Motocross Enduro 1995

Gdy sezon sportów motocyklowych dobiegał końca, pierwszego października w Świętochłowicach rozegrano ostatnią eliminację motocrossowych mistrzostw Polski. Na pewno dla wielu zawodników, jak i dla ich opiekunów był to najbardziej stresujący dzień w roku, bo przecież nie ma nic gorszego niż „zawalić” sezon na finiszu.

W sytuacji szczególnej nie-pewności byli dwaj najlepsi zawodnicy klas 125 junior oraz 500. W klasie 125 J, zeszłoroczny mistrz Polski w 80 cm Maciej Czyżowski, w tym roku nie miał szczęścia dokończenia zawodów i po przedostatniej eliminacji zajmował druga pozycję. Szczególnie przykra jest niemożność zdobycia tytułu mistrzowskiego, jeżeli ma się najwyżej roczny współczynnik punktowy z kończonych eliminacji. Niestety sporty motorowe zawierają w sobie bardzo dużo ryzyka, i to nie tylko z powodu wypadków i kontuzji, ale i złośliwości rzeczy martwych. W walce z wszystkimi przeciwnościami piętnastoletni Maciek w pełni udowodnił, że do sportu ma podejście profesjonalisty. Do ostatniej eliminacji przystąpił z wiarą, że tytuł mistrza Polski jest jeszcze do wywalczenia. I tak się stało. Ciężki, błotnisty tor w Świętochłowicach mu sprzyjał, dzięki czemu wyprzedził o kilka miejsc swojego największego rywala punktowego. W ten sposób zdobył tytuł Mistrza Polski po raz drugi. W zeszłym roku na TM-ie, w tym na motocyklu ELF-Yamaha. Natomiast w klasie 500 do ostatniej chwili o prymat walczyło dwóch tytanów polskiego motocrossu – Andrzej Tomiczek i Zbigniew Przybyła (z dwoma punktami straty). W pierwszym biegu start wygrał Zbyszek i, kontrolując sytuację, wynik dowiózł do mety. Spowodowało to zmianę w klasyfikacji generalnej i jednym punktem zaczął prowadzić. W tej sytuacji drugi bieg, to jeszcze większa niepewność tytułu mistrzowskiego. Tym razem los się odwrócił. Po starcie prowadzi Andrzej i teraz on musi odpierać ataki konkurenta. Po wielu minutach brawurowej walki, Zbyszek podejmuje decyzję ataku za wszelką cenę. Dochodzi do bezpośredniego starcia, aż słychać szczęk zderzających się motocykli. Z pola bitwy pierwszy wydobywa się Andrzej.

Rywal wypada z trasy przyjeżdża do mety drugi, nie podejmując próby pogoni, na którą było już za mało czasu. Zwycięstwo święci Andrzej Tomiczek. W zeszłym roku miał pecha (jeszcze w ostatniej eliminacji, nie dosyć, że startował ze złamanym obojczykiem, to na dodatek pękł mu łańcuch) i zdobył tytuł wicemistrza Polski. W tym roku przesiadł się na Yamahę. Wyposażona w (dostarczone przez firmę MGP) wydech i wyciszacz Billsa oraz zawór membranowy Boysena miała bardzo dobrą charakterystykę mocy i ani raz unie zawiodła w najmniejszym stopniu. W pozostałych klasach tytuły mistrza Polski wyłoniły się wcześniej, a w klasie 125 A. Kalinis, z powodu braku najgroźniejszego konkurenta, który uległ kontuzji, w spokojny sposób zdobył pierwsze miejsce.

ZESTAWIENIE MOTOCROSSOWYCH MISTRZOSTW POLSKI:

Klasa .80 cm 1. Nowakowski Tomasz Kawasaki 2. Andrzejewski Marcin ELF Yamaha 3. Ruchniewicz Robert TM

Klasa .125 junior 1. Czyżowski Maciej ELF Yamaha 2. Warchoł Robert Honda 3. Skindzier Paweł Suzuki

Klasa 125 cm 1. Kalinis Amis Honda 2. Rotar Michał ELF Suzuki 3. Abramowski Marcin ELF Yamaha

Klasa 250 cm 1. Giruć Aleksander Honda 2. Lonka Jacek Kawasaki 3. Olszewski Jacek ELF Suzuki

Klasa 500 cm 1. Tomiczek Andrzej Totrex Yamaha 2. Przybyła Zbigniew Kawasaki 3. Olszewski Jacek ELF Suzuki

Zespoły klubowe

1. ELF Olsztyn

2. CAMK Gdańsk

3. AK Głogów

W rajdach Enduro nie została rozegrana dodatkowa eliminacja MP w zastępstwie odwołanej w sierpniu eliminacji warszawskiej. Zatem można przyjąć wyniki dotychczasowe, chociaż dzisiaj nie są one jeszcze prawomocne. Spory dotyczą klasy otwartej senior i protestu, złożonego przez klub Tortex Grodków, odnośnie nieregulaminowej naprawy motocykla przez zwycięzcę Mistrzostw Polski. Niejednokrotnie najwyższe tytuły rozgrywa się przy zielonym stoliku i skrzywdzeni zawodnicy dochodzą sprawiedliwości poza torem, a to niestety trochę trwa. Pokrzywdzoną tutaj osobą został A. Tomiczek, mistrz Polski Enduro w 93 i 94 roku. W tym roku, w wyniku zderzenia podczas zawodów z samochodem i niemożności naprawy motocykla, nie ukończył eliminacji. Stąd też domaga się, aby inni zawodnicy, jeśli im się coś popsuje, robili to w wyznaczonym czasie regulaminowym, bo inaczej nie ma sensu startować (a przepisy powinny dotyczyć wszystkich w jednakowym stopniu). Jeżeli proces zostanie wygrany, to w tej klasie pierwsze miejsce zajmie Andrzej Tomiczek (Yamaha), drugie Jacek Czachor (Yamaha), a trzecie Wojciech Rencz (KTM).

ZESTAWIENIE WYNIKÓW W KLASACH

Klasa 50 cm

 1. Obłucki Bartosz 2. Gancewski Bartosz 3. Slaczałek Tomasz

Klasa 150 cm junior

1.Chrobak Daniel 2. Warchoł Robert 3. Bartosik Klaudiusz

Klasa otwarta Junior

1. Krywult Sebastian 2. Bembenik Bartłomiej 3. Błachut Tomasz

Klasa 125 senior

1. Wróbel Maciej 2. Dąbrowski Marek 3. Nikiel Marcin

Klasa otwarta senior

1. Rencz Wojciech KTM 2. Tomiczek Andrzej Yamaha 3. Czachor Jacek

Yamaha

Mówiąc o Enduro, niektórzy mogą wracać myślą do słabych miejsc zespołu w drużynowych mistrzostwach świata rozegranych w tym roku w Polsce i przypisywać nieudolność zawodnikom. Ja oczywiście biorę ich w obronę, bo historia polskiego Enduro jest historią największych triumfów polskiego motocyklizmu na arenie międzynarodowej. Drużynowe mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, tytuły indywidualnych mistrzów i wicemistrzów świata, czy inne dobre rezultaty indywidualne, które przy poziomie naszych dochodów i wkładu finansowego w sport są naprawdę wysokie, W innych krajach (przy takich warunkach) niejeden zawodnik uznałby starty za pozbawione sensu. Organizatorzy polskiego zespołu nie zadbali o pozyskiwanie sponsorów dla drużyny. Zawodnicy wystartowali na seryjnych, sklepowych KTM-ach. Motocykle otrzymali parę dni przed zawodami, a wczucie w motocykl ma przecież ogromne znaczenie w precyzyjnej jeździe, bo tu czas mierzy się do 0,01 sekundy. Mariusz Czachor, już po 50 km docierania, musiał zrobić remont skrzyni biegów, na szczęście wziął to na siebie serwis KTM-a. Jacek Czachor na czterosuwie jeździ tylko na sześciodniówkach (bez komentarza). Nie mówię już o tym, że taki motor dotarty jest dopiero po 1000 km.

Czyli po połowie zawodów. Wszyscy polscy zawodnicy mieli problemy ze zwykłymi dętkami, bo nikt nie wyłożył pieniędzy na dętki pełne (gąbka gęsto strukturalna), na których startuje konkurencja. Ogólnie rzecz biorąc, bieda aż piszczy, a i tak gdyby był zachowany zeszłoroczny regulamin punktowy, to Polacy zajęliby 5. Miejsce. Andrzej Tomiczek, Zbigniew Przybyła i Maciej Wróbel zajęli lepsze miejsca, niż niejeden zawodnik z zespołów reprezentujących sport fabryczny w państwach zachodnich. Tam się w nich inwestuje, w Polsce czeka, aż zawodnicy sami się poddadzą. Ci natomiast wciąż wierzą, że za rok będzie lepiej. Ja też mam taką nadzieję i wszystkich, którzy oczekują prestiżowej reklamy, zapraszam do sponsorowania polskich zawodników. Dadzą najlepszą promocję w świecie, możliwą do osiągnięcia przez Polaków w sportach motorowych. Chcemy, aby Polak wystartował w rajdzie – maratonie. Najpierw Faraonów, Atlas, aż w końcu w styczniu ’97 w Paryż – Dakar. Sukces gwarantowany za stosunkowo nieduże fundusze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *