Mirosław Malec „Docent”

Były takie, choć dość już teraz odległe, czasy, gdy polscy motocykliści startujący w rajdach szosowo-terenowych liczyli się w gronie światowej i europejskiej czołówki, ich nazwiska wymieniano w fachowej prasie. Rajdy Enduro były przez około dwadzieścia lat koronną dyscypliną sportów motorowych uprawianych w kraju nad Wisłą.W latach 1975-1995 były liczne sukcesy w Sześciodniówkach Motocyklowych – łącznie z drużynowym wicemistrzostwem i mistrzostwem świata. Dwukrotnie Polacy zdobyli indywidualne wicemistrzostwo świata. Dwukrotnie mistrzostwo kontynentu i kilka wicemistrzostw w kategorii indywidualnej. Było kilka lokat w pierwszej trójce klas w Mistrzostwach Europy. Sięgano po znakomite lokaty indywidualne i drużynowe w Pucharze Pokoju i Przyjaźni (. Do tego wiele udanych startów w kraju i za granicą.Ówcześni członkowie kadry narodowej mogą wylegitymować się dorobkiem, co się zowie! Siłą sprawczą tych sukcesów ( wymienione wyżej są tylko wierzchołkiem góry lodowej), ale także tytanicznej pracy i morderczych wysiłków wszystkich członków kadry – a bez tego do niczego by nie doszli – był trener-koordynator Mirosław Malec. W środowisku określany był różnie, ale nawet obecnie dawni opozycjoniści przyznają, że był on znakomitym fachowcem, umiejącym mimo swych kontrowersyjności stworzyć znakomity i zgrany zespół. To była paka!

Mirosław Malec urodził się 3 stycznia 1936 roku. Jego ojciec był szwoleżerem, ale syn nie nawiązał do tradycji kawaleryjskich. Wolał konie mechaniczne. Ukończył Liceum/Technikum Samochodowe w Warszawie przy ulicy Hożej. Polska była wówczas ” krajem motocyklowym „, a rajdy, motocrossy, czy wyścigi były dyscyplinami szalenie popularnymi. Mirosław Malec zapragnął zostać zawodnikiem motocyklowym i zgłosił swój akces do klubu zrzeszonego w Lidze Przyjaciół Żołnierza (LPŻ). Był rok 1951. Z reguły w życiu jest tak, że pomiędzy ” chcieć „, a ” móc ” bywają spore rozbieżności… Mirosław Malec, jako adept na zawodnika przez dwa lata zasuwał w warsztacie klubowym, pomagał przy organizacji imprez. W końcu dostrzeżono jego zapał i konsekwencję. Dano mu w worku zestaw luźnych, przypadkowych części z radą, by złożył sobie z tego motocykl. Dla entuzjasty sportu motorowego była to propozycja nie do odrzucenia. To, czego w zestawie brakowało – a było tych elementów niemało! – Wyszperał w różnych rupieciarniach albo dokupił. Miał motocykl!  Dalej już poszło… Było sporo startów na SHL 125, WFM, WSK, Jawie, Zundappie, MZ. Po likwidacji sekcji motocyklowych w LPŻ ( późniejsza Liga Obrony Kraju) przeniósł się do Sekcji Motorowej – jeszcze z przedwojennymi tradycjami! – CWKS Legia Warszawa.

Gdy legioniści stracili zapał do motocyklistów zasilił szeregi Stołecznego Klubu Motorowego. W tamtym czasie dostał się do pracy w Warszawskiej Fabryce Motocykli przy ulicy Mińskiej. Nim dotarł do wymarzonego Działu Sportu musiał przejść wszystkie szczeble produkcyjne WFM, co pozwoliło mu poznać tajemnice produkcji na wylot. Z okresem WFM-kowskim wiąże się temat startów Mirosława Malca i Macieja Piątkowskiego w sporcie na skuterach Osa. Brylowali na tych Osach, które z produkcyjną wersją wspólne miały jedynie nadwozie, w kilku edycjach Six days. W latach sześćdziesiątych panował istny boom na skutery. Przy zachowaniu korzystnych przeliczników – skuter o pojemności 250 był liczony w wynikach jak motocykl klasy 125 – można było pomyśleć o dobrych wynikach. Swoją rolę miała też propaganda ( po dzisiejszemu; reklama) krajowego przemysłu motocyklowego. Ponadto solidne już ze swego założenia produkcyjnego Osy, w porównaniu z Lambrettami czy Vespami pozwalały mierzyć wysoko w Six Days. I tak było! Mirosław Malec skutecznie walczył na Osach na trasach kilku Sześciodniówek Motocyklowych zdobywając kilka medali, w tym parę złotych. Ale – jak to czasem w życiu bywa – bywają sploty okoliczności. Z klasyfikacji Six Days zniknęła kategoria skuterów, a w Polsce zlikwidowano Warszawską Fabrykę Motocykli, a zarazem produkcję skuterów Osa. Zresztą całkiem udanych i szykownych jak na realia czasów Władysława Gomułki.Mirosław Malec OSA Testy TerenoweFoto: Mirosław Malec na Osie przy próbach terenowych


Po raz ostatni Mirosław Malec wystartował w Sześciodniówce Motocyklowej we włoskim Camerino w 1974 roku. Startował w trzynastu edycjach tej imprezy, które wszystkie ukończył! Ma na swoim koncie dziewięć Złotych Medali FIM, Trzy Srebrne i jeden Brązowy. Mirosław Malec zaczął wówczas pracować w Biurze Sportu i Turystyki ZG PZMot. Objął funkcję trenera-koordynatora kadry narodowej w rajdach szosowo-terenowych ( później nazwanych Enduro). W roku 1973 rozpoczął na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego studia magisterskie o specjalności trenerskiej, które ukończył w 1977. W ten sposób Mirosław Malec stał się pierwszym w Polsce trenerem motocyklowym z tytułem magistra AWF. Niejako przy okazji środowisko nazwało go ” Docentem „.mirosław Malec (5)Foto:Mirosław Malec na trasie ISDT 1962 Garmisch Partenkirchen


Może to i trochę złośliwie, ale trzeba przyznać, że ” Docentem ” to on był. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o rajdy Enduro i ich dogłębną znajomość. Zresztą na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dwudziestego wieku z powodu popularności pewnego serialu kryminalnego, oraz lansowanej przez Mirosława Malca fryzury nazwano go ” Kojakiem „. Tyle, że chodziło tu bardziej o znajomość realiów życia, ukochanej dyscypliny i swoich kadrowiczów. Po prostu Mirosława Malca nie dało się przechytrzyć lub oszukać. Znał swoich ludzi lepiej niż oni sami siebie…

A właśnie, ludzie… Gdy Mirosław Malec obejmował kadrę, jej trzon stanowili zawodnicy wychowani w rajdach uniwersalnych. Tymczasem w Mistrzostwach Europy i Sześciodniówkach Motocyklowych ciężar imprez przesunął się na próby szybkości terenowej, choć oczywiście pozostawiono zawodnikom walkę z czasem i trudy trasy okrężnej. Mirosław Malec postanowił sięgnąć po najlepszych motocrossowców. Zawodnicy ci byli obeznani z arkanami szybkiej jazdy w trudnym terenie, dysponowali dużą siłą i odpowiednią kondycją. Należało podszkolić ich w zakresie obowiązujących w rajdach reguł i popracować nad wytrzymałością – wszak dwudniowy rajd to nie dwudziesto paro minutowy wyścig w motocrossie. Mirosławowi Malcowi udało się przekonać do swojej koncepcji Główną Komisję Sportów Motocyklowych i Zarząd PZM. Zdecydowano się na koncentrację sił i środków na rozwój motocyklowych rajdów szosowo-terenowych. Wzbudziło to opór środowisk związanych z motocrossem. Antagonizmy, choć w obu dyscyplinach startowali praktycznie ci sami ludzie, trwały do końca lat osiemdziesiątych. Mimo tej atmosfery Mirosław Malec wzniósł wówczas polskie rajdy Enduro na wyżyny. Za jego czasów były sukcesy i to całkiem wymierne i niepodważalne. Polacy byli uznanymi graczami na scenie rajdów Enduro i nie można o tym zapomnieć. Tamte sukcesy były udziałem dobrych i zdolnych zawodników, ale i niezaprzeczalną zasługą trenera Mirosława Malca.

Bez niego nie było by wspomnianego na początku niniejszych rozważań dorobku. Mirosław Malec miał też niebagatelną rolę w nawiązaniu współpracy z firmą Simson z NRD. Polscy kadrowicze startując, jako zawodnicy fabryczni na tych motocyklach małych pojemności regularnie odnosili sukcesy, zdobywając całkiem pokaźną kolekcję tytułów, medali i pucharów. W wyższych klasach pojemnościowych po epizodycznych związkach z Husqvarną i SWM osiągnięto porozumienie z czechosłowacką firmą Jawa. Choć rajdowe Jawy Polaków odbiegały z reguły poziomem wykonania i wyposażenia od tych przygotowywanych dla zawodników z CSRS, to i na tych motocyklach udawało się coś ugrać. W listopadzie 1989 roku Mirosław Malec objął stanowisko Dyrektora Biura Sportu ZG PZM, ale z rajdami Enduro nie zerwał. Wszedł także do gremiów komisji zajmujących się tą dyscypliną motocyklizmu we władzach FIM i UEM, działając tam z niezłym skutkiem. Przed laty dostanie się do ” Bandy Kojaka ” było marzeniem każdego polskiego motocyklisty parającego się rajdami Enduro. Gwarantowało to prestiż, ale też i ogromną pracę nad sobą i sporo wyrzeczeń, albowiem „ Docent, „ jako doskonały fachowiec uznawał jedynie słuszną metodę twardej ręki. Ale i tak był podziwiany, pomimo krążących na jego temat kontrowersyjnych opinii. Mimo, że już dawno przeszedł na emeryturę nie może się rozstać z rajdowym motocyklem. I jak za dawnych lat, z żoną Alicją na tylnym siodełku, pokonuje w cieplejsze weekendy urokliwe terenowe trasy. Co ciekawe, Mirosław Malec – człowiek, który bez mała całe życie spędził wśród jednośladów – swojego pierwszego motocykla dorobił się dopiero w trzydziestym ósmym roku życia?

TXT. Jarosław Ozdoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *