Bogatynia podejmuje rękawicę, czyli V i VI eliminacja Mistrzostw Polski w rajdach Enduro – 1990.06.16.-17. Jarosław Ozdoba

Pierwotnie zawody będące kolejną rundą Mistrzostw Polski w motocyklowych rajdach Enduro sezonu 1990 miały się odbyć w Jeleniej Górze. Jednakże na około sześć tygodni przed planowanym terminem imprezy w Karkonoszach okazało się, że przeprowadzenie zawodów motocyklowych w Kotlinie Jeleniogórskiej jest w tym czasie wykonalne. By ratować kalendarz imprez i honor Dolnego Śląska na apel Głównej Komisji Sportów Motocyklowych odpowiedzieli działacze Sekcji Motorowej KS Turów Zgorzelec proponując, jako alternatywne miejsce zawodów Bogatynię położoną w tak zwanym ” Worku Turoszowskim „.I tak oto urokliwa Bogatynia doznała zaszczytu gościć uczestników serialu Mistrzostw Polski w motocyklowych rajdach szosowo-terenowych. Autorem trasy i prób terenowych – jedna na miejscowym torze motocrossowym, druga na trasie zawodów w lesie – był trener motocyklistów spod znaku Turowa Andrzej Rencz. Trzeba przyznać, że wykombinował on całkiem fajną i wymagające trasę. Były przejazdy przez strumyki, sporo lasu z korzeniami, jazda po dawnych wyrobiskach, błotniste odcinki i kamienisto-szutrowe szlaki. Do tego malownicze, ale wymagające pewnych umiejętności zjazdy i podjazdy. Czasy przejazdu pomiędzy poszczególnymi Punktami Kontroli Przejazdu były policzone tak, że na trudniejszych odcinkach należało jechać rozważnie, a na tych łatwiejszych nieco się sprężyć. W każdym razie przed każdym PKC-em było trochę minut na tankowanie i obsługę motocykla. No chyba, że ktoś zamarudził na trasie i musiał tankować się – kosztem własnego czasu – w strefie poza stolikiem sędziowskim, co było wówczas dozwolone regulaminowo. Wielkim Nieobecnym rajdu w Bogatyni był Jacek Lonka ( GKM Bałtyk Gdynia), który tydzień wcześniej uległ kontuzji podczas startu w eliminacji Mistrzostw Świata w rajdach Enduro w Zschopau – jeszcze w NRD – doznał tam pęknięcia mięśnia ręki…W najliczniejszej klasie 50 w sobotę karty rozdawał Wojciech Brzuśmian ( BKM Bielsko-Biała), który był lepszy od Huberta Dzianoka ( KTM Novi Kielce) i Pawła Więckowskiego ( Kielecki Klub Motorowy).W niedzielę odwet wziął Hubert Dzianok zostawiając za sobą Wojciecha Brzuśmiana. Trzeci był Jarosław Chećko ( Kielecki Klub Motorowy).Klasę 125 w obydwa dni wygrał Wojciech Rencz ( KS Turów Zgorzelec).Foto: Hubert Dzianok z KTM Novi Kielce Simson S 50


W sobotę drugi był Robert Rosiński ( KS Turów), a trzeci Artur Lis ( KTM Novi Kielce). Drugie miejsce w tej klasie w niedzielę zajął Artur Lis, a trzeci był Zbigniew Szczepanek ( Kielecki Klub Motorowy). W klasie Powyżej 125 tradycyjnie w obydwa dni zwyciężył Maciej Wróbel ( BKM Bielsko-Biała), nota bene będący objawieniem tej klasy już w sezonie 1989.

Drugi w sobotę był młodszy z braci Czachorów – Mariusz ( AMK Pałac Młodzieży Warszawa). Trzeci na mecie pierwszego dnia zameldował się Mariusz Błachut ( BKM Bielsko-Biała). Następnego dnia za Maciejem Wróblem finiszowali: Krzysztof Gnacy ( KS Turów Zgorzelec) i Mariusz Czachor. Podobnie jak klubowy kolega z bielskiego BKM Maciej Wróbel, przez dwa dni rządził w klasie 250 Andrzej Tomiczek.Foto: Andrzej Tomiczek BKM Bielsko-Biała Jawa


W sobotę drugi był Tomasz Kodym ( Zagłębie Miedziowe Głogów), a trzeci Piotr Kasperek ( BKM Bielsko-Biała). W niedzielę drugie miejsce zajął Ryszard Augustyn ( Kielecki Klub Motorowy), który w sezonie 1990 powrócił do rajdowej rodziny po prawie dwuletniej absencji spowodowanej operacjami kolana. Ponownie trzeci był Piotr Kasperek. W najpoważniejszej klasie, Powyżej 250, czyli w pięćsetkach obydwa dni padły łupem Ryszarda Gancewskiego reprezentującego barwy KTM Novi Kielce. Na pozycjach 2-3 w obydwa dni było tak samo: Jarosław Pomirski ( GKM Bałtyk Gdynia) i Andrzej Daraż ( KS Turów Zgorzelec).Foto:  Andrzej Daraż KS Turów Boigatynia MP 1990 Bogatynia


Drużynowo w Bogatyni anno 1990 najlepiej wypadła ekipa BKM Bielsko-Biała. Tuż za bielszczanami ulokowali się miejscowi – KS Turów Zgorzelec. Trzecia lokata przypadła KTM Novi Kielce. Organizatorzy rajdu w Bogatyni dumnie sprostali zadaniu. Nikt nie narzekał na jakieś fuszerki organizacyjne, czy zagrywki przy ” zielonym stoliku „. Prawie rok później odbyła się kolejna impreza rajdowa z bazą w Bogatyni. Niestety, jak się okazało – ostatnia… Ale, czy po prawie ćwierćwieczu te tereny nie zasługują na przypomnienie i organizację rajdu Enduro z prawdziwego zdarzenia?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *