Pierwszy krok… 1980 Jan Okulicz

Znają się od lat, kiedyś ścigali się w krajowych i zagranicznych crossach, dzielili smutki, gdy nie byto na czym jeździć, latali dętki pod krzakiem, bo nie było zapasowych, a o butlach ze sprężonym powietrzem słyszeli tylko z opowiadań. Dzisiaj po tej przyjaźni v właściwie nie mą śladu. Obaj przyglądają się sobie nieufnie na motocrossy kontrolne kadry nie przyjechali zawodnicy z Ostródy, na pierwszy rajd w Ostródzie nie pojechał Mirosław Malec. Na zawodach w Głogowie ich kontakty ograniczyły się do zdawkowego pozdrowienia i paru słów, które musieli zamienić na tematy służbowe, gdyż zbliżają się eliminacje rajdowych mistrzostw Europy. O wzajemnej niechęci Mirosława Malca i Janusza Patyczka wiedzą w motocyklowym światku wszyscy. Mirosław Malec nie lubi mówić na ten temat, a Patyczek?.,.

W Drwęcy Ostróda zmieniło się wiele. Klub wyszedł z rudery,wyremontowano parterowe budynki dawnej rozlewni piwa, powstała – wykończona drewnem – świetlica, warsztacik, biuro, natryski, sauna. Do dwudziestu motocykli i siedmiu kartów doszły dwa nowe, po dwadzieścia kilka tysięcy każdy. Niemal codziennie nad Jeziorem Kajkowskim warczą motocykle crossowców, słychać ich silniki w przecinkach leśnych. Klub żyje..

W czasie służby wojskowej Patyczek zaliczył kurs instruktorski. Gdy więc po motocyklowej sekcji Wawelu pozostały jedynie wspomnienia, przeszedł do klubu w Ostródzie. Tak na prawdę interesują go w życiu dwie sprawy – motocykle i polowanie Przez Drwęcę przewinęli się najlepsi których Malec powoływał do reprezentacji – Stanisław Olszewski,Zbigniew Kłujszo, Czesław Obłoczyński, Ryszard Gancewski, Leszek Sas. Uczyli się w Ostródzie pracy przy sprzęcie, techniki, bez której o medalach nie ma co marzyć. Właśnie Patyczek pociągną ich swoim entuzjazmem, wiarą,zawodnikom nie było lekko, bo trener żądał bezwzględnego posłuszeństwa i nadrzędności sportu nad wszystkimi innymi sprawami.. Na zarzut, że stara się być Wagnerem motocyklistów odpowiada:

Zbyt długo cierpieliśmy w motocyklach biedę, żeby teraz popuścić dyscyplinę Sprzęt trzeba szanować, bo nie wiadomo, kiedy go zabraknie. Środowisko jest na tyle jeszcze małe, że można stare, dobre zasady pielęgnować, chociaż przychodzi ta coraz trudniej. Tym nowym pa prosto się ni chce.

Jednym z zastrzeżeń Malca do pracy Patyczka jest wybór trasy rajdu motocyklowego w Ostródzie Z dziewięćdziesięciu bez mała zawodników do mety przyjechało kilkunastu.Nie ma tu mojej winy. W dniach przyjmowania trasy bywało w nocy po minus szesnaście stopni. Gdyby temperatura nie pękła jeszcze przez dwie doby rajd byłby pękła zmieniło się jednak wszystko gwałtownie a na wytyczenie nowej drogi nie miałem czasu. Leśne holwegi zasypane śniegiem stały się więc nagłe bagienkami, topielami przez które motory nie mogły przejść Drugi dzień był trochę łatwiejszy jednak niewielu dojechało do mety z czterech ostródzkich. zawodników skończył tylko Leszek Sas. Ale przecież następna impreza, w Nowym Targu, niewielu ukończyło rajdu i zła fama o Patyczku poszła w Polskę wtedy, gdy do Polskiego Związku Motorowego wpłynął pierwszy anonim. Z listu biła nie kłamana niechęć trenera, sporo wysiłku poświecono na zmontowanie intrygi, przedstawiać jego „nieludzkie”praktyki, polegające na wysyłaniu do lasu, jeżdżeniu w każdych warunkach, pracy przy ubłoconych motocyklach skarżyli się również i ci którzy nie pisali anonimów, ale treningowego reżimu mieli po dziurki w nosie, chociaż przyznawali, że po motocrossowiec nie drżały im nogi i ramiona, jeśli uczciwie ćwiczyli.

Autor anonimu został mistrzem w klasie 125 cm, jednak Patyczek nadal uważał go za mało uzdolnionego, za. to doskonale przystosowanego do zajęć fizyczny łych i podejmowania długotrwałych wysiłków. Nie przewidział tylko, że jego mistrz niebawem zacznie stawiać warunki; trudne do spełnienia Wymagania, po który Patyczkowi nie zostało nić innego,jak rozstać się z zawodnikiem anonimy wpływały regularnie i autorzy posuwali się nawet do absurdów, że zawodnicy podpisują listę płacy a trener zabiera ich nieuposażone jakby na potwierdzenie tych anonimów do Głównej Komisji Sportów Motocyklowych nadeszło pismo z którego wynikało czarno na białym, że najlepszy motocyklista ostródzki Ryszard Gancewski zamierza przenieść się budowlanych Gdańsk. Klub Drwęca nie mógł zapewnić zawodnikowi mieszkania i fikcyjnej posady, ale nie chciał też stracić zawodnika. Sprawa , jednak rozeszła się po kościach, gdy o młodego zawodnika upomniała się armia. Nie poprawiło to ogólnego już przekonania, że Patyczek to kat i ciemięzca który zmuszał nadludzkiej pracy urządza codziennie motocrossy, pędzi w zimie na biegówkach do lasu a swoje sadystyczne pasie wyładowuje na zwierzynie, do której strzela z upodobaniem.

Rzeczywiście. polowanie przekłada trener nad inne rozrywki strzela chętnie, spędza każdą wolną chwile w lesie, ale również liczy się w czołówce myśliwych na sportowych strzelnicach.Na polowaniach zapomina o zmartwieniach i nieporozumieniach, kłótniach potach i waśniach. Duże zdrowia kosztowała go sprawa Gancewskiego który z jednej strony musiał pomagać rodzicom rolnikom żyjącym we wsi Kajków a zarazem spieszył codziennie , nie do innego, oddalonego o piętnaście kilometrów domu w którym mieszkała z rodzicami i dzieckiem jego żona.Najwięcej nieporozumień miedzy dworna trenerami wkradło się po nie obecności ostródzkich jeźdźców na wiosennych sprawdzianach. Trener Malec potraktował to jako akt niechęci, czy nawet wrogi ze strony klubu, który korzysta przecież ze sprzętu i opieki PZMot, nie przyjął do wiadomości, racji Patyczka i ze swojego punktu widzenia – miał do tego pełne prawa Patyczek uważał, że skoro na sprawdzianach nie ma nikogo z zewnątrz, to korzyść dla jego zawodników jest żadna i urządził sprawdziany konkurencyjne. Malec mógł więc poczuć się dotknięty.

Poszły jeszcze racje o zainteresowaniu Ostródy raczej mistrzostwami Polski niż zawodami zagranicznymi, z których dla klubów nie płyną bezpośrednie korzyści w postaci punktów. Patyczek tłumaczył, że jego zespół składa się z osiemdziesięciu, procentach z młodzieży szkolnej, więc dzień podróży na południe Polski i dzień powrotu jest sporą stratą, sam jednak także nie pokazał się na zawodach.

W rewanżu Malec nie pojechał do Ostródy z dawnej zażyłości nie pozostało wiele spór, który poróżnił dwóch potrzebnych sobie ludzi jest sporem bezsensownym. Środowisko motocyklistów jest zbyt małe, aby było w nim miejsce na waśnie. Jest to zarazem grupa ludzi, która jeździ nie dla pieniędzy, ani nimi nie dysponuje. Jak wszędzie, rodzą się przyjaźnie i spory, ale przecież nie powinny przeradzać się w otwarte wojny, które, jak wiadomo, prowadzą tylko do ogólnego wyniszczenia. Gdyby któryś z tych silnych, a zarazem nadmiernie ambitnych ludzi, chciał zrobić pierwszy krok w kierunku pojednania, tym bardziej że każdy z nich w swoim działaniu osiąga doskonałe rezultaty…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *