70 ISDE Jelenia Góra 1995

Jedną z najważniejszych i najbardziej prestiżowych imprez w światowym sporcie motocyklowym jest bez wątpienia rozgrywana od 1913 roku ( z przerwami na działania wojenne ) Międzynarodowa Sześciodniówka Motocyklowa. Po raz trzeci w swojej historii zawitała ona na ziemie polskie we wrzesniu 1995 roku. Poprzednie polskie edycje Six Days to Zakopane w 1967 i Jelenia Góra w 1987 roku. Trzecia polska Sześciodniówka ponownie bazowała u podnóża Karkonoszy. Początkowo przymierzano się do lokalizacji 70 ISDE w Kielcach, swój akces do przeprowadzenia tej imprezy zgłosiło też Bielsko-Biała. Koniec, końców stanęło na Jeleniej Górze.

Zbigniew Przybyła KTM 250Foto. ISDE Jelenia Góra  Zbigniew Przybyła KTM 300


Przeważyła bliskość stamtąd do Niemiec, Czech, Austrii. Nie bez znaczenia była też istniejąca w tamtych okolicach dobra infrastruktura hotelowa. Warto wspomnieć także o dość dużej tolerancji służb leśnych i ochrony środowiska do przeprowadzenia tak dużej i specyficznej imprezy motocyklowej na tych terenach.

Jubileuszowa 70 Sześciodniówka Motocyklowa odbyła się po raz pierwszy według zmienionego regulaminu. Od tej Six Days w wynikach zespołu liczono pięć z sześciu ( World Trophy ) i trzy z czterech ( Junior Trophy ) najlepszych wyników każdego dnia. W praktyce oznaczało to pożegnanie z zasadą obecności wszystkich członków danego zespołu na starcie i mecie Sześciodniówki. A ponieważ odrzucano najgorszy z wyników, więc bez poważnych konsekwencji można było ukończyć imprezę bez jednego z członków w składzie zespołu.

Trasy jeleniogórskiej International Six Days Enduro z roku 1995 przez prawie półtora roku – na zasadzie powielenia tych z 62 edycji – przygotowywali Mirosław Malec i Ryszard Gancewski. W końcu znali tam każdą ścieżkę, kamień, czy zakręt. Jednakże ze względu na obowiązki jakie miały spłynąć na ów duet w czasie trwania imprezy zdecydowano, że do tego tandemu doszlusuje Zbigniew Banasik. ” Biniol ” w czasie 70 Sześciodniówki Motocyklowej odpowiadał za oznakowanie trasy. On i jego ludzie wywiązali się z tego zadania nad wyraz należycie, aczkolwiek pod koniec imprezy, ujmując się za swoimi ” trasiarzami ” jawnie pokrzywdzonymi w niewypłacaniu im należnych diet, Zbigniew Banasik całkiem realnie zagroził… zrywaniem znaków wytyczających trasę! Ludzie z Biura Zawodów szybko ocenili powagę sytuacji i prawidłowo dogadali się pomiędzy chciwością a rozsądkiem. Team Polska ISDE 1995 (2)Foto: Team Polska ISDE 1995


Polski Związek Motorowy jako jedyna federacja z uczestniczących w 70 Six Days, zakupił motocykle startującym w zespołach seniorów i juniorów swoim zawodnikom. W transakcji dopomógł działający w Austrii polskiego pochodzenia dealer KTM-a Zbigniew Kuchar. Tą drogą nabyto dziesięć motocykli z Mattighofen różnych pojemności w specyfikacji 1996. Malkontenci – jak to zazwyczaj – narzekali, że nie były to topowe wersje Six Days, ale PZMot. jako gestor też dysponował wówczas określoną kwotą pieniędzy i kupiono to, na co najzwyczajniej nas było stać.

Gospodarze wystawili podczas jubileuszowej 70 Sześciodniówki Motocyklowej dwa zespoły narodowe. W szóstce walczącej o World Trophy kraj nad Wisłą reprezentowali: Sebastian Krywult ( BKM/Rafineria Czechowice ); Maciej Wróbel ( Automobilklub Polski Warszawa ) – obaj na KTM 125 EXC; Andrzej Tomiczek ( AMK Tortex Grodków ); Mariusz Czachor ( Automobilklub Polski Warszawa ) – obaj KTM 250 EXC; Zbigniew Przybyła ( AMK Głogów ) – KTM 300 EXC; Jacek Czachor ( Automobilklub Polski Warszawa ) KTM 350 LC4.

Kwartet Polaków walczący w kategorii Junior Trophy stanowili podczas 70 ISDE: Marek Dąbrowski ( Automobilklub Polski Warszawa ); Daniel Chrobak ( BKM/Rafineria Czechowice ); Robert Warchoł ( AMK Głogów ) – wszyscy na KTM 125 EXC, oraz Bartłomiej Bembenik ( BKM/Rafineria Czechowice ) – KTM 250 EXC. Poza kapitanem zespołu Markiem Dąbrowskim, który zaliczał trzeci z rzędu start na Six Days, pozostała trójka debiutowała na trasach Sześciodniówki Motocyklowej. W klasyfikacji indywidualnej z Biało-Czerwonych wystartował jedynie Klaudiusz Bartosik ( BKM/Rafineria Czechowice ) na włoskim TM 125 Enduro zakupionym przez sponsora klubu. Uroczyste otwarcie siedemdziesiątej Sześciodniówki Motocyklowej zorganizowano na terenie Stadionu Miejskiego w Jeleniej Górze. Badanie Techniczne oraz Park Maszyn do inauguracyjnego startu Six Days zlokalizowano na Placu Ratuszowym. Ostatecznie do Parku Zamkniętego przyjęto 364 motocykli. Liczba ta nie wprawiła w zachwyt członków Komitetu Organizacyjnego, którzy już od zarania traktowali International Six Days Enduro jako imprezę dużo bardziej komercyjną niż sportową, co niezbyt pozytywnie rzutowało na przebieg zawodów…

Pierwszy dzień Sześciodniówki rozpoczął się ( i tak już było do końca rajdu ) startem pierwszej trójki zawodników o godzinie ósmej. Inauguracyjne machnięcie flagą startową miało miejsce na jeleniogórskim Placu Ratuszowym. Do pokonania jest dystans dwóch pętli o długości około 150 kilometrów po sudeckich bezdrożach, w trudnym górzystym terenie. Przez całą Six Days motocyklistom miały towarzyszyć leśne szlaki, kamieniste podłoże, błoto, trawa, piasek, mocarne korzenie i poprzeczne belki. Półmetek i metę pierwszego dnia usytuowano na stadionie w Cieplicach, który stanowił Centrum 70 International Six Days Enduro. Zawodnikom, póki co, towarzyszyła piękna słoneczna aura. Na rozmiękłych, pełnych błota leśnych trasach brylował Francuz Stephane Peterhansel jadący dwusuwowym motocyklem Yamaha WR 250.

Oba polskie zespoły dojechały w komplecie i bez większych przygód – aczkolwiek Daniel Chrobak wykazał się chwilowym nieobeznaniem z zegarem i wjechał na jeden z Punktów Kontroli Czasu o cztery minuty za wcześnie. W klasyfikacjach World Trophy i Junior Trophy Polska znalazła się na dziewiątych lokatach. Jak będzie dalej?Maciej Wrobel ISDE 1995

Foto: Maciej Wrobel przy swoim KTM 125 EXC ISDE 1995


Drugi dzień Six Days oznaczał pokonanie dwóch pętli trasy po około 137 kilometrów ze startem, półmetkiem i metą w Cieplicach. Trasa znakowana przez ” trasiarz ” poprzedniego późnego popołudnia i nad ranem stanowi wyzwanie logistyczne dla watahy ” krasnoludków ” próbujących wyczaić trudne fragmenty i dogodne miejsca do kontaktów ze swoimi zawodnikami. Mają zatem utrudnione zadanie. Chcąc towarzyszyć motocyklistom jadącym w Sześciodniówce w newralgicznych punktach, muszą działać ” na nosa „. A ta metoda nie zawsze skutkuje…

Nowa trasa i nowe czasy przejazdu, które dla wielu zawodników okazały się zbyt ” ciasne „. Nasi na całe szczęście nie złapali spóźnień na trasie, czy PKC-ach. Ale jechali z bardzo małymi nadróbkami czasowymi, co powodowało nieco nerwowe sytuacje w strefach serwisowych, gdzie czas jest zazwyczaj bardzo cenny – bez przesady: na wagę złota, a przeważnie zbyt dużo i w nadmiarze go nie ma. Polacy lepiej niż w poniedziałek wypadli na próbach Cross Test ( Wzgórze Cichoń ) i zlokalizowanych w trasie Enduro Testach. Bilans drugiego dnia 70 International Six Days Enduro – oba polskie zespoły znalazły się na dwunastych pozycjach…

Trzeci dzień Sześciodniówki Motocyklowej to start zawodników ze stadionu w Cieplicach celem pokonania dwóch pętli trasy długości circa 142 kilometrów. Był to wyjątkowo pechowy etap dla wszystkich ekip startujących w tej ISDE. Awarie i spóźnienia dotknęły solidarnie każdego. Także i nasi zanotowali chwile goryczy… Polacy w sumie wymienili siedem uszkodzonych opon w motocyklach! Swoisty rekord pecha i rodzinną prawidłowość ustanowili bracia Czachorowie. Jacek dwukrotnie rozerwał na karkonoskich ostrych kamieniach tylną oponę. Mariusz w zbliżonych okolicznościach po dwakroć walczył z wymianą uszkodzonej przedniej gumy. Do kompletu młodszy z braci Czachorów zaliczył efektowne szybowanie w plenerze, czego efektem, poza lekkim poobijaniem zawodnika, było zdefasonowanie klamki przedniego hamulca. Kolejne cenne porcje czasu poszły na straty za sprawą jej wymiany… 

Andrzej Tomiczek, Maciej Wróbel i Sebastian Krywult zaliczyli wywrotki podczas Cross Testu na Wzgórzu Cichoń. Ponad godzinę czekano w polskim punkcie na cieplickim stadionie przy ulicy Lubańskiej na przyjazd Klaudiusza Bartosika. I nie doczekano się. Jego TM uległ uszkodzeniu na trasie, tym samym bielszczanin wypadł z udziału w Six Days… W najbardziej prestiżowej kategorii 70 Sześciodniówki Motocyklowej – World Trophy po trzecim dniu Polska zajmuje trzynaste miejsce. Nieco lepiej jest w klasyfikacji Junior Trophy, polscy motocykliści są tam na dziewiątej pozycji.

Czwartego dnia 70 International Six Days Enduro należało, po starcie z Cieplic trójkami co minutę, przejechać dwa okrążenia około jeleniogórskiej trasy długości circa 151 kilometrów w jednym kółku. Czwarty etap na każdej Sześciodniówce Motocyklowej jest tym, gdzie zaczynają się schody. Po prostu nasilają się problemy wytrzymałościowe i kondycyjne..

Trener naszych kadrowiczów Ryszard Gancewski od początku tej Six Days marzył o… deszczu. Gdyby tak fest popadało, a wszyscy nasi pojechali w błotnej brei i w opadach deszczu tak jak ” Ganc ” za niedawnych ( wówczas jeszcze ) lat, to z pewnością różnice do najlepszych dałoby się jakoś zniwelować. Marzenia mają to do siebie, że czasem się spełniają. Tyle, że nie zawsze akurat tak jakbyśmy sobie tego w danym momencie życzyli. Mawia się o marzeniach spełnionych na opak…

Deszcz tego dnia padał już od rana, a ciężkie chmury spowijały Karkonosze. Jak twierdził Daniel Chrobak – na trasie było strasznie. Wyczerpany do granic zaliczył dziewiętnasto minutowe spóźnienie na mecie dnia. Bartłomiej Bembenik po zamiataniu sobą fragmentu trasy wylądował z uszkodzeniem nadgarstka w jeleniogórskim szpitalu. Mariusz Czachor z bliska zapoznał się z szorstkością kory i twardością pnia drzewa. Jacek Czachor tradycyjnie zmagał się z awarią ogumienia. Marek Dąbrowski walczył dwukrotnie z płynem chłodniczym przedostającym się do cylindra. Taka zabawa na trasie plus wymiana głowicy i o-ringowych uszczelnień na półmetku dnia kosztowała w bilansie etapu pięćdziesiąt pięć minut spóźnienia. Obecność wody w komorze pływakowej gaźnika motocykla z niepokojem zanotował Sebastian Krywult. Czyszczenie gaźnika w padającym deszczu, wymiana świecy zapłonowej, pchanie sprzętu by wreszcie odpalił – oto jeden z kolorytów uprawiania rajdów Enduro… ” Bastek ” na mecie czwartego dnia zjawił się z czterdziestosześcio minutowym opóźnieniem do zakładanego przez organizatorów czasu przejazdu. Miała być okazja do ataku, a tymczasem przyszło zmierzyć się z porażką…img398

Foto. Zbigniew Przybyła na KTM EXC 300


Piąty dzień 70 Six Days, czyli – jedziemy dalej! Do pokonania zawodnicy mają powtórkę z wtorku, a zatem dwie pętle po 137 kilometrów jazdy w terenie. Piąty etap Sześciodniówki Motocyklowej zazwyczaj jest wyzwaniem. Siły i kondycja już niestety nie te co podczas inauguracji imprezy. A i siły psychiczne też z lekka nadszarpnięte…

W piątek zdarzył się incydent, który powinien stanowić wstrząs o sile tornada w najważniejszej klasyfikaci imprezy. Cztery szóste włoskiego zespołu World Trophy – Gian Marco Rossi, Giorgio Grasso, Paolo Fellegara i Tulio Pellegrinelli – ominęło Punkt Kontroli Przejazdu na Stoku Izerskim. Zamiast oznakowanego kamienistego zbocza czwórka Włochów wybrała skrót środowym wariantem trasy z łagodnym podjazdem. Ich przykładem poszło także czterdziestu trzech innych zawodników różnych nacji, w tym Richard Sainct z francuskiego zespołu World Trophy, a także Petteri Silvan z fińskiej ekipy seniorów. Na skróty pojechali także przedstawiciele drużyn juniorów z USA, Włoch, Finlandii oraz Francji.

Cały numer został zarejestrowany na taśmie video i dostarczony wraz z oficjalnym protestem Międzynarodowemu Jury przez stronę polską. Jednakowoż nadzieje o idei Fair Play szybko prysnęły niczym bańka mydlana. Szacowne grono oddaliło protest gospodarzy i anulowało ów dyskusyjny odcinek trasy. Argumentowano tę, co najmniej kontrowersyjną, decyzję rzekomo słabo czytelnym oznakowaniem trasy w tamtym miejscu i poranną mgłą…

1 (25)

U naszych – przygód ciąg dalszy. Motocykl Sebastiana Krywulta z zespołu seniorów definitywnie wyzionął ducha i bielszczanin opuścił szeregi startujących w tej Sześciodniówce Motocyklowej. Mariusz Czachor fatalnie ” poszedł w kozły „, co skutkowało stłuczeniem żeber o kierownicę motocykla i stratą trzydziestu dwóch minut. W KTM-ie Jacka Czachora oderwała się część magnesów w kole zamachowym iskrownika. Przy próbie uruchomienia przed Punktem Kontroli Czasu okazało się, że silnik stoi ” na Dębowo „! Po wydmuchaniu prądnicy sprężonym powietrzem udało się uruchomić zespół napędowy. Była też przygoda z pękniętym króćcem przewodu chłodzenia w głowicy silnika. Wiedziony chyba tajemnym instynktem pojawił się w pobliżu Zbigniew Banasik. ” Biniol ” wpadł na genialny pomysł, by ów pęknięty króciec doraźnie zastąpić fragmentem lejka do paliwa. Prowizorka okazała się skuteczna! Przy okazji na kolejnym PKC-u należało dokonać wymiany iskrownika – oczywiście kosztem czasu przeznaczonego na jazdę… Dwadzieścia pięć minut ” do tyłu „! Biorąc pod uwagę panujące warunki pogodowo-terenowe, zmęczenie i stres, Jacek Czachor wykazał się wówczas naprawdę heroiczną postawą wobec tych przygód nie tracąc hartu ducha.

Szósty dzień International Six Days Enduro to etap już nieco ulgowy. Zawodnicy mieli za zadanie przejechać odcinek dojazdowy, który wynosił około sześćdziesięciu dziewięciu kilometrów i po godzinnej przerwie rozegrać finałowy motocross w klasach podzielonych na grupy. Jest to najbardziej widowiskowy element Sześciodniówki Motocyklowej, oblegany przez publiczność. Zawodnicy startują w jednej linii po opadnięciu bramek maszyny startowej i rywalizują na terenowej trasie przez wyznaczony czasem dystans. Kto umie być szybszym od konkurentów – ten lepszy!

Na imprezie zwanej Six Days przyjaciel pech ma zwyczaj dotrzymywać towarzystwa motocyklistom do ostatniej chwili trwania imprezy. To też stanowi urok i jakąś magię sześciodniówki Motocyklowej.

Mariusz Czachor w trakcie dojazdówki nadział się na leśnym dukcie na ostry metalowy hak rozrywając nową tylną oponę. Złapał dziewiętnaście minut spóźnienia na końcowym Punkcie Kontroli Przejazdu. Niejako przy okazji młodszy z braci Czachorów ustanowił swój prywatny rekord pecha na International Six Days Enduro – był to jego już piąty ” kapeć ” podczas siedemdziesiątej edycji tej imprezy.

Finałowe gonitwy motocyklistów, którzy dotrwali do końca siedemdziesiątej Sześciodniówki Motocyklowej zlokalizowano na zboczu Wzgórza Cichoń w pobliżu Siedlęcina. Publiczność miała do obejrzenia siedem wyścigów. W klasie 125 Maciej Wróbel po zablokowaniu przez rywali w ciasnym zakręcie dojechał na trzynastym miejscu. W rywalizacji drugiej grupy tej klasy dziewiąty był Marek Dąbrowski. Daniel Chrobak był siedemnasty, a Robert Warchoł dwudziesty pierwszy.

W pierwszej grupie klasy Powyżej 175 triumfował legendarny Stephan Peterhansel. Dwudziesta druga lokata przypadła Zbigniewowi Przybyle. Pojedynek drugiej grupy tej klasy to sukces Andrzeja Tomiczka – był trzeci! Na dwunastej pozycji w trzeciej grupie zameldował się Mariusz Czachor.

Jacek Czachor, jak zazwyczaj dzielny, pomimo małych kłopotów po starcie wywindował się na dziewiętnaste miejsce w wyścigu klasy 4T 350.

W 70 Sześciodniówce Motocyklowej oba polskie zespoły narodowe zajęły solidarnie dwunaste (!) miejsca w klasyfikacjach World Trophy i Junior Trophy. Nie da się ukryć, że była to dla nas Sześciodniówka Rozczarowań…

Trener i ” Dobry Duch ” naszych kadrowiczów, który przeżył na wielu Sześciodniówkach Motocyklowych niejedną ” Bitwę pod Grunwaldem „, czyli Ryszard Gancewski długo zastanawiał się nad przyczynami porażki. Sam tych zawodników wybrał, były zgrupowania kadry, znali trasę i wszystkie miejsca w jej pobliżu, byli to naprawdę dobrzy motocykliści, z charakterem. Ale w czasie imprezy w Karkonoszach jakby uszło z nich powietrze… Stali się czasem niemrawi, momentami mogło się wydawać, że rajd ich przerasta. Gdzieś zapodziała się siła psychiczna, polska zadziorność i wytrzymałość na trudy Sześciodniówki Motocyklowej… Sami zawodnicy też podnosili argumenty, że mieli zbyt mało okazji do konfrontacji ze światową czołówką w serialu Indywidualnych Mistrzostw Świata w rajdach Enduro.

Jubileuszowa Sześciodniówka Motocyklowa była w miarę sprawnie zorganizowana i przeprowadzona, oferowała startującym malownicze i wymagające trasy. Pewnym ( a rzucającym się w oczy ) minusem, było dążenie organizatorów 70 International Six Days Enduro do osiągnięcia maksymalnych zysków przy możliwie minimalnych nakładach. Zapomniano może, że ” Motocyklowa Olimpiada ” jest jednak, a może głównie bardziej imprezą sportową niż komercyjną…

TXT. Jarosław Ozdoba

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *