66 ISDE Povazska Bystrica 1991

Wbrew różnym – z reguły po imprezowym – opiniom głoszonym tu i ówdzie, każda Sześciodniówka Motocyklowa ma w sobie posmak wielkiej niewiadomej, praktycznie nikt tu nie jest pewny swego do końca imprezy. Dramaturgii, niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji nie brakuje podczas tych długich sześciu dni.Wojciech Rencz Simson 80 ISDE 91Foto.Wojciech Rencz Simson 80 WKH


Ale na tym chyba polega, jak żadnej innej imprezy, urok International Six Days Enduro. Równo dwadzieścia lat temu na terenie ówczesnej Czecho-Słowacji od drugiego do siódmego września 1991 roku spotkali się uczestnicy 66 ISDE z bazą w Povazskiej Bystricy.

Swoją drogą, dla wielbicieli satanizmu, numerologii, a także symboliki nie brakowało przesłanek – trzy szóstki w nazwie! Polski Związek Motorowy zdecydował się na wystawienie dziesiątki swoich zawodników w dwóch najważniejszych klasyfikacjach imprezy: World Trophy i Silver Vase ( była to jedyna edycja Sześciodniówki od roku 1985, gdy przywrócono w kategorii juniorów tradycyjną, historyczną nazwę trofeum ) Ciekawostkę w kwestii sprzętowej stanowiło zawierzenie po raz ostatni zasłużonej niewątpliwie dla PZMotu marce w Enduro, jaką był Simson.

Na tle konkurencji już przestarzałych rajdówek rodem z Suhl – dosiedli: Wojciech Rencz ( KM Turów Bogatynia ); Mariusz Czachor ( AMK Pałac Młodzieży Warszawa ); brat Mariusza Jacek Czachor i Bogdan Warchoł z Zagłebia Miedziowego Głogów. Dwaj pierwsi startowali w klasie osiemdziesiąt, a starszy z braci Czachorów i ” BobekWarchoł jechali w klasie 125.Simson oprócz motocykli zapewnił pełny serwis podczas imprezy, części zamienne do swoich jednośladów – ogumienie było w gestii PZM – i ” Krasnoludków „: Stefana Mauresbergera i Ewalda Schneiderwinda, którzy wspólnie ze Zbigniewem Banasikiem – służył dobrą radą i pomocą także kierowcom TM-ów – asekurowali użytkowników maszyn made in Suhl.Maciej Wróbel TM 80

Foto.Nr.4 Maciej Wróbel TM 80 nr.5 GasGas EC 80 Jaroslav Beran CSSR


Andrzej Tomiczek, Maciej Wróbel ( obaj BKM Bielsko-Biała ), a także Wiktor Iwański ( Zagłębie Miedziowe Głogów ) używający kupionych w Pesaro przez federację TM 80 Enduro, asekurowani byli przez trenera kadry Krzysztofa Sewina. Kadrowi Rutyniarze, czyli Ryszard Augustyn ( Kielecki Klub Motorowy ) – jedyny rodak w klasie 250; Zbigniew Przybyła ( WKM Wschowa ) w klasie 500 i powracający na motocykl po ciężkiej kontuzji na lipcowym motocrossie w Strykowie Ryszard Gancewski ( KTM Novi Kielce ), który także zasilił skład klasy w pięćsetkach używali zakupionych okazyjnie w fabryce w Varese Husqvarn WR 250 i 260 obywając się bez asekurantów Obawiano się przesławnych słowackich podjazdów, trudnych i wymagających górskich tras, i co tu ukrywać – deszczu…Wszak poprzednie edycje Six Days jakie miały miejsce w okolicach Povazskiej Bystricy ( niegdysiejszym posiadaczom motorowerów Jawa 50 typ 23A Mustang nazwa miasta będzie znajoma – tam wytwarzano te sprzęty ) słynęły z wysokiego stopnia trudności. W roku 1982 ani jeden zespół World Trophy nie dojechał w komplecie do mety, bardzo trudno było też w 1977.

Czachor (PL).

Foto.Mariusz Czachor Simson WKH


Czachor (PL)

Foto. Jacek Czachor


Iwanski (PL)

Foto Wiktor Iwanski Moto TM 80


Tomiczek (PL)
Foto.Maciej Wróbel Moto TM 80


Ale – od czego słynny polski optymizm? Damy radę! Jednakże pierwszy dzień 66 ISDE wprowadził, co by nie mówić, spory popłoch w polskich szeregach. Połowa naszych startowała w osiemdziesiątkach z niskimi numerami startowymi ( 3 – Iwański; 4 – Wróbel; 6 – Tomiczek; 8 – M. Czachor i 9 – Rencz ), co oznaczało przecieranie szlaku i jazdę po nader mokrej trawie i śliskiej glinie na próbach. Zawilgocona po nocnym deszczu i przedświtowej mżawce nawierzchnia przesychała dopiero po przejeździe czołówki z zespołów narodowych. Stąd druzgocąco lepsze czasy zawodników z zespołów klubowych i startujących indywidualnie, gdzie Polacy nie byli obecni. Do tego pech czaił się na Wojciecha Rencza.

12107936_832565776858080_7827758250854772164_n

Foto. z nr.3 Wiktor Iwanski Moto TM nr.4 Maciej Wróbel Moto TM , nr.8 Mariusz Czachor Simson WKH 80 z prawej Ryszard Gancewski Husqvarna WR 500 i tyłem Zbigniew Przybyła KTM 500


Jego Simson 80 WKH nie odpalił w regulaminowym czasie ( znana to przed laty przypadłość tych motocykli, które lubiły kaprysić przy rozruchu zimnego silnika ) Stąd już na starcie imprezy 60 karnych punktów trafiło na konto wrocławianina. A potem już na trasie należało podjąć walkę z defektem skrzyni biegów. Jak już się wali to na całego! Przydała się obecność doświadczonego Stefana Mauresbergera i jego fachowe uwagi przy składaniu pechowej przekładni. Niemiecki ” Krasnal ” użyczył też pokrywy sprzęgła od swojego Simsona. Niestety, spóźnienia w liczbie 47 minut nie dało się już zredukować… Wiktor Iwański zaliczył ostre ” pójście w kozły „, dobrze że skończyło się głównie na strachu i lekkim potłuczeniu przedramienia. A wróbelki krakały o złamaniu…

Po pierwszym dniu rywalizacji 66 ISDE polscy seniorzy dotarli na metę w komplecie, a w stawce ekip walczących o World Trophy uplasowali się na miejscu dziewiątym. Juniorzy także w komplecie zakończyli dzień lokując się na ósmym miejscu w Srebrnej Wazie. A jak było dalej?

Drugi dzień 66 ISDE odbył się bez większych sensacji i emocji w kręgach polskich zespołów narodowych, aczkolwiek Simsony Jacka Czachora i Wojciecha Rencza znów z niechęcią podejmowały pracę o poranku. Na całe szczęście silniki obu motocykli ” zagrały ” tuż przed upływem swojej minuty przeznaczonej na start i można było ruszać w trasę Sześciodniówki. Powtórka z pierwszego dnia przyniosła mocno ponad normę wybitą trasę i wyślizgane, pełne korzeni podjazdy w lasach. Wśród naszych znów było sporo, na szczęście nieszkodliwych, upadków w błotnistej mazi i trochę przygód w plenerze. Ale wyniki na koniec dnia były całkiem, całkiem…Oba zespoły ulokowały się na siódmych pozycjach w swoich kategoriach.

Dzień trzeci słowackiej Six Days w 1991 roku był dla Polaków dość nerwowy.Na jednym z leśnych skrzyżowań Andrzej Tomiczek ( aktualny wtedy wicemistrz świata w klasie 80 ) i Maciej Wróbel zobaczyli strzałkę wytyczającą kierunek skierowaną do… nieba. Wybrana ” na nosa ” droga okazała się niewłaściwą… Nerwy i około dziesięciominutowa strata na Punkcie Kontroli Czasu – oto bilans zabawy dowcipnisiów. Protestu Jury nie uwzględniło. Do tego doszły niemal seryjne awarie ogumienia ( wtedy jeszcze dętkowego – dla ścisłości ).Warchol (PL)

Foto.Bogdan Warchoł Simson WKH


Prawie wszyscy polscy rajdowcy walczyli z łyżkami do ogumienia i oporną gumą nerwowo patrząc na zegar. Jak by tego wszystkiego było mało, kolejne 60 punktów doliczyli do karnego konta juniorzy z zespołu Srebrnej Wazy. Simson 80 WKH Wojciecha Rencza znów uparcie milczał jak zaklęty podczas próby rozruchu. Za to niespodzianką dużego kalibru było przesunięcie się na trzecie miejsce w klasyfikacji zespołu juniorów. Tylko jak utrzymać ” pudło ” do końca Sześciodniówki?

Czwarty dzień ISDE w Povazskiej Bystricy przyniósł kontrolowane uspokojenie w polskich zespołach. Rutyniarze ( Wróbel, Tomiczek, J. Czachor, Warchoł, Augustyn, Przybyła i Gancewski ) jechali sprawnie i na tyle jak rozum i możliwości sprzętu pozwalały, kontrolując sytuację. Pozostali, czyli młodzież dzielnie próbowali trzymać fason, walcząc o lepsze pozycje lub starając się utrzymać dotychczasowy dorobek.

No i zachować lokatę w pierwszej trójce Srebrnej Wazy… Nie obyło się jednak bez kilku nieco nerwowych sytuacji. Andrzej Tomiczek z lekka rozbił, a właściwie potłukł prawy bark.  efektownie szybował w plenerze doznając bliskiej konfrontacji z gruntem. W sumie w Enduro takie rzeczy to nie pierwszyzna. Nie było najgorzej: zgięła się jedynie chłodnica i połamała plastikowa osłona. Butelka wody na ewentualne dolewki schowana za pazuchę i w drogę! Inna sprawa, że nie takie remonty przeprowadzało się w warunkach polowych i było dobrze. Po czwartym dniu 66 Sześciodniówki Motocyklowej Polacy nadal na miejscu ósmym w World Trophy. Dzielni Biało-Czerwoni juniorzy utrzymali trzecie miejsce w Silver Vase. Ale do końca Six days były jeszcze dwa długie dni…

Piąty dzień Sześciodniówki z reguły bywa dniem prawdy. Tu każdy walczy o przetrwanie i utrzymanie wyniku, lub ewentualny awans. W kościach i mięśniach aż za dobrze czuć trudy i przebyte kilometry trasy, no i oddech rywali czekających tylko na najdrobniejsze potknięcie. A kondycja też nie bywa taka sama jak na początku imprezy… Debiutant w ISDE Wiktor Iwański po raz kolejny dotkliwie się potłukł poświęcając w hołdzie Six Days tym razem lewą górną kończynę. Prawie, że zrezygnowany z udziału w tej zabawie o mały figiel nie utopiłby swojego TM-a w brei na trasie. Pomogły reprymendy ( i to ostre! ) oraz pomoc Wojciecha Rencza i Mariusza Czachora. Poddawać się niemalże na finiszu Sześciodniówki i to w sytuacji, gdy drużyna jedzie na podium?! Czy to nie wstyd?I co powiecie? Pomogło jak ręką odjął! Przygodę o większej niewątpliwie sile rażenia przeżył jeden z naszych faworytów w World Trophy Maciej Wróbel. W tym przypadku, po wywrotce na kamienistym dukcie, jego prawa stopa uległa zakleszczeniu pomiędzy podnóżkiem, silnikiem, a przydrożnym kamieniem. Prześwietlenie – już w kraju – wykazało, że śródstopie uległo pęknięciu. Mimo tej kontuzji, przy dużej aplikacji środków przeciwbólowych ( lekarz naszej ekipy dr Jacek Kwarecki ordynował swoim podopiecznym takowe praktycznie każdego dnia ) i pożyczeniu od Ryszarda Augustyna motocyklowego, o dwa numery większego, buta, gdyż nie było mowy aby zdołał założyć swój na opuchniętą stopę, Maciej Wróbel zdecydował się do startu w ostatnim dniu słowackiej Sześciodniówki. Szóstego dnia, jak to na każdej Six Days od 1977 roku, uczestników czekała jedynie około osiemdziesięcio kilometrowa pętla dojazdowa do Sverepeca i wieńczący imprezę finałowy motocross, czyli wyścig ze wspólnego startu w klasach podzielonych na grupy.423121_294037007334959_1577805921_n

Foto.nr.4 Maciej Wróbel Moto Tm 80 oraz Mariusz Czachor Simson WKH


424798_294037134001613_1318432061_n

Foto.Mirosław Malec oraz z nr.77 Bogdan Warchoł Simson WKH


Do motocrossu przewidziano tor wielokrotnie goszczący uczestników Mistrzostw Świata w tej dyscyplinie z planowanymi na rok 1992 gonitwami ówczesnych najlepszych crossowców klasy 500. Jednakże licznie przybyła publiczność ( nasi południowi sąsiedzi kochają przecież terenowe sporty motorowe ) oglądała jedynie wyścig w klasie 80, najmniej liczebnie obsadzonej. Tutaj rywali rozgromił, zaczynający przecież swoją życiową przygodę z motocyklizmem od motocrossu w KM Cieszyn właśnie, Andrzej Tomiczek. Cieszynianin prowadził stawkę od opadnięcia maszyny startowej do mety! Mocno kontuzjowany, o czym wcześniej była mowa, Maciej Wróbel przez prawie cały dystans utrzymywał drugą lokatę, by w wyniku upadku na jednym z prawych zakrętów, kiedy do mety zostały ledwie dwa okrążenia, spaść na miejsce trzecie. Wyścig osiemdziesiątek był pierwszym i ostatnim z rozegranych na tej Sześciodniówce. Zawodnicy z klasy 125 zastrajkowali po okrążeniu zapoznawczym z powodu kosmicznej ilości unoszącego się w powietrzu żółtego pyłu, który ograniczał widoczność niemalże do zera. To samo twierdzili zawodnicy z pozostałych klas odmawiając jazdy w tumanach kurzu. Co prawda gonitwie w obłokach piasku nie mieli nic przeciwko Francuzi ( Stephane Peterhansel, Gilles Lalay, Thierry Magnaldi i Marc Morales ), ale stanowili oni przecież pierwszą czwórkę w Rajdzie Paryż-Dakar w roku 1991.12670393_575539302604255_1269201403425957788_nFoto.Ryszard Gancewski (#319)  Zbigniew Przybyła (#311)  Ryszard Augustyn (194)


Akurat dla nich wyścigi w burzy piaskowej to nic nowego. Jednakże większość uczestników 66 ISDE nie miała ochoty na motocross przy zerowej widoczności. Organizatorzy obiecywali przyjazd polewaczek mających zrosić tor, droczyli się przez dłuższy czas ze strajkującymi zawodnikami, by wreszcie podjąć decyzję o niezaliczaniu motocrossu w klasach powyżej 80 do końcowych rezultatów Sześciodniówki. Jednakże odbyły się pokazowe, pozakonkursowe wyścigi na skróconym dystansie dla wszystkich chętnych chcących tak zakończyć tamtą Six Days. Wyścigi te były też szansą, aby pozwolić zachować twarz organizatorom, a widzom zrekompensować rozczarowanie za wydane na bilety pieniądze. World Trophy 66 Sześciodniówki Motocyklowej zdobyli Szwedzi, wyprzedzając szóstki Niemiec i Francji. W Srebrnej Wazie, czyli w gronie juniorów najlepsi okazali się ” Kowboje ” z USA.

Za czwórką Amerykanów wylądowali Holendrzy. Ale na trzecim stopniu podium w tej kategorii stanęli Polacy! Wojciech Rencz, Wiktor Iwański, Mariusz Czachor i Bogdan Warchoł jako zespól wywalczyli w klasyfikacji juniorów najlepszą lokatę od 1978 roku. Nic nie ujmując naszemu zespołowi seniorów, który przed dwudziestu laty zdobył szóste miejsce w World Trophy, największy polski sukces na tej imprezie odnieśli juniorzy – z trzema debiutantami w składzie! Młodzież pokazała, że umie walczyć bez kompleksów i trzymać fason do końca tak wymagającej imprezy jaką jest Sześciodniówka Motocyklowa. Tak przy okazji, to chyba nikt wtedy nie liczył na t a k i wynik juniorów, w dodatku jadących w trzech czwartych składu na mało już nowoczesnych, a zatem i mało konkurencyjnych Simsonach, z czego również trzech na czterech dopiero od tej imprezy poznało prawdziwy smak Six Days. Nic dziwnego, że w sobotnie popołudnie i wieczór w polskim obozie na kempingu Maniska Tiesnava nieopodal Povazskiej Bystricy szampan tryskał gęsto i wysoko. Nadrabiali miną jedynie Stefan Mauresberger i Ewald Schneiderwind, którzy po raz ostatni pakowali do ciężarówki swoje Simsony po Sześciodniówce. Dla nich i fabryki w Suhl era świetności na ISDE przeszła do historii…

TXT .Jarosław Ozdoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *