Po sławę bez butów – Jan Okulicz 1976

Uwaga, panowie, kończymy przegląd. Wyprowadza my motocykle, zagrzać silniki, spuścić olej, nalać świeżego, zatankować zbiorniki. Potem mycie silników i ram. „Czarna maska” przygotuje zapasowe linki. „Koń odpowiedzialny za rezerwowy sprzęt i porządek”. Rozbabrane maszyny w parę minut wróciły do normalnego wyglądu. Kto by pomyślał, że zbiornik rajdowej Jawy trzyma się na jednym parcianym pasku a wyjęcie koła wymaga tylko zdjęcia zawleczki i kopnięcia w przetyczkę. Przez wąskie drzwi werandy, na której stały motory, przepychać się poczęli kolejni nasi reprezentanci na Sześciodniówkę. Zagrzać silnik to najmilsze polecenie. praktyce oznacza to kitka naście minut bezkarnych harców w ulubionym repertuarze, jazdę w dół i w górę po schodach, skoki prze skarpy, zawody, kto dalej pojedzie na jednym kole.

Foto: Czesław Sedrowicz na Jawie SDM


Przy Olsztyńskim Klubie Sportowym OZOS czynny jest mały hotelik. Tam właśnie zorganizował trener Mirosław Malec ostatnie zgrupowanie kadry Trophy przed rozpoczynającą się 20 września w Austrii Sześciodniówką. Klub przylepiony do fabrycznej hali niby jest w mieście, a właściwie poza nim. Ma siedzibę na skraju Olsztyna, na skarpie nad stadionem, nie opodal jeziora. W ostatnim dniu obozu widziałem jak trener biegł z pełną garścią znaczków, proporczyków i różnych drobnych upominków, pilnował sprzątania, aby po motocyklistach pozostało jak najlepsze wrażenie.

Jawa Polska ISDT

Foto: Polski Team przy serwisie Jawy na ISDT


To cudowne miejsce — zapewniał. Jest gdzie pracować przy sprzęcie, sala na zajęcia, prysznice, a opłotkami zajechać można na crossowisku. Czy nie bomba”?!

W istocie miejsce nie było najgorsze. Pamiętam, jak chyba rok temu usiłował Malec przemycić do ośrodka w Wałczu dwa motocykle. Ale było przy tym wydziwiania. W końcu pozwolono wprowadzić je na basen kajakarzy, ale warunkowo i bez prawa uruchamiania silników. Tutaj nikt mu się do zajęć nie wtrącał, można było cały dzień kręcić się przy motocyklach w usmarowanym kombinezonie,, hałasować silnikiem, ze stoperem w ręku składać i rozkładać mechanizmy, które najczęściej psują się na rajdzie. Na ścianie w swoim pokoju Mirosław Malec zawiesił szczegółowy program zajęć 07.09.76

7.30—12.30

Przegląd motocykli, płukanie zbiorników, gaźników, smarowanie łańcuchów, wahaczy, linek, sprawdzian szczelności układu wydechowego i ssącego, tankowanie,

12.30—13.30

jazda próbna około trzydzieści km,

14.30—15.30

przegląd sprzętu, poprawki,

15.30—18.30

docieranie motocykli dystans 80 km, wymiana oleju w skrzyniach przekładniowych,

18.00—20.30 test na zmianę kół, tankowanie, wykład regulaminu

Po ubiegłorocznym piątym miejscu Polaków w Sześciodniówce na Wyspach Brytyjskich, coś się jakby zmieniło. Nadeszły nie tylko nowe motocykle, ale także impregnowane kombinezony motocyklowe Balfoura, nieograniczona ilość benzyny, wzrosły stawki żywieniowe.Stanisław Olszewski i Mirosław Malec

Kilka razy żałowałem lekkomyślnie wypowiedzianego słowa — tak. Nie trzeba było w ogóle odpowiadać na pytanie Malca, czy umiem prowadzić motocykl. Ani się spostrzegłem, kiedy trener wyprowadził swoją Jawę, któryś z zawodników gnał po schodach z zapasowym kombinezonem i hełmem, inny ze złośliwym uśmieszkiem nalewał benzynę. Jawa przystosowana do rajdów szybkich tylko pozornie zachowuje się jak normalny motocykl. Gwałtowne otwarcie przepustnicy, ot takie niewinne odkręcenie rączki gazu, działa podobnie jak ostroga na zupełnie nieujeżdżonego konia. Delikwent ogląda przez chwilę wirujące obłoki i sam nie wie, kiedy ląduje na ziemi przywalony motocyklem. Taki sam rezultat osiągnąć można zbyt gwałtownie przyspieszając na trzecim biegu na piasku albo na trawie. Tylna gruba opona z kostkowym bieżnikiem umknie w prawo lub w lewo i tylko błyskawiczny refleks i przytomne podparcie nogą może uchronić przed wywrotką. Po kilkunastu kilometrach szalonej jazdy wyboistą drogą, właściwie serii ogromnych skoków, a dla mnie nieustannej walki z wyrywającą się maszyną, zrozumiałem plan szkoleniowy Malca. Kondycja i siła na zgrupowaniu, technika jazdy pomnożona przez godziny treningu, a do tego duży zasób wiedzy technicznej i znajomość sprzętu. Na Sześciodniówce czeka ich, codziennie, ponad trzysta kilometrów jazdy okrężnej z zegarkiem w ręku i kilku dziesięciu kilometrowy motocross. Strata jednego zawodnika z zespołu przekreśla szanse na jakikolwiek sukces.

Panie Mirku, ile razy bym nie zadzwonił do siedziby PZM, do działu sportu, pańscy współpracownicy mówią: „jeszcze nie wrócił z delegacji” albo „już wyjechał”, a ostatnio słyszałem parę razy „na urlopie”.

Myli się Fan, i to bardzo. Bywam w Murze często, za często. Jestem przywalony stertą papierów, zamówień, zaproszeń, powołań, rad, odpowiedzi. Działam, jak nie przymierzając Jednoosobowy dział listów w „Przyjaciółce”. A urlop — Morę rzadko, najczęściej w czasie sesji. Na starość studiuję. Kiedy byłem młody — jeździłem na motocyklu…

Chciałbym Pana jakoś przedstawić…

Mirosław Malec, dziewięć złotych medali, trzy srebrne na Sześciodniówkach i mistrzostwach, dwanaście złamań na szczęście na ogół niegroźnych, czterdziestolatek. Chcę być pierwszym trenerem motocyklowym w Polsce z ukończonymi studiami specjalistycznymi.

O medale w Waszym sporcie nie tak trudno…

Proszę bardzo, niech Pan zdobędzie. Całą trasę, dwa tysiące kilometrów. trzeba przejechać bez sekundy spóźnienia, a na próbach specjalnych mieć czas nie gorszy niż 115 procent rezultatu zwycięzcy. Jeździ się po wertepach i górach. W takim Spindlerowym Młynie wyjeżdżaliśmy o piątej rano po ciemku i wracaliśmy o siedemnastej, też po ciemku.

Po co Pan bez przerwy wędruje po kraju, skoro w zespole Trophy, składającym się z sześciu jeźdźców na motocyklach tej samej marki o różnych pojemnościach pojadą ci sami ludzie, co rok temu. Do rywalizacji o Wazę też przystępują między innymi znani od lat zawodnicy Bogusław Urbaniak i Zenon Wieczorek. Gdzie jest młodzież?

Po co jadzę? Chociażby po rękawiczki. Całą Polskę objechałem. Po motocykl do Pragi którego nie mogę od tygodni wyrwać po naukę do fabryki Simsona która daje motocykle niektórym moim zawodnikom. A przede wszystkim jeżdżę do okręgów i tam gdzie jeszcze kołacze się motocyklizm staram się go podtrzymać.

Przecież zasłynął Pan jako wychowawca młodzieży.

Uparł sic Pan na tę młodzież!. A więc dobrze, prawie jej nie ma. Co roku urządzałem nabór. Przyjeżdżali, mówili, że chcą bardzo. Czwarta część kandydatów nie mogła wykonać prostego ćwiczenia, co najmniej połowa nie potrafiła zrobić? ósemki na motocyklu. Pozostałą grupkę najzdolniejszych zabrałem na obóz do Cieszyna. Przez dwa tygodnie prawie nie gasiliśmy motocykli. Sprzęt dostał każdy. Silniejsi 250 cm, słabsi 125. Taki Grzegorz Lejdo, mały, lekki. jeśli nie rzuci sportu ma szanse pojechać na Mistrzostwa Europy. Utalentowany chłopak. Na razie, póki nie okrzepnie, będzie jeździł na Simsonie 75. Drugi to Wojtek Dziura. Ten ma dryg do jazdy, ale po paru godzinach ręce mu się wydłużają, brakuje siły. Dostał Jawę 125, za kilka lat ma szansę trafić do kadry. Trzeci Henryk Gołębiewski z Ostródy, nie mniej od tamtych zdolny, bardziej doświadczony. W Ostródzie jest dobry trener Janusz Patyczek, chłopak ma więc wszystkie szanse zajść wysoko.

Mówił Pan o studiach…

Ktoś ten sport musi rozwijać. Działacze społeczni są niezbędni, ale pewnych prac nie wykonają. Wszędzie brakuje trenerów. Raczej ich ubywa niż przybywa. Świetny fachowiec Eugeniusz Strączek, który trzymał swoim autorytetem tę dyscyplinę na całym Dolnym Śląsku przestał pracować. Nad tą stratą boleję najbardziej. Nauczyć kogoś dobrze jeździć moim zdaniem znacznie trudniej niż na przykład przygotować do gry. Trener crossowców ma inne zadania, rajdowców albo żużlowców jeszcze inne. Technika jazdy, to jedna sprawa, przygotowanie sprzętu druga, a wyrobienie „ogólnej sprawności trzecia, ale nie mniej ważna. Mówimy o konkretach. Młody utalentowany zawodnik jak Zbigniew Nowicki, jeśli nie poprawi kondycji, nie ma szans na dalszy rozwój. O sekundy przegrywa z mistrzem Europy w swojej klasie, a pierwsze sukcesy przewracają w głowie. Niektórym z tych chłopaków wydaje się, że jeśli jest szybki, to już zjadł wszystkie rozumy. Przestają słuchać rad, uważają, że wszystko wiedzą lepiej. Wtedy zaczynają przegrywać. Szkoda. I tak z pięćdziesięciu zostaje ich tylko trzech.

Ale wracając do studiów oczywiście nikt nie musi specjalnie studiować, żeby wiedzieć, gdzie się po treningu otwiera klapę iskrownika dla usunięcia wody i Mota, po co się rozkręca gaźnik albo spuszcza stare paliwo, ale powinna być jakaś specjalizacja sportów motorowych. Na razie, o ile wiem, jestem jedynym studentem na tym kierunku.

Czy to powołanie czy przeznaczenie?

Pewnie ani jedno, ani drugie. Kiedy człowiek całe życie spędził na motocyklu, od siedemnastego roku życia obijał się po zawodach i nie liczył mistrzowskich tytułów, żal tak wszystko rzucić, machnąć ręką i powiedzieć bawcie się sami. Kiedyś pracowałem w Instytucie Transportu Samochodowego, w fabryce motocykli Ale nie mogłem jeździć tyle co trzeba, więc wsiadłem na taksówkę i zostałem swoim własnym szefem. Może te moje początki były łatwiejsze, nie było takiej różnicy poziomów, ale jeszcze nie przeminęła chwała starych mistrzów. Teraz mozolnie usiłuję odbudować świetność tego sportu. Czasem jeden człowiek potrafi zarazić ludzi entuzjazmem. Połowa chłopaków mojego zespołu pochodzi z Lidzbarka Warmińskiego. To o czymś świadczy. Ktoś ich do tego sportu namówił. Tu ma Pan odpowiedź, dlaczego tak rzadko urzęduję za biurkiem.

Jeszcze rok temu brakowało maszyn. Teraz ten problem zszedł jakby na plan drugi. W magazynach przy ulicy Kickiego w Warszawie stoi kilkadziesiąt motocykli Jawa Enduro. Takich zwykłych z kierunkowskazami, ale chyba są lepsze od Bąków, Lelków i Kobozów ze Świdnika. Fabryka WSK też się dała namówić i wykonała cztery motocykle z silnikiem Rodeo. Podobno bardzo udane. Zapewne jakość tego co otrzymuje PZM od naszych dostawców mogłaby być wyższa, ale najważniejsza wydaje się sprawa ludzi. Kandydaci na mistrzów uczyć się jazdy muszą w domu, w klubach, a nie na zgrupowaniach. Jeden wizytujący profesor Mirosław Malec sprawy nie załatwi, nie wynajdzie też sam talentów jeżdżących od lat motorowerem do szkoły. Kiedy żegnałem się z Malcem przed jego wyjazdem na Sześciodniówkę miał poważny kłopot. „Czy w dniu wyjazdu — powtarzał kilka razy — przylecą specjalnym frachtem buty motocyklowe dla chłopaków, zamówione rok temu, w maju. No, bo jakże zdobywać sławę bez butów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *