Motocykliści dnia siódmego 1985 Jan Okulicz

Tak zamknął się rozdział historii. A miało być inaczej. Marzyciele prorokowali Hondę w Polsce, widziano pod Lublinem Japończyków. Seria ptaszków” leż nie rozwinęła skrzydeł. Lelek, kobuz, bąk zapełniaj magazyny Gminnych Spółdzielni, przegrywając każdy wyścig z MZ i Jawą, zarówno jakościowy, jak cenowy. Koniec produkcji, koniec nadziei na polski motocykl sportowy.

Może to i dobrze. Przed, laty polscy motocykliści pojechali na osach do USA, na Sześciodniówkę. Dawne, romantyczne czasy. Wyścig technologiczny konstruktorów jest tak zaawansowany, że nie mogą mu sprostać nawet znacznie sprawniejsi technicznie i technologicznie sąsiedzi z NRD i Czechosłowacji, u których od wielu lat kupujemy, jeśli chcą nam dać, motocykle sportowe. W magazynach Ośrodka Techniczno-Zaopatrzeniowego PZM jedynym dostępnym motocyklem jest Jawa CZ-125 cm, która w tym roku podrożała ze 105 do 169 tysięcy złotych, dorównując cenom polmozbytowskim.

Wielu małym klubom to posunięcie podcięło dalszą sportową działalność, tym bardziej że cieszy się CZ-125 zasłużenie złą opinią, szczególnie pod względem trwałości ramy.

Wysoką popularnością wyróżnia się maleńki Simson, poszukiwany w sklepach i na giełdach, gdzie osiąga podwójną cenę. Chwała temu, kto do magazynu PZM sprowadził te małe, dzielne motocykle. Dzięki nim mszyło się nieco zainteresowanie sportem w klubach młodzieżowych, są pewne postępy w szkoleniu podstawowym. Tyle tylko, że poza klasą 50 cm, tą młodzieżową, nie widać żadnego zielonego światełka na drodze, na którą wjechały nasze motocykle.

Wiadomo, że coraz droższy i słabszy jest wyścigowy metalex, o CZ-125 była już mowa wyżej, jawy 250 i 500 cm kosztują sumy zawrotne i dla młodzieży się nie nadają. Można jeszcze marzyć o zakupach motocykli zachodnich, lub samych silników i produkcji Promotów, tak jak to było przed laty na ulicy Kickiego w Warszawie. Problem byłby zresztą rozwiązany zaledwie częściowo, ponieważ chytrzy, zachodni producenci zmuszają potencjalnego nabywcę do dalszych zakupów w ten sposób, że musi on nabyć natychmiast cały worek części zamiennych, po znacznie wyższych cenach. Nie ma też partaniny przy remontach, bo trzeba kupić nowy tłok z cylindrem, podobnie jak wiele innych części, które niszczą się po każdym starcie. Ale tak to jest właśnie pomyślane

Foto. CZ 125 typ 516 Meltex


Zostawmy sprawę sprzętu dla szerokiego zaplecza. Działa import prywatny coraz więcej widać na trasach crossowych nowych zagranicznych motocykli: japońskich, włoskich, szwedzkich. Bieda, biedą, ale jakoś sobie radzą, szczególnie ci bardziej majętni. Niestety, w ten sposób coraz większa jest różnica pomiędzy czołówką, a głównym peletonem sprzętowych średniaków.

Po dziesiątym miejscu naszych motocyklistów .,enduro”, czyli rajdowców szybkich, w tegorocznej hiszpańskiej Sześciodniówce nie byto potoków łez, ani w prasie, ani w PZM Nie było też fajerwerków radości, gdy Ryszard Gancewski czy Zbigniew Przybyła zdobyli wicemistrzostwa Europy w swojej konkurencji. Od srebrnego medalu w foku ubiegłym do tegorocznego wyniku przejść sobie zwykłym spacerkiem nie można, ponieważ podjęliśmy się organizacji wielkiej, bardzo trudnej imprezy – mistrzostw świata motocyklistów! Byłoby co najmniej niezręcznie, gdyby Polacy wystartowali do tej imprezy w charakterze statystów. Według wstępnych przymiarek w polskiej Sześciodniówce powinno jechać co najmniej 22 naszych zawodników: zespoły Trophy, Trophy-junior i cztery zespoły klubowe. Bardzo pobożne życzenia. Dla tych najlepszych trzeba zabezpieczyć co najmniej dwanaście motocykli w wykonaniu fabrycznym.Foto: Formakek Vaclav (CS) Jawa 500 61 ISDE 1986 SAN PELLEGRINO


Po tegorocznej imprezie sytuacja jest nader delikatna z Czechosłowacji delegacja PZM wróciła z pełnym sukcesem. Nadal będziemy mieć jeden motocykl fabryczny, Jawę 500 z pełnym serwisem i doskonałym zabezpieczeniem, o której co najmniej kilkunastu zawodników CSRS jeżdżących nie gorzej od Krzysztofa Serwina może tylko pomarzyć. Produkcja tego rarytasu jest jednostkowa i dosyć droga. Może ten ukłon spowodowany jest równie? tym, że „Motokov sprzedaje nam sporo jednośladów. Może też Czechów ujęło, że Zbigniew Przybyła, chyba najlepszy w tej chwili zawodnik, wsiada od czasu do czasu na CZ-125. chociaż i producenci, i klienci (czyli my) wiemy, że produkt to nie najlepszy. Ta delikatesowa Jawa 500 przy dobrej, prawidłowej jeździe potrafi wraz kierowcą zawędrować daleko Czecha Bohumil Posledniego zawiozła na pierwsze miejsce.

Foto:Bohumil Posledni CSSR Jawa 500 Hiszpania 1988


Gorzej wyglądają nasze stosunki z Simsonem. Może to tylko złudzenie, ale po Sześciodniówce zapanowała cisza. Szefowie sportu z miasteczka Suhl, gdzie jest fabryka Simsona, analizują przyczyny zatarcia osiemdziesiątek Polaków Stanisława Olszewskiego i Zbigniewa Kłujszy już pierwszego dnia imprezy. Ludzie, którzy byli na miejscu, widzieli jak Olszewski pchał Kłujszę pod stromą górę, a potem Kłujszo , Olszewskiego. Ale jak wiadomo wyścigi przełajowe z motocyklem i na kolanach są zajęciem cokolwiek męczącym. Nasz zdekompletowany zespół nie miał szans, więc duch opuścił i pozostałych. Teraz, po pewnym czasie, można się zastanawiać, dlaczego tak się stało i co było przyczyną tej porażki.

Ludzie biegli w technice motocyklowej twierdzą, że nie wyregulowano silników obu osiemdziesiątek, co ma podstawowe znaczenie przy tak małej mocy Simsonów. Trener Mirosław Malec zarzuca ponadto obu kadrowiczom pełen serwis”, czyli zbyt łatwe zgodzenie się zawodników z opinią mechaników Prawda jest chyba również gdzie indziej. Nie rozpoznano trasy do końca, a potem osiemdziesiątkom” zabrakło sił na wywiezienie w górę dwóch naszych najstarszych wiekiem, doświadczeniem i odwagą crossowców.

W rajdach szybkich, przy niezbyt trudnym terenie nawet średni motocykl może dowieźć do medalu. Tak było rok temu w Holandii. Wysokogórska trasa w Hiszpanii, plus upał, nie dały takich szans. Mogę się tylko domyślać, że przyjechali dosyć późno, spojrzeli na te góry i już wiedzieli, co ich czeka Po zawodach NRD-owcy zabrali swoje motocykle do analizy i wyjechali zasmuceni niepowodzeniem Polaków. Do tej pory dawali jednostkowo produkowane Simsony z sympatii, w nadziei, że pomożemy im w zdobywaniu rynków. Był to zresztą nasz jedyny kontrahent. Kierownictwo działu sportu motocykla MZ, produkowanego dla sportu rajdowego w bardzo małych ilościach. odmówiło nam sprzedaży czy użyczenia swoich wyrobów tłumacząc się brakiem możliwości, a trzeba powiedzieć, że są to maszyny bardzo dobre… ‚

Foto.Simson GS 80 WKH


Ot i wszystko. Nie zmienia to ani o cal sytuacji Polaków. Można oczywiście od stycznia zacząć podchody do którejś z firm zagranicznych, żeby zastosowała zniżkę, rabat i do kilku motocykli rajdowych dodała worek części zamiennych, tych dźwigienek, gumek, podkładek, trybów. Ale obawiam się, że wtedy do Simsona, zrażonego w swojej dumie, nie będzie powrotu. A może na wiosnę fabryka ta wyprodukuje coś wystrzałowego, silnego, chłodzonego wodą, na czym nowe pokolenie motocyklistów wyjedzie najpierw na szczyty w Bergamo, żeby w rok potem stanąć na podium w Jeleniej Górze. Na razie z fabryki w Suhl nie ma żadnej informacji.

Ale nawet nowe motocykle medalowych gwarancji nie dają. Właśnie do rokowań sposobią się dwie podkomisje – motocrossowa i rajdowa enduro”. Ma być zawarty pakt. Główne założenia: współpraca i nieagresja, Od wielu lat trwa przepychanka obsługiwanie kilkoma najlepszymi zawodnikami zarówno motocrossów jak i rajdów. Drobne lub większe złośliwości towarzyszą przygotowaniom rajdowców do Sześciodniówek wyrywanym na ten czas z klubów motocrossowych. Jednocześnie ludzie enduro”jak cios w serce przyjmują wiadomość o każdym złożonym zamówieniu na nowy, dewizowy motocykl, podejrzewając zmowę oddalającą od nich wyśnione, nowe maszyny.

Chciałem potępić Maćka Stańco, że nie wspomógł kadry swoim udziałem, chociaż obiecywał, ale w ostatniej chwili dowiedziałem się, że ten zdolny, trochę trudny chłopak pojechał na krajowe motocrossy i spisał się dzielnie oraz przywiózł nowy motocykl. Niech się obraża, trener Malec nie mam prawa. Poza wszystkim trzeba przyznać, że liczących się zawodników jest bardzo niewielu. Ci z motocrossu, imprezy krótkiej, zupełnie innej niż wielogodzinne i żmudne rajdy, muszą się przestawić na próby wytrzymałości, uporu, poświęcenia. Czy chce się im przemykać godzinami po bezdrożach, z dala od ludzi i oklasków? Chyba niewielu odkrzyknie z entuzjazmem „tak”! Z drugiej strony nasi ludzie z FIM chcieliby mieć w swoim ojczystym kraju silną motocyklową armię. A że dobrych motocyklistów zbyt wielu nie ma… Kółko się zamyka

Kierownictwo Głównej Komisji Sportów Motocyklowych ma poważne problemy, z którymi od pewnego czasu nie może się uporać, ale przed Sześciodniówką w Jeleniej Górze konflikty muszą przygasnąć. Są oczywiście dalsze rozwiązania. Szerokie, prawidłowe szkolenie. Klub warszawskiego Pałacu Młodzieży jest najlepszym przykładem, że motocykle mogą się rozwijać również i w dużym mieście. LZS Kicin pokazał pracę na prowincji. I jeden, i drugi borykają się z problemami finansowymi. Kilka setek młodych ludzi w Pałacu Młodzieży ociera się o technikę,. kilkunastu zostaje do wyczynu.

Dla kilku Jaw i CZ oraz sporej liczby sfatygowanych Simsonów S51 Enduro. Kilku ojców pomaga rozwiązać problemy techniczne, uczestniczy w obozach. Oczywiście finansują swoich synów, ale również pomagają na imprezach innym. Może w ten sposób przedłużają własną młodość, a może po prostu usiłują .spełnić to, czego sami kiedyś nie dokonali. Pan Wojciech Dembowski z Tadeuszem Budzikiem znaleźli w Warszawie skrawek miejsca i zrobili tor o długości 1900 metrów. Nie napiszę gdzie, żeby nie zepsuć im sprawy, bowiem motocyklistów przegania się w stolicy. Dzięki technicznej pomocy ojca czternastoletni Paweł wygrywa ze starszymi. Są jeszcze obok niego Paweł Figurski, Grzegorz Felisiak, Piotr Strojek, Jacek Czachor. Młodzi ludzie, z klubu lekkich motocykli. Nie sfederowani w PZM wykonują pracę nie gorszą niż związkowi potentaci. Mają regularne treningi, zajęcia przy motocyklach, spotkania obozy. Dręczy ich tylko niepewność. Skąd wziąć nowe maszyny? Co będzie z przyszłością klas 50, 80, 125, poza które młodzieżowe kluby wychodzą niezbyt chętnie? Na razie nikt, nikomu, niczego nie obiecuje…

Foto: Simson S 51 Enduro podczas zawodów motocrossowych w Lipnie


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *