Mistrz dwóch krajów Miroslav Hanáček- KAZIMIERZ RASZKA

35 letni Mirosław HANACZEK, startujący od roku za zgodą czechosłowackiego „Svazarmu” i Zarządu Głównego PZM w barwach Klubu Motorowego Cieszyn, wywalczył w zakończonym sezonie tylu! mistrza Polski w mol o ero ssie w najszybszej kategorii, w kl. 500 ceni. Zastąpił na mistrzowskim tronie Stanisława Olszewskiego olsztyńskiego Stomilu. Jest to pierwszy przypadek w tym sporcie, by ten sam zawodnik zdobywał tytuł najlepszego w dwóch krajach. Przedtem, w 1980 r.. został indywidualnym mistrzem CSRS.

Odwiedziliśmy naszego mistrza na torze w Boguszowicach gdzie prowadził zajęcia treningowe z najmłodszymi.

Proszę przypomnieć Czytelnikom GŁOSU swoją karierę sportową?

Starty rozpoczynałem stosunkowo późno. w wieku 20 lat. Było to w Zgrupowaniu Brno. Od razu wystartowałem w „pięćsetkach”. Początkowo Jeździłem na „Jawie”, później na CZ-tce, ostatnio na Japońskiej „hondzie”. W pierwszym roku startów awansowałem do czołówki najlepszych motocrossowców Moraw. Podczas służby wojskowej Jeździłem w barwach Dukli Mosnov, a od 1979 r. w ostrawskiej Rudej Hvezdzie. W 1980 r. zdobyłem tytuł mistrza CSRS Byłem także 4-krotny wicemistrzem. Ponadto startując w Dukli 1 Rudej Hvezdzie 4-krotonie zdobywałem z zespołem mistrzostwo drużynowe. Wygrałem też wiele innych zawodów, w tym międzynarodowe. W br. zostałem również mistrzem Polski. Równocześnie ścigałem się w Czechosłowacji, nieznacznie ustępując Tichemu i Janeczce.

Gdzie trudniej było zdobyć tytuł mistrzowski, w CSRS czy w Polsce?

W Czechosłowacji, gdzie rywalizacja Jest dużo większa. W Polsce też było ciężko, bo wszyscy chcieli mnie pokonać. W br. sztuka im się nie udała. Za rok może być różnic. Talentów nie brakuje.

Choćby nasz Marian Waligóra

Dosiadając ..suzuki” zdołał mnie już pokonać. Uważam, że gdyby bardziej przyłożył się do pracy, wynik byłby Jeszcze lepszy.

Imponuje Pan wszystkim techniką jazdy. Perfekcja i elegancja na torze to zasługa nieprzeciętnego talentu czy długoletniej pracy?

Posiadam niewiele talentu. Do wszystkiego doszedłem pracą. Sam uczyłem się techniki jazdy i to w najtrudniejszych warunkach terenowych. Gdy padał deszcz, była burza, rówieśnicy zjeżdżali z torów.

ja natomiast wyjeżdżałem i do znudzenia kręciłem kółko.

Gdy w CSRS weszły w życie przepisy zezwalające zawodnikom po ukończeniu 30 roku życia na start za granicą, Stodulka, Falta czy Novaczek ruszyli do RFN, Austrii bądź Francji. Pan wybrał Cieszyn. Dlaczego?

Znałem cieszyński Klub od ponad 5 lat. Był okres, że pomagałem Januszowi Kuniszowi i Markowi Gawlasowi w prowadzeniu zajęć szkoleniowych. Robiłem to wówczas nieformalnie. Gdy w 1983 r. weszły w życic wspomniane przepisy, wiceprezes Gawlas zaproponował transfer. Miałem być nic tylko trenerem, ale i zawodnikiem. Przyjąłem propozycję. gdyż spotkałem się z życzliwością i dobrą atmosferą w kolektywie.

Nadto znalem już wszystkie tory i nic przyjeżdżałem w ciemno.

Startuje Pan w Cieszynie na podstawie 17-punktowej umowy. Co Panu wolno, czego nie?

Muszę bronić barw Klubu Motorowego. Za zgodą pracodawcy, w wolnych terminach, mogę startować w dowolnych zawodach na całym świecie. Wyjątkiem jest punkt 5 umowy. zabraniający startów w zawodach, w których biorą udział crossowcy z Republiki Południowej Afryki.

Jak Pan ocenia boguszowianki tor?

Jest jednym z lepszych. Ze względu na dużo miejsca nadaje się doskonale do szkolenia. Można na nim trenować jazdę na krótkich odcinkach poślizgi na zakrętach, jazdę na tylnym kole, a gdy jest mokro — Jazdę w błocie i w koleinach.

Którego z polskich torów Pan nie lubi?

Piaszczystego toru w Poznaniu można na tam zatrzeć silnik..

Czy zostając szkoleniowcem, wprowadził Pan nowe elementy do treningu?

Oparłem się na doświadczeniach czechosłowackich. Wprowadziłem półgodzinne biegi, 5- i 10-mln ulowe sprinty oraz ćwiczenia siłowe. Postawiłem leź na technikę Jazdy, o której zawodnicy mieli nikłe pojęcie. Motocross jest takim sportem. że nic ” wystarczy wyuczyć się niektórych elementów. lecz trzeba je należycie wykorzystać w czasie wyścigu. Te elementy staram się wpajać moim podopiecznym. Zauważani u niektórych młodych zawodników znaczące postępy.

Na kogo kibice najbardziej mogą liczyć?

Na Waligórę, który nie w pełni wykorzystuje posiadane warunki, predyspozycje i talent. Nadzieję rokuje Andrzej Tomiczek i startujący w kl. 50 cm enduro Franciszek Stoszek. Pozostali, gdy dadzą z siebie więcej, też mogą zmieścić Się w ścisłej krajowej czołówce.

Cenią Pana nic tylko za jazdę, ale i przygotowanie motocykla. Czy crossowiec musi być jednocześnie dobrym mechanikiem?

Teoretycznie, jeśli posiada dobry motocykl i mechanika, to nie. Praktyka jest inna. Zauważam że zawodnicy chcieli by tylko jeździć, a nie pracować przy sprzęcie. To błąd.

O ile wiem, umowa pomiędzy Panem a Klubem zawarta została na rok. Co dalej ?

Klub Motorowy wystąpił do władz Svazarmu o jej przedłużenie.

Zobaczymy więc Pana w przyszłym sezonie na torach w Polsce?

Mani taką nadzieję.

Jak długo leszcze zamierza sic Pan ścigać?

Trudno powiedzieć. Jeśli obejdzie się bez kontuzji, to kilka lat. Nie wybieram się na sportową emeryturę

Żyje Pan ze sportu?

Skądże. Prowadzę badania geologiczne w Jednej z ostrawskich kopalń, zjeżdżam nawet pod ziemie. Na treningi w Cieszynie poświęcam czas po pracy zawodowej

Życzę sukcesów na torze, głównie powtórnego zdobycia tytułu mistrzowskiego oraz powodzenia w pracy szkoleniowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *