OSA W ZAWODACH SPORTOWYCH Janusz Peszak

Wyczyny sportowe Osy nierozerwalnie związane są z nazwiskiem jednego z najlepszych polskich motocyklistów lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – Mirosława Malca, który startował w dwunastu Międzynarodowych Sześciodniówkach FIM, z czasem podniesionych do rangi oficjalnych, drużynowych mistrzostw świata niezawodności, czyli enduro. Warto przypomnieć, że sześciodniówkę (Six Days) po raz pierwszy rozegrano w 1913 roku w Anglii, w miejscowości Carlisle. W tych dwunastu sześciodniówkach (pierwsza odbyła się w 1956 roku w Garmisch Garmisch-Partenkirchen w Niemczech, ostatnia w Camerino we Włoszech) Mirosław Malec zdobył dziewięć złotych medali, dwa srebrne i jeden brązowy. Startował trzy razy na Osie, a także na WFM, Zundappie, CZ, Jawie i MZ. Z  po raz pierwszy miałem okazję spotkać się w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy to z ramienia Zarządu Głównego PZMot uczestniczył w corocznych spotkaniach działaczy automobilklubów, zajmujących się problematyką pojazdów zabytkowych. Po latach zostałem członkiem tego szacownego grona i zyskałem możliwość spotkań z panem Mirosławem przy okazji kwartalnych posiedzeń plenarnych Z.G.

Kiedy urodził się pomysł napisania o Osie, nie mogłem przepuścić okazji zaczerpnięcia u samego źródła informacji o tym, jak to było ze sportowymi wyczynami polskiego skutera. Rozpoczynając w 1953 roku pracę w Warszawskiej Fabryce Motocykli, Mirosław Malec, świeżo upieczony absolwent Liceum Samochodowego, mieszczącego się przy ul. Hożej w Warszawie, miał już za sobą pierwsze doświadczenia zawodnicze. W barwach klubu Ligi Przyjaciół Żołnierza osiągał niezłe, jak wspomina, wyniki, startując na motocyklu SHL 125 M04 w organizowanych wówczas uniwersalnych imprezach, zawierających elementy jazdy okrężnej w terenie, odcinki specjalne z jazdą obserwowaną i typowy motocross. Zanim trafił do działu sportowego, przeszedł wszystkie działy WFM, poznając dokładnie technologię wytwarzania motocykli, co w wielu przypadkach było nieocenioną pomocą w późniejszych startach. W dziale sportowym WFM (Oddział Postępu i Sportu) w tamtych latach nowe motocykle opracowywał zespół, w skład którego wchodzili, wspominani już na łamach tej książki, Stanisław Brun i Jerzy Jankowski, a także Zbigniew Kulczyński. Grupę kierowców, testujących nowe konstrukcje, tworzyli: Ferdynand Kubski, Ryszard Kukieła, Mirosław Malec, Maciej Piątkowski i Józef Rewerelli.

Zapytany o to, skąd wziął się pomysł wystawienia Osy w rajdzie motocyklowym, pan Mirosław odpowiedział krótko: z żartu. Podczas jednej z rozmów ktoś zadał żartobliwe pytanie: co by było, gdyby tak przejechać trasę rajdu skuterem? Początkowo wydało się to zupełnie nierealne, ale po przeanalizowaniu regulaminów FIM (Międzynarodowej Federacji Motocyklowej – przyp. autora) okazało się, że dla skuterów były one bardzo korzystne, zezwalając na start w niższej kategorii pojemnościowej, niż wynikałoby to z pojemności skokowej silnika. W ten sposób Osa z silnikiem o pojemności 175 cm mogła ścigać się z motocyklami, których silniki miały pojemność 125 cm. Wkrótce po uruchomieniu produkcji (serii informacyjnej?) w 1959 roku zapadła decyzja o udziale Osy w Rajdzie Tatrzańskim. Pierwszym, który miał wypróbować możliwości skutera na rajdowych trasach, był Mirosław Malec. Jadąc na Osie 175 cm Mirosław Malec zdobył w tej trudnej imprezie brązowy medal. Wyniki były na tyle obiecujące, że postanowiono Osę usportowić. Początkowo modyfikacje obejmowały zastosowanie terenowego ogumienia, które wykonywał jeden z warszawskich zakładów wulkanizacyjnych, nakładając kostki bieżnika na zwykłe opony szosowe. Ponadto stosowano lepsze łańcuchy i amortyzatory, starannie dobierano elementy silnika. Z czasem Osa stała się motocyklem, obudowanym jak skuter. Tłoczone stalowe kola o średnicy 14 cali zastąpiono szprychowymi kołami 16-calowymi. W celu uzyskania większego skoku tylnego zawieszenia zastosowano motocyklowe amortyzatory z podniesionymi górnymi wspornikami mocującymi. Nowością było wyposażenie skuterów w multiplikator, podwajający liczbę przełożeń z 3 do 6. Krajowy osprzęt zastąpiono importowanym, w wyniku czego wyczynowe Osa wyposażone były we włoskie gaźniki Del Orto oraz niemieckie iskrowniki i świece zapłonowe Bosch. Wzmocnione zostały elementy ramy, kierownica, wahacze. Zwężono stopnie, na których kierowca opierał nogi, skrócone zostały błotnik przedni i osłona tylnego koła.

Na sezon 1960 Osy wyposażono w silniki o pojemności 175 cm, z wymuszonym dmuchawą chłodzeniem. Tak przygotowane Osy na szosie potrafiły osiągać prędkości rzędu 150 km/h, a zmodyfikowane zawieszenia i terenowe ogumienie sprawiły, że nasze skutery w jeździe crossowej niewiele ustępowały motocyklom. Co prawda nowe sportowe Osy nie ukończyły Międzynarodowego Rajdu Tatrzańskiego w 1960 roku, ale na efekty pracy nie trzeba było długo czekać.

W Sześciodniówce FIM, rozgrywanej w 1960 roku w Austrii, w miejscowości Bad Ausee, Mirosław Malec zdobył zloty medal, a jego koledzy z ekipy WFM, Józef Rewerelli i Maciej Piątkowski – dwa srebrne. W czasie tych zawodów miał miejsce wypadek, który mógł przekreślić dotychczasowe wysiłki naszego czołowego zawodnika.

Na lamach książki Wacława Koryckiego pt. Historyjki z klaksonem Mirosław Malec tak wspomina tamto wydarzenie. Ostatniego dnia zawodów po krótkim etapie jazdy terenowej miało odbyć się próba szybkości na trasie, która początkowo stromo pięła się w górę, po czym kończyła się ostrym zjazdem.Skuter OSAWFM ISDT (14)

Foto:Zdobywca Pucharu Alp i złotego medalu Alpenfahrt Mirosław Malec w środku z lewej Józef Rewerelli i Maciej Piątkowski zdobywcy brązowych medali wszyscy na WFM OSA


Na szczycie zniesienia okazało się, że organizatorzy nie oznakowani drogi zjazdowej, a w dół prowadziło kilka ścieżek. Od zaprzyjaźnionych Czechów dowiedziałem się, że jest niewiele czasu przejechanie tego odcinka. Kiedy więc osiągnąłem szczyt, zamiast skręcić w prawo, w pośpiechu pojechałem prosto. Po chwili okazało się, że droga się kończy. Próby odwrócenia skutera na stromym i śliskim zboczu nie dały rezultatu i kiedy pomyślałem, że to chyba koniec jazdy, w dole, u stóp wzniesienia, zobaczyłem innego zawodnika. Zrozumiałem, że trasa biegnie wokół wzgórza „ stanowiłem dostać się tam na przełaj.Zacząłem ostrożnie sprowadzać skuter w dół. Nagle przednie koło zostało przyblokowane jakiejś nierówności terenu i Osa wywinęła kozła, po których nastąpiły kolejne. Po każdej takiej powietrznej ewolucji na ziemi zostawały fragmenty skutera, które, zbiegając w dół, starałem się pozbierać. Kiedy wreszcie biedna Osa znieruchomiała, byliśmy prawie na trasie i mijał nas zawodnik z numerem około 100, a ja przecież miałem 70! Na szczęście udało się uruchomić silnik i rozpocząłem pościg, gnając na złamanie karku w dół na kupie złomu, która mimo wszelkich starań nie dawała za wygraną i na szczęście nie chciała się do końca rozpaść. Wpadłem na metę dosłownie w ostatniej sekundzie. Z wrażenia pociemniało mi w oczach i po raz pierwszy w życiu – zemdlałem. Ta przygoda pokrzyżowała także ambitny plan dyrektora Wacława Laskowskiego, który postanowił, że na ostatnią metę zjawimy się w komplecie, umyci, w czystych białych koszulkach i na czystych skuterach. W tym celu sam przygotował „serwis” w postaci kubłów z wodą, czekając na każdego z zawodników. Na mnie się niestety nie doczekał, gdyż skuterowi zamiast wody potrzebny był raczej blacharz…

W 1961 roku Mirosław Malec zdobył kolejny złoty medal na Sześciodniówce FIM, rozgrywanej w miejscowości Llandrindod Wells w Wielkiej Brytanii. Bez wątpienia największym sukcesem Osy było zwycięstwo, jakie odniósł w 1962 roku Mirosław Malec w klasie 175 cm i zdobycie Pucharu Alp w trzydniowym austriackim rajdzie Alpenfahrt. W tym samym roku odnotowano kolejne sukcesy: w Sześciodniówce FIM rozgrywanej w Garmisch-Partenkirchen w Niemczech jadący na Osach Malec, Rewerelli i Piątkowski zdobyli srebrne medale, trzy Osy ukończyły w komplecie trudny włoski rajd Valli Bergamasche w Bergamo we Włoszech, a jadący na Osie 175 Mirosław Malec w Międzynarodowym Rajdzie Tatrzańskim zdobywa złoty medal. 

Rok 1963 przynosi następne sukcesy. W austriackim Alpenfahrt startuje drużyna na trzech Osach 175 cm. Mirosław Malec ponownie zdobywa zloty medal i Puchar Alp, Rewerelli i Piątkowski zdobywają medale brązowe Drużyna zdobywa także brązowy medal w klasyfikacji zespołów fabrycznych dla WFM. Kolejny start w rajdzie w Bergamo nie przynosi miejsc na podium, ale trzy Osy (Malec, Rewerelli i Piątkowski) w komplecie kończą rajd. Oto jak udział polskich zawodników w tych imprezach relacjonuje wydawana w tamtych latach gazeta załogi Warszawskiej Fabryki Motocykli.WFM Gazetka

Foto: Głos WFM (Nr 4-5 1963 rok)


Alpenfahrt to Rajd Alpejski organizowany przez Austrię dla wszystkich pojazdów (samochodów i motocykli – przyp. autora) przez Austriacki Klub Samochodowo-motocyklowy. Trwa 3 dni i warunkiem zdobycia pucharu jest brak punktów karnych. W tym roku w rajdzie brali udział: Czesi, Niemcy (z NRD i NRF), Włosi, Austriacy, Szwajcarzy i Polacy. Ze skuterów startowały tylko: Osy , 52 Puchy i Lohnery. Już po pierwszych kilometrach Puchy i Lohneriy odpadły. Trasa bowiem była ciężka, miejscami śnieg i niesamowicie „wyśrubowane” czasy. Nasze Osy były dobrze przygotowane i spisały się lepiej niż w ubiegłym roku, jedynie zaostrzenie warunków rajdu pomniejszyło ich wyniki. Rajd był punktowany tzw. punktami głównymi (za spóźnienie) i „małymi” punktami: za start, za odcinki jazdy stylowej, próby szybkości itp. Jako ciekawostkę należy tu podkreślić, że Malec w punktacja start otrzymał II miejsce ze wszystkich pojazdów startujących. I wyglądało to w ten sposób: pojazdy nie są wyprowadzane przez jeźdźców, lecz są one im dostarczane przez specjalną obsługę. Na dany sygnał zawodnicy muszą podbiec dwadzieścia metrów i odpalić motor. (…) Jeśli chodzi o wyniki uzyskane w Rajdzie Alpejskim, to trzeba podkreślić, że nasi jeźdźcy i nasze pojazdy od niosły wielki sukces. Mirosław Malec zdobył złoty malał i po raz drugi „Puchar Alp” (warunkiem zdobycia „Pucharu Alp” jest zdobycie wpierw złotego medalu i zero punktów karnych wyj. red,). Rewerelli i Piątkowski otrzymali brązowe medali a wyniki. Za wyniki należą się naszym wspaniałym jeźdźcom duże brawa , nagroda i serdecznie podziękowania.

O rajdzie w Bergamo pisano tak:

Wysokogórski 3 dniowy rajd w Bergamo (Valli Bergamache) organizowany jest co roku i biorą w nim najlepsze ekipy fabryczne i zespoły narodowe z całej europy. Rajd odbywa się w wysokich partiach Alp i należy do najtrudniejszych prób zarówno jeźdźców jak i pojazdów. Jest to największy rajd włoski, z dużą tradycją i od przyszłego roku (1964 – przyp. autora) razem z Rajdem Tatrzańskim ma stanowić eliminację do mistrzostw Europy. (…) Rajd w Bergamo nie ma żadnych prób dodatkowych, a o zwycięstwie decydują tylko punkty głównie za spóźnienie. (…) Jest to wyścig na otwartej trasie, czasami w dużym ruchu i nieprawdopodobnie trudnym terenie. Trasy w Bergamo nikt jeszcze nie przejechał bez punktów karnych.

Nasz zespół WFM stanął do walki w składzie: Mirosław Malec, Józef Rewerelli i Maciej Piątkowski. (…) Od dwóch łat jedynymi skuterami, które brały udział w rajdzie Bergamo były nasze Osy, budząc tym naturalnie zrozumiałą sensację. Sedno sprawy leżały w tym, że organizatorzy rajdu Włosi uważali, że jest on dla skuterów za trudny. Toteż zjawienie się Polaków dwa lata temu i pokazanie całemu światu motoryzacyjnemu, że polskie skutery wzięły udział w rajdzie i pokonały wszelkie trudności trasy, mocno zagrało na ambicji Włochów, którzy uważają się za największą potęgę motoryzacyjną na świecie i oni to właśnie byli twórcami skutera (Lambretta). (…) W tym roku po raz pierwszy na trasę rajdu w Bergamo wyjechały Osy i Lambretta 175 TV na oponach 10×400, kierowana przez Maseriniego, jednego z najlepszych jeźdźców włoskich.

Tullio Masserini (Innocenti LUI 75) ISDT 1969 Garmisch P. (D)

Foto: Tullio Masserini (Innocenti LUI 75) ISDT 1969 Garmisch P. (D)


Po 3-dniowych zapasach, nieprawdopodobnych zjazdach terenowych, raczej skokach w przepaść, bo człowiek nie mógłby tamtędy zejść ani nawet utrzymać się na nogach, wynik tej naprawdę sportowej, na najwyższym poziomie walki, wypadł następująco:Maciej Piątkowski – 71 punktów karnych, zdobył 30 miejsce, Józef Rewerelli – 95 punktów karnych, zdobył 43 miejsce, T. Masserini (Lambretta) -113 punktów karnych, zdobył 54 miejsce, Mirosław Malec -127punktów karnych, zdobył 59 miejsce. A wiec Osy obroniły swoją pozycję w stosunku do Lambretty pomimo, że mieliśmy pecha. Pech faktycznie nie opuszcza! naszych zawodników. Zaczęło się od choroby Malca, który mimo wysokiej temperatury wystartował w rajdzie i gdyby nie wywrotka po uszkodzeniu przedniego hamulca, z pewnością zmieściłby się w pierwszej dziesiątce – do momentu upadku, na kilka godzin przed zakończeniem rajdu miał 27 pkt. karnych. Pecha ma również Rewerelli, który przewraca się po złapaniu gumy na ostrym kamieniu. Mimo kontuzji kolana dojeżdża do mety. Piątkowski także zmaga się z uszkodzonymi oponami, traci cenne punkty i osiąga metę na 30 miejscu. Zespól WFM w klasyfikacji zespołów fabrycznych zajmuje 5 miejsce, zostawiając w pobitym polu drużyny SHL, Zundappa i Moto Guzzi. W klasyfikacji narodowej Polska zajmuje drugie miejsce.

Kolejne starty w 1963 roku to Sześciodniówka FIM w Spindlerowym Młynie w Czechosłowacji, gdzie Józef Rewerelli zdobywa srebrny medal, a Ryszard Kukieła – brązowy (obydwaj jadą na Osach 175) oraz Międzynarodowy Rajd Tatrzański, w którym Kukieła na Osie 175 zdobywa zloty medal.Na początku 1964 roku zapada decyzja o wycofaniu zespołu fabrycznego skuterów Osa z udziału w imprezach sportowych. Mirosław Malec pisze do dyrekcji WFM list, w którym powołując się na dotychczasowe sukcesy prosi o umożliwienie dalszych startów. Używa przy tym skutecznego argumentu, że zostaną zmarnowane środki włożone w zbudowanie sześciu wyczynowych skuterów, które są w posiadaniu działu sportu. Decyzja zostaje uchylona i w 1964 roku Osy znów pojawiają się na rajdowych trasach Alpenfahrt w Austrii i Bergamo we Włoszech.

W Austrii Mirosław Malec zdobywa brązowy medal, a polski zespół narodowy, w skład którego wchodził także Józef Rewerelli, zajmuje pierwsze miejsce. Rajd w Bergamo kończą dwa startujące w nim polskie skutery. Kończy się także, tym razem ostatecznie, sportowa kariera Osy. Jest ona dowodem na to, że czasem nawet niedorzeczny z pozoru pomysł (jakim było wystawienie skutera w typowo motocyklowych, terenowych konkurencjach), przy pełnym zaangażowaniu realizujących go ludzi, może skończyć się sukcesem. Sukcesem tym większym, że odniesionym w międzynarodowej konkurencji, przy wykorzystaniu jakże skromnych środków.

Sprostowanie przez Pana Macieja Piatkowskiego który brał udział w zawodach Potrzebne jest tu moim zdaniem, sprostowanie. W 1960 roku na ISDT w Bad Ausee, Osy jechały na silnikach S6A, to znaczy o pojemności 150 cm. Ten silnik jeszcze nie był w dmuchawę pozwalającą schłodzić go przy pokonywaniu ciężkich odcinków terenowych.. Nawet na szosie, pokonując przełęcz Grossglockner, oczywiście na pierwszym biegu, bo inaczej nie dało się, zatrzymałem się chyba trzy razy, aby schłodzić silnik śniegiem leżącym na obrzeżach drogi. Gdy przystawałem w tym celu mijaly mnie Mercedesy bogatych turystów. Okazało się , że one miały przewagę nad nami tylko wtedy gdyśmy stali. Staliśmy z braku odpowiedniego przygotowania technicznego do warunków, przekraczających nasze wyobrażenia o trudnościach. Silnik S06 A rozporządzał mierną mocą, wcale nie sportową, wiec w pogoni za ” koniami ” suło się elastyczność silnika potrzebną w terenie, zaś skrzynia biegów ….nadał dysponowała tylko trzema przełożeniami. Dopiero w Garmisch… Osy otrzymały Unowocześnione silniki S32 A z wymuszonym chłodzeniem i lepszą charakterystyką. To był skok w rozwoju Osy, mogący zaowocować licencją jak SHL w Indiach,ale fabrykę zlikwidowano mimo dobrych perspektyw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *