Odkrycie Kwidzyna Mistrzostwa Świata oraz Mistrzostwa Europy 1993.05.29-30

Wszelkie obawy o ciąg dalszy kieleckich wpadek okazały się bezpodstawne. Eliminacja mistrzostw świata enduro zorganizowana przez Kwidzyński Klub Motorowy Celuloza im. Jana Młynarskiego, przyniosła pełny sukces, jeśli pominąć milczeniem start polskich zawodników. Nie dopisała jedynie frekwencja – a każdy uczestnik wpłaca 180 franków szwajcarskich wpisowego – ale to problem całego cyklu. W Portugalii naliczono 130 motocyklistów, w Hiszpanii 124, w Czechach 204. Natomiast ze stadionu miejskiego przy Sportowej 6 wyruszyło 85 ubiegających się o punkty (w tym 5 Polaków) i 24 rywalizujących w ME (4). Pierwszy dzień przyniósł miłą wiadomość w postaci 17 punktów zdobytych przez Andrzeja Tomiczek– cieszynianin na TM 80 pamiętającym australijską Sześciodniówkę, wygrał w Miłosnej dwie próby crossowe z Rossim i gdyby nie upadek podczas ekstra testu, pokonałby mistrza świata zamiast ulec mu o 2,80 sekundy. Tuż przed imprezą ogłoszono powstanie profesjonalnego teamu Rafinerii Trzebinia, opartego o trójkę Beskidzkiego Klubu Motorowego Macieja Wróbla, Marcina Nikla i Daniela Chrobaka. Debiut przyniósł jednak ciężkie straty kadrowe. Wróbel na crossowym TM 125, został zgłoszony w ME i w pierwszej próbie zajął trzecie, w drugiej – ósme miejsce. Na dojazdówce w leśnictwie Zarośle niedaleko PKP 3, TM uderzył w kolek wystający z ziemi i doszło do katastrofy. Wicemistrz świata wykonał klasyczne salto przez kierownicę, złamał lewe przedramię przy lądowaniu, a rama motocykle rozbiła kask kierowcy. Parę sekund później pojawił się na miejscu Jacek Czachor. Maciek leżał nieprzytomny i chyba w ogóle nie oddychał. Pomogła dopiero metoda usta – usta. Warszawski kolega stracił jakieś 12 minut na reanimację, nie myślał jednak o uciekającym czasie rujnującym jego szanse w MŚ klasy 80..Wróbla odtransportowano do szpitala, gdzie przedstawiciel komisji medycznej FIM, prażanin Martin Sirouczek nadzorował składanie złamanej kończyny. Wstrząśnienie Mózgu wykluczało szybki powrót do domu. Jury oczywiście skreśliło spóźnienie Czachora ten byt jednak tak roztrzęsiony przygodą bielszczanina, że złapał trzy minuty na następnym okrążeniu. Limit czasu ustalony przez Ryszarda Gancewskiego, zmuszał do ostrego tempa. Wybitny obojczyk Mario Hillego awaria silnika Husqvarny Arnaldo Nicolego stanowiły inne ważniejsze wydarzenia soboty. Z 24 uczestników MP w otwartej klasie Senior, odpadło aż trzynastu, m. in. Marcin Nikiel złamał kciuk w kolizji z drzewem, a w KTM-ie Banasika odmówił posłuszeństwa silnik. Tomiczek dotarł do mety praktycznie bez sprzęgła, więc następnego dnia rano czekał go maty remont – części zapasowe przekazała gratis ekipa TM, uszczęśliwiona zamówieniem trzech 80-ek i jednej 125-ki dla naszej kadry na 68. ISDE w Assen. prócz nieuniknionego spóźnienia na PKC k odnotował 49-sekundową stratę do Rossiego Podczas próby. Potem silnik zatarł się definitywnie. Honor PZM ratował Jacek Czachor piąty na mocno, wysłużonym TM używany wcześniej przez Tomiczka.

Fiński crossowiec Petteri Silvan tym razem nie zaskoczył czołówki klasy 125 napęd Husqvarny wyzionął ducha. Tomaszowi Kodymowi zabrakło jednego miejsca do Punktu w tej kategorii padł na drzewo i leżał przez 10 min, ale ukończył imprezę na porozbijanej Yamaha. Pozostawienie wersji B limitu czasu chyba uratowało przed dalszymi przykrościami. Edmondson i Passeri zaciągnięci przed kamerę przez „Ganca„, sypali komplementarni pod adresem organizatorów, ale w 1996, gdy mamy szanse na kolejną tej rangi imprezę w Polsce, Gancewski pożegnany oficjalnie jako zawodnik przez PZM na sobotnim posiedzeniu jury, chce zrobić rajd… u siebie w Ostródzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *