MZ-GS 250

NADAL CZEKAJĄ NA DOBRE MOTOCYKLE- A. KWIATKOWSKI 1967

Ocenialiśmy sceptycznie sytuację w rajdach po sezonie 1966 r. Był to rok, w którym kryzys sprzętowy i poziom zawodników ujawnił się chyba najwyraziściej. W 1967 roku ustalono pewne założenia, które miały w pewnym stopniu poprawić sytuację w sporcie rajdowym, choć jasne było, że poprawa nie może być natychmiastowa przede wszystkim rozdzielono dwie dziedziny, które dotąd były wspólne i nas w tej dyscyplinie, i na całym świecie osiągnęły już taki topień zróżnicowania, iż postanowiono i u nas umożliwić zawodnikom, specjalizowane się w różnych typach rajdów.

W tym sezonie rajdowe mistrzostwa Polski odbyły się oddzielnie w konkurencji rajdów obserwowanych (tzw. „trial”) i w rajdach szybkich, oficjalnie nazwanych taliami „szosowo-terenowym)”.

Mistrzostwa rajdowe w „trialach” odbyły się na nowych zasadach: w rajdach tzw. klasyfikacyjnych rozrywanych na szczeblu okręgów było ich 10 w 5 terminach, więc każdy zawodnik mógł wziąć udział 5 imprezach) i motocykliści kwalifikowali się do szczytowych imprez decydujących już o mistrzostwach Polski. Ocena po pierwszym roku nie jest łatwa. Sądzimy, że pomysł rozdziału rajdów był dobry i należy spodziewać się rozwoju tych imprez. Petom imprez kwalifikacyjnych był oczywiście różny, ale na szczeblu rajdów mistrzowskich był lepszy niż się spodziewano. Zorganizowano cztery imprezy mistrzowskie z tym, że wystarczyły dwa wyjazdy, bo mistrzostwa rozgrywało się na 2-dniowym rajdzie w Bielsku i 2-dniowym rajdzie w Szklarskiej Porębie.

Każdego dnia rozgrywano oddzielną imprezę. W dziedzinie rajdów szybkościowych sytuacja jest trudniejsza, głównie z tego powodu, że jest to konkurencja, w której dominować kogą zawodnicy związani z fabrykami i z bogatymi pionami sportowymi. Rozegrano tylko trzy rajdy mistrzowskie tego typu, co jest oczywiście za mato jak na potrzeby międzynarodowych imprez, ale i tak, niestety, przekracza budżetowe możności klubów finansujących udział zawodników.

Tu brak sprzętu odczula się tak samo jak w roku ubiegłym. Fabryki krajowe jakoś w dalszym ciągu nie produkują maszyn za własnymi potrzebami, seryjne maszyny nie nadają się do tych imprez, a importowane maszyny rajdowe MZ mają w dalszym ciągu drobne usterki, które wywołały kontrowersji w zeszłym roku.

Niestety, nie widzi się zmian na lepsze w sprzęcie rodzimej produkcji. Wydaje się, że ani biura konstrukcyjne, ani technologia nie są stanie stworzyć czegoś na poziomie nowoczesnych silników, a rzemieślniczymi sposobami nie dojdzie ę teraz do konkurencji z motocyklami Zundapp, Puch, Herkules, czy nawet Simson.

W międzynarodowych rajdach szybkościowych w 1967 roku polscy zawodnicy występowali w dwóch typach imprez: w rajdzie zespołowym, jaką jest Sześciodniówka FIM i w trzech rajdach, zaliczonych do indywidualnych mistrzostw Europy nasi rajdowcy startowali też w rajdzie „Valli Bergamasche” we Włoszech. Trudno jest na zasadzie tegorocznych zagranicznych występów dokładnie ocenić szanse polskich zawodników w przyszłych rajdowych mistrzostwach Europy.

W tegorocznych mistrzostwach brała udział nasza dotychczasowa kadra rajdowa, osłabiona dyskwalifikacjami w 1966 roku. Największym sukcesem było utrzymanie przez Roman Szczerbakiewicz trzeciego miejsca w klasie 125 cm po dwóch eliminacjach, co spowodowało jego wyjazd na trzecią eliminację. Jednak motocykle Puch, które już w dwóch pierwszych eliminacjach wykazały się doskonałymi osiągami, w trzeciej zdołały się wykazać także niezawodnością i zepchnęły Szczerbakiewicza na 5-te miejsce. Wydaje się jednak, że nieco pozytywnych perspektyw na szanse polskich zawodników w rozgrywkach o mistrzostwo Europy wysnuć można po tegorocznej Sześciodniówce. Zauważmy, że jedynym zespołem narodowym Polski, który ukończył Sześciodniówkę w komplecie ze złotymi medalami, byt zespół Srebrnej Wazy, A”, tj. ten zespół, który startował na motocyklach fabrycznych (a nie sprzedażnych!) MZ, identycznych jak te, na których startowali niemieccy zawodnicy fabryczni. Niektórzy polscy zawodnicy uzyskali dobre wyniki w próbach specjalnych, zwracając uwagę przedstawicieli fabryki MZ. Jest to chyba najlepszym dowodem, że istnieją szanse na walkę w równych warunkach, jeżeli uda się nam stworzyć w przybliżeniu równą sytuację sprzętową. Wydaje się, że dobre wrażenie, jakie zrobił nasz zespół na przedstawicielach fabryki MZ, może stanowić płaszczyznę do dalszych pertraktacji.

Oczywiście, trudno w tej chwili mówić o tym, kto z naszych motocyklistów potrafi zdobyć się na dobre wyniki w przyszłym sezonie. Mamy kilku zawodników, których warto na przyszłość wypróbować w Mistrzostwach Europy. Równocześnie uważamy, że należy zrezygnować z tych zawodników (nawet jeżeliby to dotyczyło dotychczas swej kadry), którzy swoje ambicje opierają nie na podwyższaniu swych faktycznych jeździeckich i technicznych kwalifikacji, lecz na opracowywaniu pozaregulaminowych chwytów, choćby dotyczyło to tylko chytrych „skrótów” na trasie. Dzisiejszy sport rajdowy daleki jest od całkowitego „fair play”, ale uważamy, że nie zależnie od tego, co kto robi w trudnej sytuacji, nastawianie się z góry na „kombinacje” koliduje zarówno z zasadami sportowego morale, jak i ze zwykłym rozsądnym wyrachowaniem sportowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *