tatrzański z tego miasta pod jakże chwytliwym i eliminującym wszelkie dyskusje pozorem ochrony naturalnego środowiska, na wniosek zarządu Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Była to prezentacja swoistego rodzaju rozumowania, bo przecież nie usunięto z podnóża Tatr innych, i wiele groźniejszych trucicieli naturalnego środowiska: przemysłu, kotłowni, dziesiątków tysięcy samochodów i autokarów co tydzień przewalających się przez Zakopane, mocno czasem podchmielonych wycieczek z tranzystorami wędrujących Strążyską, na Kondratową, a nawet i na Giewont z pohukiwaniem dla dodania sobie animuszu… Zadepczemy już niedługo biedne Tatry, bo kto chce i nie chce (czasem kierownicy wycieczek zmuszają!) lezie w góry, bo wydano przecież pieniądze na wycieczkę. Już teraz wystarczy spojrzeć z Gubałówki w dół, aby dostrzec typowy dla amerykańskich metropolii smog powstały z wyziewów tysięcy kominów i innych źródeł. I w tej sytuacji uważano, że wyeksmitowanie kilkudziesięciu motocykli, które raz w roku przez dwa dni jedynie startowały z Zakopanego, aby umknąć potem w regiony Obidowej, Turbacza i okolic Podhala, nie płosząc przecież zwierzyny w Tatrzańskim Parku Narodowym, nie zatruwając atmosfery w „perle Tatr”, która notabene coraz bardziej traci swój blask…

A przecież o walorach Rajdu Tatrzańskiego decydował też w dużej mierze,fakt jego lokalizacji właśnie w Zakopanem. Baza noclegowa na, dwa dni, możliwości obsługi prasowej poprzez bliskość środków łączności decydują w nie stopniu niż atrakcyjne trasy. Dziwne, ale organizatorzy dużych imprez motocyklowych i samochodowych w innych krajach nie mogą się opędzić od propozycji składanych przez władze uznanych kurortów, które w imprezach tych widzą szanse jeszcze większej popularyzacji tych kurortów. Rajd „Złote Piaski”, „Poprad” i wiele innych^ odbywają się właśnie w miejscowościach, które u nas uznano by za zamknięte dla tych imprez, a przecież oni tam też dbają o ochronę środowiska.

W tej sytuacji krzepiący jest fakt, że mimo wszystko ostała się grupka zapaleńców którzy utrzymują Rajd Tatrzański przy życiu, choć nie jest już to ten sam rajd co kiedyś. Klub Sportowy „Gorce” w Nowym Targu i działacze z Krakowa przy więcej niż skromnych środkach przeprowadzają ten rajd od lat kilku, borykając się z każdym problemem organizacyjnym. Nie mają kwater dla ekip, co odbija się potem w opinii zawodników zagranicznych, brakuje ludzi do społecznego działania przy organizacji, co powoduje przeciążenie pracą tych nielicznych, którym się jeszcze chce, a to z kolei musi doprowadzić do nawalanek.

Absolutny brak zainteresowania przemysłu wyczynem też nie ułatwia sprawy i wreszcie od lat trwający impas w zaopatrzeniu w sprzęt z prawdziwego zdarzenia — oto obraz warunków, w jakich garstka ludzi sztucznie podtrzymuje Rajd Tatrzański przy życiu.

Tegoroczny był już XXXIII Rajdem Tatrzańskim i stanowił II eliminację mistrzostw Polski w rajdach obserwowanych i II eliminację Pucharu Przyjaźni rozegranego między motocyklistami z CSRS, NRD i naszymi. Trasa dwudniowego rajdu usytuowanego na ciekawych technicznie pętlach w okolicy Nowego Targu przekonuje, że i na tych terenach można organizować piękną imprezę, pod warunkiem jednak, że ma się zaplecze. Nie było na tym rajdzie niespodzianek wygrali ci, co wygrać musieli: Robert Błachut przed Arturem Komorowskim i Zdzisławem Chlebdą, ale też i nie mieli oni konkurencji, bo zaplecze w grupie naszych motocyklistów nie reprezentuje odpowiedniego poziomu, a z Czechosłowacji i NRD przyjechali również zawodnicy nie reprezentujący najwyższego poziomu.

Tak więc niby w kalendarzu imprez sportowych istnieje pozycja „Rajd Tatrzański”, ale poza nazwą nic z niego już nie pozostało. Może kiedyś wróci do dawnej chwały, ale dużo by się musiało zmienić w zapatrywaniach działaczy na istotę sportów motocyklowych, w zainteresowaniach fabryk i ocenie przydatności takich imprez dla popularyzacji regionu.

Wyniki

1.Robert Błachut (Hutnik Kraków) 142 pkt. (ujemne)

2. Artur Komorowski (Hutnik Kraków) 179 pkt.

3.Zdzisław Chlebda (KKCIM Kraków) 243 pkt.

4.Jerzy Kluzowicz (Gorce Nowy Targ) 255 pkt.

5.Guenther Rutlof (NRD)258 pkt.

6.Remigiusz Szczerbakiewicz (Avia Świdnik)261 pkt.

7. Ryszard Zając (Hutnik Kraków) 268 pkt.

8. Jan Życki (SKM Warszawa)  273 pkt.

9. Vaclav Budin (CSRS)  283 pkt.

10. Krzysztof Serwin (Avia Świdnik)  308 pkt.

W poszczególnych klasach wygrali:

125 cm3  Edward Pranagal (Avia Świdnik) na motocyklu WSK

175 cm3  Remigiusz Szczerbakiewicz (Avia Świdnik)na WSK

powyżej 175 cm3  Robert Błachut na Bultaco 350.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *