Krasnoludki są na świecie Jelenia Góra 1987 – Jerzy Jaźwiecki

Powoli dobiega końca jedna z największych Imprez rozgrywanych w Polsce — Six Days czyli motocyklowa Sześciodniówka. Dzisiaj zapadną końcowe rozstrzygnięcia. Zanim jednak to nastąpi, zawodnicy wyruszyli do piątego etapu, znów niezwykle trudnego. Niektóre ekipy wystartowały zdziesiątkowane licznymi urazami. Jak poinformował mnie lekarz zawodów w ciągu tych pięciu dni aż 30 zawodników uległo wypadkom, z czego 8 zakończyło się ciężkimi urazami. Wczoraj musiał wycofać się z trasy Francuz Poyard jadący z nr. 98. po karkołomnym upadku zawodnik czuje się jednak dobrze I właściwie nic mu się nie stało, jednak był tak zmęczony, że postanowił już dalej nie jechać.

Do piątej próby wyruszyło 293 zawodników z 411 zgłoszonych na listę startową w pierwszym dniu zawodów. Tradycyjnie już z nr. i jako pierwszy wyruszył na traso Stanisław Olszewski. Tym razem motor zapalił za pierwszym razem, ale zawodnik po przejechaniu regulaminowych 20 metrów stanął, by dokończyć „składanie” osłony – łańcucha. Trwało to aż 8 minut i niestety Olszewski na pierwszym punkcie kontroli czasu zarobił trochę minut karnych. Praktycznie tylko on na tym etapie miał kłopoty z silnikiem. Na próbie motocrossowej spiker zapowiedział nawet, że Olszewski jest na pograniczu zatarcia silnika i nie wiadomo, czy będzie w stanie dojechać do mety. Wszyscy z niepokojem oczekiwaliśmy na punkcie oznaczonym czarno-białą szachownicą (meta) na koniec 5 etapu no i oczywiście na przybycie naszego zawodnika z nr 1. Przyjechał jednak daleko w tyle, zarobił na tym etapie aż 11 min. karnych, ale wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, że w ogóle dojechał. Jak na razie w World Trophy nasza drużyna jedzie w komplecie i chyba (wyniki nieoficjalne) utrzyma S lokatę.

O przetasowaniach w generalnej klasyfikacji zadecydował 4 etap, na którym suchutkie do tej pory trasy po ulewie zamieniły się błotniste rynny, trudne do przebycia. O zmianach i zajmowanych lokatach decydowała także ilość „krasnoludków”. Tak w gwarze motocyklistów zwą się członkowie zespołu serwisowego, którzy na motocyklach i z pełnymi części zamiennych plecakami podążają za swoimi zawodnikami. W ekipach zagranicznych każdy z zawodników ma do dyspozycji na trasie ok. 10 takich właśnie „krasnoludków”, którzy wyrastają nagle, jakby spod ziemi, wtedy akurat kiedy zawodnik potrzebuje pomocy. Niestety nasi reprezentanci i to jest największym paradoksem całej Sześciodniówki, rozgrywanej przecież w naszym kraju są zdani na własne siły. Jedynym, krążącym po trasie „polskim krasnoludkiem” jest trener Mirosław Malec. Jak twierdzą niektórzy o takim stanie rzeczy zadecydował sam szef naszej ekipy — trener Malec. Nie chce mi się osobiście wierzyć w taką teorię, aby trener odmówił, a tak to można nazwać, pomocy naszym zawodnikom w sytuacji, kiedy jak mówi przysłowie „i ściany pomagają gospodarzom”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *