Ostatnia rozmowa z Zenonem Wieczorkiem

Nieżyjący już ZENON WIECZOREK, zawodnik zespołu fabrycznego SHL Kielce i Korony Kielce, jedenastokrotny mistrz Polski w rajdach, crossach i wyścigach motocyklowych (w latach 1964-1977), dwukrotnie czwarty Rajdowiec Europy (1971 i 1974), zdobywca dziewięciu medali w Sześć- studniówkach FIM, w tym czterech złotych (1963,1964,1972 i 1973). Zasłużony Mistrz Sportu (tytuł otrzymał w 1974 roku), został laureatem plebiscytu czytelników „Gazety Kieleckiej”, „Słowa Ludu, „Echa Dnia” i „Gazety Wyborczej lokalnej na 10 najlepszych sportowców w 45 letniej historii PZM w okręgu Kieleckim

Było jesienne ciepłe popołudnie, spotkaliśmy się na meczu piłkarzy nożnych kieleckiej korony, których Zenon Wieczorek był wiernym kibicem, bez względu na to, czy grali w drugiej czy trzeciej lidze. Usiedliśmy po przeciwległej stronie głównej trybuny stadionu przy ulicy Szczepaniaka (dawniej Koniewa), trochę z boku, z dala od rozkrzyczanych fanów. Zaczęliśmy rozmawiać o sporcie, a właściwie o jego karierze, którą już zakończył, rozmowa wkrótce zmieniła się w monolog, a ja z uwagą słuchaniem o początkach sportowej przygody znakomitego motocyklisty, o setkach tysięcy kilometrów przejechanych po bezdrożach niema! Całej Europy i Ameryki Północnej. O nieprzespanych nocach spędzonych przy naprawianiu motocykli, o radości z odniesionego sukcesu i gorzkim smaku porażki. Bo w sporcie, jak w życiu, raz się jest na wozie, raz pod mm,…

Często o łosie człowieka, o jego życiu decyduje przypadek, zbieg okoliczności – mówił Z. Wieczorek, – Tak było ze mną. Po ukończeniu Szkoły Samochodowej w Kielcach pracowałem, jako elektryk samochodowy w TOS i bardzo często robiłem przegląd motocykla znanemu wówczas kieleckiemu rajdowcowi Ryszardowi Potockiemu, w zamian za to mogłem sobie pojeździć na jego „rajdówce“. Gdy uskładałem trochę pieniędzy, kupiłem Jawę 250 cm. Na tym właśnie motocyklu wygrałem w 1958 roku rajd popularny, zorganizowany przez redakcję „Słowa Ludu“.Po tym pierwszym sukcesie trafiłem do Zespołu Fabrycznego SHL, w którym była koleżeńska atmosfera. Starsi, doświadczeni zawodnicy bardzo chętnie pomagali młodym, stawiającym dopiero pierwsze kroki.Z dużym sentymentem wspominam, jak czołowi w kraju w tamtych latach motocykli. Zdzisław Kałuża i Tadeusz j Jóżwicki pomagali mi w poznawaniu tajników sportu motorowego. Bardzo wiele im zawdzięczam.

W Zespole Fabrycznym SHL dostałem seryjną „eshaelkę” i startowałem na niej w crossach i rajdach. Później, dzięki zabiegom kierownika zespołu Wacława Sarneckiego i działaczy kieleckiego okręgu PZMot., A zwłaszcza Zdzisława Mrowińskiego, otrzymywałem coraz lepsze motocykle. Pierwszy poważniejszy sukces już, jako zawodnik odniosłem w Starachowicach, gdzie wygrałem z czołowymi w kraju rajdowcami  Józefem Rewerellim z Warszawy i Ryszardem Potockim.

W 1962 roku po raz pierwszy otrzymałem nominację do kadry narodowej. W następnym sezonie, w 1363 roku zdobyłem w Czechosłowacji swój pierwszy złoty medal w Sześciodniówce FIM.

Pytasz mnie, czy zawodnik uprawiający sport motocyklowy może się równać na przykład 2 lekkoatletą biegającym długie dystanse, który przecież nie korzysta z motoru? Czy wystarczy mieć dobry motocykl i opanowaną technikę jazdy by odnosić sukcesy? Co wart jest zloty medal zdobyty w Sześciodniówce? Odpowiem ci na moim przykładzie.

Startując w sześciodniówkach jeździłem na motocykl od 7 do 11 godzin dziennie, pokonując w ciągu sześciu kolejnych dni około dwóch tysięcy kilometrów, w tym bardzo trudne odcinki trasy, niekiedy istne pułapki, chytrzę zastawione przez organizatorów. W grę wchodziła, bowiem konkurencyjność firm produkujących motocykle. O stopniu trudności motocyklowej olimpiady, bo tak w światku motorowym nazywane są sześciodniówki (od kilku już lat sześciodniówki FIM są oficjalnymi mistrzostwami świata w rajdach Enduro przyp. ap) najlepiej świadczy taki przykład: w 1965 roku imprezę rozgrywaną na stale spowitej we mgle angielskiej wyspie Man ukończyło zaledwie 17 rajdowców, z 230, którzy wystartowali w pierwszym dniu na trasę! Aż 102 zawodników doznało wtedy złamania kończyn. Pech nie ominął również mnie, złamałem rękę.

Żeby ukończyć Sześciodniówkę i zdobyć medal trzeba mieć nie tylko „żelazną” kondycję, świetnie opanowaną technikę jazdy- umiejętność przewidywania, co może odczekać na najtrudniejszych odcinkach trasy, ale przede wszystkim tak rozłożyć siły, by nie „wysiąść“ w ostatnim dniu zawodów. To jest bardzo trudna próba, nie tylko motocykla, ale również kierowcy.

Chcąc liczyć się w europejskiej czy światowej czołówce trzeba przejechać na treningach i zawodach prawie 20 tysięcy kilometrów w roku. Kondycja jest, więc również bardzo ważna. Przygotowując się do sezonu, trzy razy w tygodniu pokonywałem biegiem trasę z kieleckiego Stadionu na Słowik i z powrotem. U motocyklisty bardzo istotna jest, bowiem siła i wytrzymałość: nóg. mój trening, w pewnym sensie, był podobny do treningu długodystansowca.

Osobny rozdział to sprzęt. My, Polacy, nigdy nie mogliśmy się równać z zawodowymi jeźdźcami zachodnich firm produkujących motocykle. Nasi konkurenci mieli zawsze najnowsze typy „jednośladów”, które praktycznie były dla nas nieosiągalne ze względu na ich cenę. Odkupywaliśmy z zachodu motory, ale te które były im już zbędne, będące dwa, trzy lata w eksploatacji? Gdy ciesząc się, że mamy wreszcie motocykle zachodnich firm. Spotykaliśmy się na zawodach z włoskimi, austriackimi, niemieckimi czy angielskimi rajdowcami, oni dysponowali już nowocześniejszym, doskonalszym sprzętem. W tej sytuacji, choć nie ustępowaliśmy im umiejętnościami. Z góry byliśmy skazani na porażki. Choć nie zawsze.

Gdy w 1963 roku zdobyłem swój pierwszy złoty medal w Sześciodniowe, jechałem na rajdowej wyprodukowanej i przygotowanej w zakładzie doświadczalnym Kieleckich Zakładów Wyrobów Metalowych, a więc na popularnej w tamtych tatach „eshaelce“. Byłem wtedy jedynym Polakiem., który ukończył Sześciodniówkę na motocyklu ze znakiem firmowym SHL. Dziesięć lat później, w 1973 roku, przywiozłem ze Stanów Zjednoczonych swój czwarty złoty medal. Tam również startowałem na motocyklu krajowej produkcji – WSK 175 cm. Było to olbrzymim zaskoczeniem nie tylko dla Amerykanów, ale przede wszystkim dla producentów motocykli w krajach Europy zachodniej.

W swojej ponad dwudziestoletniej karierze jeździłem na różnych typach motocykli: Jawie, IŻ, SHL, MZ, Puch, CZ, WSK, o pojemnościach od 125 do 500 cm. Zwiedziłem niemal całą Europę , startując w rajdach i crossach w Wielkiej Brytanii, Republice Federalnej Niemiec, Włoszech, Austrii. Hiszpanii, Francji, Szwajcarii, Jugosławii, Czechosłowacji, Bułgarii, NRD i Związku Radzieckim, Najprzyjemniej wspominam starty na Półwyspie Apenińskim. Włosi doskonale znajdą się na rajdach. Najtrudniejsze odcinki trasy oblegane były przez dziesiątki tysięcy żywiołowo reagujących widzów. To dopingowało do wałki, stwarzało atmosferę wielkiego sportu.

Było to nasze ostatnie spotkanie i ostatnia rozmowa. W kilka miesięcy później dowiedziałem się o jego ciężkiej, nieuleczalnej chorobie.

Zenon WIECZOREK zmarł 18 listopada 1991 roku i pochowany został na cmentarzu Nowym w Kielcach. Miał dopiero 51 łat..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *