Kto pomoże tatrzańskiemu? BOGUSŁAW KOPERSKI

Od lat kilku raz w ciągu sezonu powracamy do smutnej sprawy:Rajdu Tatrzańskiego. Jako, że Motorowi z każdym rokiem przybywa czytelników młodszej generacji, dwa słowa przypomnienia, o co chodzi.Rajdem Tatrzańskim

Foto.Zakopane, 27-29 lipca 1962 r. XX Rajd Tatrzański. Uczestnik zawodów na skuterze OSA


Był Rajd Tatrzański kiedyś, przed wielu, niestety, laty jedną ze sztandarowych polskich imprez motocyklowych. Pierwszy rozegrano w 1937 roku i od razu zyskał sobie olbrzymią popularność. Na tatrzańskich trasach wykuwała się tuż po wojnie turmą polskich motocyklistów, którzy jeszcze w 50- tych latach zaliczani byli do europejskiej czołówki. Czymże Rajd Tatrzański zdobył sobie tak wielką popularność w Europie? Ano, swoim charakterem, założeniami regulaminowymi, które czyniły zeń inną niż uznane europejskie imprezy tego typu.

Był to zawsze rajd preferujący stylistów. Mnogość odcinków jazdy stylowej (OJS) czy jak to teraz nazywają — odcinków jazdy obserwowanej (OJO) i niewysokie przeciętne prędkości — to były walory Rajdu Tatrzańskiego.

TO BYŁ RAJD

Znów młodszym dla przypomnienia: w rajdach takich na trasie wytyczano kilkudziesięciometrowe i dłuższe odcinki, które zawodnik powinien przejechać bez zatrzymywania i bez podpierania się nogą. Tu liczył się styl. Każde podparcie, lub zatrzymanie motocykla albo jego przepychanie karane było punktami. Trasy tych odcinków przebiegały terenami w pobliżu Zakopanego: nierzadko były to koryta leśnych rwących potoków, były i trawersy często po skalnym albo podmokłym podłożu, bywały leśne, kamieniste i pnące się stromo do góry łub spadające w dół przecinki leśne. Ach, trzeba było widzieć niegdysiejszych stylistów: Anglików, Włochów, Czechów i naszych wówczas czołowych zawodników jak oni potrafili radzić sobie z motocyklem w terenie, po którym spieszony turysta z ledwością przeczołgałby się na czworakach. Podpierając się nierzadko nosem. A oni wolniutko przejeżdżali te odcinki nie odrywając stóp od motocyklowego podnóżka!RT

Foto:Rajd Tatrzański(eliminacja Mistrzostw Świata)1963 rok, Piotr Ryndak ps.”Peter” członek Kadry Narodowej w Rajdach enduro w latach 60-tych


Na odcinkach takich gromadziły się tysiące widzów, bo któż nie chce zobaczyć jak przejeżdża się po tych wertepach? Na kilka tygodni przed każdym Rajdem Tatrzańskim byliśmy zmuszani telefonami do redakcji i listami do publikowania listy startowej i czasu przejazdu zawodników przez poszczególne odcinki jazdy stylowej. Wielu kibiców tak planowało urlopy, aby w czasie Tatrzańskiego znaleźć się w okolicy Zakopanego i obejrzeć to jedyne tego typu widowisko. A potem za każdym przejazdem zawodnika na mecie odcinka był huragan braw. I dlatego właśnie chętnie czołówka światowa przyjeżdżała na Rajd Tatrzański.

LEPSZE WROGIEM DOBREGO

I nagle wszystko diabli wzięli. Lepsze jest wrogiem dobrego — i to porzekadło sprawdziło się, co do joty na przykładzie Tatrzańskiego. Najpierw zaczęły się niesnaski wśród samych organizatorów. Bywały lata, w których organizacja tej imprezy była bez zarzutu, bywały i takie, w których to i owo kulało. Miast chłodnej analizy błędów dla ich uniknięcia w przyszłości, poszukiwano winnych. Potworzyły się konkurencyjne grupy organizatorów. Każda uważała się za jedyną, niezastąpioną, najbardziej kompetentną. Potem zaczęto ten rajd ulepszać, co wyszło mu oczywiście bokiem. Nie potrafiono, kogo trzeba przekonać, że dwa w roku przedpołudnia, kiedy kilkudziesięciu motocyklistów przejedzie lasami i halami w pobliżu Tatr nie zaszkodzi naturze, bo więcej jej szkodzi codzienna niemal nawałnica niezorganizowanej turystyki, z tranzystorami, butelkami po oranżadzie i puszkami po konserwach. Dość na tym, że Rajd Tatrzański któregoś roku wyzionął ducha. Przestali przyjeżdżać słynni zawodnicy z zagranicy i działaczom ze szczebla centralnego przestało zależeć na pięknej imprezie. Potem nastąpił podział w Mistrzostwach Europy na dwa typy motocyklowych rajdów: szybkościowe i obserwowane; znane wytwórnie motocykli zaczęły konstruować nawet specjalne motocykle do wyczynu w obu typach rajdów. O naszym przemyśle motocyklowym nie ma, co wspominać: nie widzi on po prostu interesu w sporcie, co jest poglądem tak samo oryginalnym jak i unikalnym. Nie miejsce tu jednak na ten temat, wymagający osobnego potraktowania, choć z pewnością wiążący się z upadkiem motocyklizmu w Polsce. Rajd Tatrzański pogrzebano i w swoim czasie na tych łamach wyrażałem opinię, że nie da się go ożywić, że możliwa jest, tylko ekshumacja. Proszę mi wybaczyć te ponure skojarzenia, ale tak to właśnie widziałem.Rajd Tatrzański 1961(eliminacja Mistrzostw Świata )

Foto.Rajd Tatrzański 1961(eliminacja Mistrzostw Świata ) Piotr Ryndak członek kadry Narodowej na RT’61


PRZYWRÓCIĆ TATRZAŃSKIEMU DAWNY BLASK

I oto dzisiaj rysuje się sytuacja korzystniejsza dla Tatrzańskiego. Nie czas jeszcze na odwołanie tego, co wyraziłem nieco wyżej, choć z przyjemnością przyznałbym się już teraz, że tak czarne widzenie przyszłości – tego rajdu było błędem. Po kilku latach sztucznego podtrzymywania Rajdu Tatrzańskiego, który przepędzany, wędrował pomiędzy trasami w okolicach Nowego Targu a trasami koło Zawoi albo Mszany Dolnej, po latach wygnania i egzystencji na uboczu innych wielkich imprez, wydaje się, że zaistniały okoliczności, w których można przywrócić Tatrzańskiemu, choć nieco dawnego blasku. Ostatni Rajd Tatrzański, już XXXI, odbywał się na trasach koło Nowego Targu. Miał być międzynarodowy, ale jeszcze tym razem zagraniczni jeźdźcy nie przyjechali. Zorganizowany został przez grupę fanatyków z nowotarskiego klubu ,,Gorce”, którzy w sekcji motocyklowej na przekór wszystkiemu: brakowi zainteresowania ze strony władz tego sportu, bez właściwego sprzętu, borykają się ze starymi i dziś już wiadomo — fałszywymi poglądami. Zorganizowali oni w tym sezonie Rajd Tatrzański, swoimi założeniami przypominający niegdysiejsze słynne rajdy. Koncepcja trasy opracowana przez wiceprezesa sportowego klubu „Gorce” — byłego motocyklistę Romana Dziubińskiego była ciekawa dla zawodników i atrakcyjna dla widzów. Obsada sędziowska to sami społecznicy, wieloletni działacze, którzy pamiętają dawne Rajdy Tatrzańskie i dla których praca przy jego organizacji to doroczne święto. Brakuje wśród nich młodzieży, ale ta innymi jest zajęta sprawami i dopiero, kiedy zobaczą imprezę na wysoki połysk — może przygarną się do niej.skanuj0014

Foto. Na starcie..


SĄ SZANSE

Rajdowi temu potrzebna jest teraz pomoc, bo po latach bezwładu coś się zaczyna dziać wokół sprawy. Zasługa to ofiarnych działaczy klubu ,,Gorce” w Nowym Targu, choć z pewnością hokej jest tam jeszcze popularniejszy niż motocykle. Dla wszystkich jednak w tym miasteczku znajdzie się miejsce, tak sądzą miejscowi. Konieczne jest większe zainteresowanie rajdem i potrzebami miejscowych działaczy ze strony władz centralnych tego sportu. Na ostatni Rajd Tatrzański wydelegowano z Warszawy jednego tylko działacza, a i to zainteresowaniami skłonnego raczej ku imprezom popularnym, a nie w typie Tatrzańskiego. Ja rozumiem, iż w ostatniej chwili okazało się, że Tatrzański odbędzie się bez udziału zawodników, zagranicznych, ale, panowie działacze, szacunek choćby dla tej imprezy wymagał bardziej reprezentatywnej grupy obserwatorów z Głównej Komisji Motocyklowej ZG PZM. Może wreszcie przekonaliby się panowie, że warto użyć swoich niewątpliwych wpływów na forum Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM), aby nadać tej imprezie znów rangę eliminacji mistrzostw Europy, bo tylko to ożywić może Tatrzański. O organizację można się nie obawiać — w Nowym Targu dadzą sobie radę, przy pomocy oczywiście, kogo trzeba. Klimat dla tej imprezy jest przychylny. Pomogły w tym roku miejscowe władze polityczne, nie zabrakło też w końcu pomocy władz administracyjnych. Brakuje jeszcze zainteresowania w Warszawie i o nią tu apeluję.

I na koniec w kwestii też niebagatelnej. Utarło się mniemanie o szkodliwości rajdów w Tatrach. Przegoniono Rajd Tatrzański z Zakopanego i komuś może wpaść do głowy, że w Nowym Targu też nie należy go organizować. Jest to czysta demagogia. Rozmawiałem w tym roku z kilkunastu turystami, którzy przypadkiem znaleźli się w okolicach trasy rajdu. Byli to ludzie o różnych zawodach i w wieku od lat 17-tu do 60-ciu. Pytałem, czy ich zdaniem dwa dni w roku na kilku trasach podtatrzańskich przeszkadzają im motocykle. Zaprzeczyli kategorycznie. Wszyscy twierdzili, że z przyjemnością przerwali wędrówkę na kilkadziesiąt minut, aby obejrzeć -jak ci młodzi ludzie radzą sobie z motocyklami na trudnej trasie, choć tym razem rajd odbywał się przy słonecznej pogodzie. Dwa dni w roku to żaden uszczerbek dla przyrody i ludzi.

— Proszę spojrzeć ile dymu unosi się nad kotliną zakopiańską i okolicami — powiedział mi profesor z Gliwic, który wędrował z plecakiem w kierunku Turbacza i oglądał ze mną rajd. — Z tym nikt nie próbuje walczyć — mówił — nie rozumiem, komu tu przeszkadzają motocykle dwa dni w roku?!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *