62 International Six Days Enduro Jelenia Góra 1987

Po raz pierwszy organizację Sześciodniówki przyznano Polsce na czterdziestą drugą edycję imprezy w roku 1967 z bazą w Zakopanem. A potem… Było długie dwadzieścia lat przerwy w organizacji Six Days w kraju nad Wisłą. Jednakże po zdobyciu przez nasz zespół seniorów ( Stanisław Olszewski, Zbigniew Kłujszo, Zbigniew Przybyła, Ryszard Gancewski, Ryszard Augustyn, Krzysztof Serwin) wicemistrzostwa świata podczas 59 Six Days w Assen w roku 1984 rozbłysło światełko w tunelu

Ową iskierkę skutecznie rozniecili nasi ” motorowi dyplomaci ” w najważniejszych gremiach FIM. Skutkiem, czego jesienny kongres tej organizacji z 1984 roku przyznał Polsce prawo organizacji 62 International Six Days Enduro w roku 1987. PZMot. Zorganizował coś w rodzaju konkursu na przeprowadzenie Sześciodniówki pomiędzy Kielcami i Jelenią Górą. W tej rywalizacji lepiej wypadła Kotlina Jeleniogórska. Tym razem przeważyły względy… Polityczne, a konkretnie zalecenia z odpowiedniego wydziału KC PZPR. Stwierdzono, że impreza powinna się odbyć na Ziemiach Zachodnich, gdyż doskonała to okazja zaprezentowania dbałości PRL o Ziemie Odzyskane. Takie to były ciekawe czasy!

Termin 62 ISDE wyznaczono na 21-26 września 1987 roku. Zainteresowanie polską Sześciodniówką było bardzo duże. Wstępnie zgłoszono 426 zawodników z dwudziestu czterech krajów. Do tego dochodzili członkowie ekip, obsługa, kibice. Oprócz zawodników europejskich zanotowano akces rajdowców z USA, Kanady, Meksyku, Peru, Japonii i Australii. Na miesiąc przed startem 62 Six Days odbyła się w Jeleniej Górze VII i VIII eliminacja Mistrzostw Polski w rajdach Enduro.

Na rajdzie tym pojawiła się prawie cała czołówka zawodników z NRD ( oprócz chorego Jensa Thaellmana). Tyle, że trasa jeleniogórskiej rundy krajowych mistrzostw nie pokrywała się nawet na odcinku jednego metra z Sześciodniówką, o czym informował stosowny komunikat w Biurze Zawodów. Po 6 Motocyklowym Rajdzie Dolnośląskim ogłoszono składy polskich zespołów na 62 Sześciodniówkę Motocyklową. Nie obyło się bez kilku roszad w klasach ( Augustyn, Przybyła, Gancewski) oraz zaskakującej nominacji do zespołu Krzysztofa Serwina, niewidzianego na trasach Six Days od sześćdziesiątej edycji w 1985 roku, a zatem od dwóch lat. Tyle samo nie startował w rajdach wraz z kadrowiczami Mirosława Malca, koncentrując się na motocrossie. A zatem nieoczekiwany come back!

six days 87 gancewski

Z nr.25 Ryszard Gancewski na Simsonie GS 125 WKH


W jeleniogórskiej Sześciodniówce wystartowało szesnastu Polaków. Do zespołu World Trophy weszli: Piotr Kasperek ( BKM Bielsko-Biała); Ryszard Augustyn ( Kielecki Klub Motorowy) – obaj na Simsonach GS 80 WKH; Ryszard Gancewski ( GAMK Budowlani Gdańsk) – Simson GS 125 WKH; Zbigniew Przybyła ( Zagłębie Miedziowe Głogów); Krzysztof Serwin ( GAMK Budowlani) – obaj na Jawach Enduro 250 VVZ; Zbigniew Groth ( GAMK Budowlani) – Jawa Enduro 500 VVZ. Po raz pierwszy od wprowadzenia w 1985 roku kategorii Junior Trophy wysłaliśmy do boju naszą juniorską czwórkę. W jej składzie znaleźli się: Jacek Czachor ( AMK Pałac Młodzieży Warszawa); Paweł Pietrzak ( SKM Szarak Sochaczew); Jarosław Pomirski ( GAMK Budowlani) – wszyscy na Jawach Enduro 250 VVZ; Jacek Lonka ( SKS Wrzos Września) – Jawa Enduro 500 VVZ. Kadrę uzupełniały dwa zespoły klubowe pod szyldem federacji. PZM I – Andrzej Tomiczek ( BKM Bielsko-Biała); Tomasz Kodym ( SKM Szarak Sochaczew) – obaj na KTM 125 EXC; Zbigniew Banasik ( Korona Kielce) – Jawa Enduro 250 VVZ. PZM II – Bogdan Warchoł ( WKM Sparta Wrocław); Mirosław Kulik ( BKM Bielsko-Biała) – obaj na KTM 125 EXC; Krzysztof Tobiasz ( BKM Bielsko-Biała) – Jawa Enduro 250 VVZ.

Na dosłownie kilka dni przed startem Sześciodniówki doszło w polskim zespole do niemałego wstrząsu. Podczas relaksacyjnego zajęcia, jakim jest dla motocyklisty gra w piłkę, nasz faworyt w osiemdziesiątkach Piotr Kasperek doznał poważnej kontuzji łękotki. Efekt: koniec marzeń o starcie w polskiej ISDE, zakucie w gips, perspektywa operacji i złość na samego siebie, że tak głupio się skończyło, nim naprawdę się zaczęło. Pozostała jedynie rola kuśtykającego kibica… W tej sytuacji, ratując zespół World Trophy przed zdekompletowaniem, miejsce Piotra Kasperka na Simsonie z numerem startowym 1 zajął Stanisław Olszewski ( OKS Stomil Olsztyn). Ostatni rok, jako kierownik trasy poświęcił organizacji Six Days, ale w tej podbramkowej sytuacji bez wahania zdecydował się wspomóc nasz zespół World Trophy

Pierwszy dzień Sześciodniówki

w Kotlinie Jeleniogórskiej oznakowany jest strzałkami i kółeczkami koloru czerwonego. Co z dzisiejszego punktu widzenia wydawać się może ciekawostką, to trasę znakowano poprzedniego dnia pod wieczór i rano o świcie? Taką samą metodę stosowano przy palikowaniu i otaśmowywaniu prób. Co prawda po okolicy kręciły się watahy ” krasnoludków ” na motocyklach próbując rozszyfrować trasę, ale na niezbyt wiele to się zdało?.. Choć pogoda jest bardzo ładna, a trasa przejezdna, zaserwowano zawodnikom wariant czasowy ” B ” pozwalający na spokojne pokonywanie odcinków i dość długie postoje na PKC. Ale nie wszyscy biorą to sobie do serca, zdarzają się złamania kończyn, lądowania na drzewach. Największym pechowcem dnia i, jak na razie, całej imprezy jest Włoch Pier Franco Muraglia. Po pokonaniu siedmiuset dwudziestu metrów (!) Trasy przewraca się i łamie obojczyk. Co ciekawe – miał przydzielony numer startowy?.. 13! Do pokonania jest około 146,5 kilometra w jednym z dwóch okrążeń z trzema próbami szybkości terenowej, siedmioma Punktami Kontroli Czasu na okrążeniu. Polacy jadą równo i raczej zachowawczo ( wiadomo – pierwszy dzień!). Podczas próby zlokalizowanej na Wzgórzu Cichoń na łące błysnęli: Zbigniew Banasik, Jacek Lonka i Zbigniew Przybyła. Pozostali mieścili się w średniej swoich klas. Pod koniec pierwszej pętli Paweł Pietrzak zauważył na PKC pęknięte ogniwka łańcucha napędowego. Udało się awaryjnie uzyskać ten element od Czechosłowaków. Ale z taką samą usterką na tym PKC pojawili się Jarosław Pomirski, Jacek Lonka i Zbigniew Groth. Zorganizowano wymianę pechowych łańcuchów pomiędzy pierwszą a druga pętlą na stadionie w Cieplicach. Łańcuchy nie pękają nikomu poza Polakami. Fatum? Metę dnia polscy motocykliści osiągnęli w komplecie. Drobne spóźnienia zaliczyli: Bogdan Warchoł, Krzysztof Tobiasz, Jarosław Pomirski i Mirosław Kulik.Jawa 500 Kezysztof

Foto.Krzysztof Serwin Jawa 500


Drugi dzień  Sześciodniówki

Motocyklowej znakowany jest na niebiesko. Trasę i próby znów oznakowano po cichu. Trasa ta sama, co wczoraj, ale prowadzi w drugą stronę. Dzięki temu próba terenowa w Świeradowie zyskuje nowy wymiar. Zawodnicy muszą po skosie pokonać łańcuch górski, a następnie po piargu wzmacnianym mocarnymi belkami wspiąć się na szczyt. Spadło tam kilka łańcuchów, chrupały skrzynie biegów, a opony poprzecinały belki niczym piła tarczowa. Doszło też do małej pomyłki taktycznej. Słoneczko operowało w granicach bliskich trzydziestu stopniom Celsjusza, a obowiązywały… Czasy ” B „! Było też groźnie. Na trasie tak zwanej tajnej próby szybkości terenowej prowadzącej przez las w labiryncie zjazdów i podjazdów, wytyczonej w wąskim szpalerze drzew i bogatej w agrafki zakrętów, okraszonej kamieniami i korzeniami pech upomniał się o jednego z asów ekipy Czechosłowacji, Bohumila Posledniego. Wykonał on efektowne salto przez kierownicę, coś trzasnęło w układzie kostnym lewego przedramienia. Siły woli i tej fizycznej starczyło do mety owej feralnej próby. A stamtąd już jazda karetką do szpitala, gdzie zdiagnozowano złamanie kości przedramienia… Stratę poniósł nasz zespół PZM II. W KTM-ie Mirosława Kulika zatarł się silnik. No i koniec przygody z Sześciodniówką! Jacek Czachor trochę niemrawo zmieniał przed metą dnia tylną oponę, czego efektem było osiem minut spóźnienia. Poza tym naszych nadal nękała plaga pękających ogniwek w łańcuchach napędowych. Strzałem w dziesiątkę było zakupienie w trybie awaryjnym dwudziestu sztuk łańcuchów typu o-ring marki Ivis i Regina. No i sensacja dnia – polski zespół World Trophy na trzecim miejscu!21616432_10210422463742354_8701920075694326564_n

Foto : Na starcie w klasie 80 cm Stanisław Olszewski na Simsonie 80 z nr .2 Rui Costa z Portugalii KTM oraz z nr.3 Bernd Brautigam RFN na Kawasaki


Trzeci dzień  Sześciodniówki

znakowany jest na pomarańczowo. Nowa trasa, ale znów czasy ” B „… Oznacza to nie tylko luzik na trasie i Punktach Kontroli Czasu, ale i zakłócenia na linii: organizatorzy – kierownictwo polskiej ekipy. Skoro motocykle, jakimi wówczas dysponowaliśmy znacząco odbiegały od sprzętu konkurencji, to naszą szansą była wyrównana walka na trasie, gdy czasy z prób często schodzą na dalszy plan. Ale tak to bywa, gdy dżentelmeni czasem nie potrafią się dogadać… Simson Stanisława Olszewskiego kaprysił przy porannym odpalaniu praktycznie od początku imprezy, a dzięki obszernym relacjom w TVP (!) Cała Polska ekscytowała się, czy Olszewski uruchomi o czasie swój motocykl. Podczas porannej próby rozruchu dnia trzeciego Simson z numerem 1 odpalił tuż przed upływem wyznaczonej na tę czynność minuty. Tyle, że oprócz uruchomienia silnika w ciągu tej minuty należy przejechać oddaloną o dwadzieścia metrów linię. Zabrakło dosłownie kilku sekund i konto Stanisława Olszewskiego i polskiego zespołu World Trophy zasiliło dwadzieścia karnych punktów. Ten stan rzeczy odpowiadał goniącym nas Szwedom, którzy zaatakowali z impetem. Na nic zdały się wysiłki Polaków w obronie trzeciego miejsca w najważniejszej klasyfikacji

ISDE 1987 Przybyła

Foto. Z Nr.72 Zbigniew Przybyła Jawa 250


Six Days. Spadliśmy na czwartą lokatę. Juniorzy zajęli dziewiąte miejsce w swojej klasyfikacji. Dzień, choć pozornie łatwy, obfitował także w trudne momenty na trasie. Na jednej z prób zlokalizowanej w okolicy Barcinka motocykliści oprócz uwijania się w plątaninie taśm musieli pokonać także strumień i grząskie błoto. Większość towarzystwa tę przeszkodę po prostu przeskakiwało. Zdarzali się jednak pechowcy, którzy zaliczali upadki w błotnistej brei. Do takich niefartownych zaliczyć należy Krzysztofa Serwina. Dość szybko się pozbierał nie meldując o jakichś dolegliwościach własnych, czy motocykla, nie mniej jednak trochę czasu z próby uciekło…

10308233_899446893418122_8308321455393014175_n

Foto. Stanisław Olszewski Simson GS 80


Czwarty dzień  Sześciodniówki 

jeleniogórskiej Sześciodniówki wytyczają fioletowe znaki. Trasa prowadzi w odwrotnym kierunku jak w środę, ale skrócono o dwie minuty limity czasowe pomiędzy odcinkami. W nocy poprzedzającej czwarty etap Six Days polało jak z cebra, zmieniając warunki na błotno-wodniste. Ten stan rzeczy, a właściwie aury przyjęto w polskim obozie z zadowoleniem. Dysponując sprzętem odbiegającym od konkurencji swoich szans upatrywaliśmy w trudnych warunkach na trasie, gdzie różnice sprzętowe powinny się zniwelować. Im trudniej tym lepiej, no i nie od dziś wiadomo, że na błoto jesteśmy dobrzy. Pozostało czekać, co dzień przyniesie… I przyniósł. Zimny prysznic, oprócz tego z nieba, w polskich szeregach. Wreszcie wprowadzono czasy ” A ” co zmuszało do utrzymywania niezłego tempa na rozmokłej trasie. Już po kilkudziesięciu kilometrach wielu zawodników zanotowało spóźnienia na Punktach Kontroli Czasu, w tym – niestety! – Także Polacy. Zbigniew Groth złapał cztery minuty ponad limit, a Zbigniew Banasik niedaleko mety walczył z milknącym motocyklem. Poszukiwanie usterki instalacji zapłonowej w deszczu i polowych warunkach bywa deprymujące.

ISDE 1987

Foto.Stanisław Olszewski Simson GS 80


Wreszcie po zdjęciu siodła i zbiornika paliwa okazało się, że z cewki zapłonowej Motoplatu spadły złącza kontaktowe. Jako zamocowanie i izolacja posłużyła?.. Guma do żucia. Niestety, siedemnastu minut nie dało się już odrobić. Hiobowe wieści nadchodziły z obozu polskich juniorów. Paweł Pietrzak z takim impetem wykręcał zapieczoną świecę zapłonową, że w ferworze walki wyrwał ją z głowicy wraz z gwintem. Trener Malec asekurujący naszych na motocyklu gotów był podrzucić nową głowicę, ale Paweł Pietrzak stanął akurat w miejscu, gdzie taka akcja skazana była na niepowodzenie. W ten sposób zawodnik Szaraka Sochaczew zakończył swój udział w 62 ISDE. W bardziej dramatycznych okolicznościach ukończył swoją przygodę z Sześciodniówką Jarosław Pomirski. Na próbie terenowej rajdowa Jawa upadła tak nieszczęśliwie, że podnóżek zawarł bliski kontakt z nogą zawodnika. Efekt: złamanie kostki i koniec jazdy w rajdzie. Emocji sporego kalibru ten dzień dostarczył Krzysztofowi Serwinowi. Kilkanaście kilometrów po starcie pechowo najechał tylnym kołem na ostry kamień. Ten rozcina Barumkę na długości kilku centymetrów i przecina dętkę. Zmiana dętki niewiele daje przy takim rozcięciu. Po chwili następuje kolejne przebicie. Przy tak rozległym przerwaniu opony to nie dziwi. Każde najechanie na korzeń, czy ostry kamień musi tak się skończyć. Krzysztof Serwin na kolejnych PKC-ach zmienia dętki, ze zniszczonych robi przemyślne podkładki na newralgiczne miejsce opony, aby móc dalej jechać. Na trudniejszych i trudnych odcinkach trasy nasz zawodnik po prostu przepycha motocykl. Ile trzeba siły woli, potrzeby walki i hartu ducha by decydować się na takie kontynuowanie jazdy, a nie rzucenie sprzętu w bok i danie sobie spokój ze sportem, nawet na takiej imprezie jak Sześciodniówka Motocyklowa! A może, dlatego? Mirosław Malec z nową oponą w bagażniku samochodu gnał drogami Kotliny Jeleniogórskiej na granicy ryzyka, bo ryzyko mandatowe dawno już przekroczył. Niestety, nie zdołał dopaść Krzysztofa Serwina i podrzucić mu oponę. Ciągle się rozmijali… Krzysztof Serwin osiągnął metę kosztem 53 minut spóźnienia, przy czym przystąpił niezwłocznie do… Wymiany tylnej opony! Myślano o posmakowaniu słodyczy pomyślności, a tymczasem przyszło przełknąć piołunowej goryczy porażki. Ale takie właśnie są motocyklowe rajdy Enduro i to też stanowi ich niepodważalny urok. Chociaż nie wszyscy w polskiej ekipie popadli w minorowe nastroje. Ryszard Augustyn twierdził na mecie, że wreszcie mamy prawdziwy rajd, coś się dzieje na trasie i nie brakuje emocji. A propos tych ostatnich, z tym, że chodzi tu o emocje pozasportowe. Na próbie zlokalizowanej częściowo na łące w okolicach Barcinka zawodnicy musieli pokonać strumyk z poidełkiem dla bydła, aby następnie wspiąć się na stromy leśny podjazd. Kilku polskich kibiców postanowiło za pomocą wykonanej ad hoc tamy spiętrzyć poziom wody. Pomysł nie spodobał się bodajże włoskim ” krasnoludkom „. Eskalacji szarpaniny, a kto wie, czy nie sięgnięciu po paliki, zapobiegła skuteczna interwencja funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.

Nr.383 Jawa (CSSR)

Foto. Z Nr.383 Martin Trunec CSSR JAwa 500


Piąty dzień  Sześciodniówki

oznakowano na żółto. Nowa trasa, czyli dwa okrążenia po circa 128 kilometrów z sześcioma PKC na każdym kółku. Pogoda iście rajdowa: mokro, chłodno i pochmurnie. Od Karkonoszy ciągnie jesienny chłód. Piąty dzień na każdej Sześciodniówce to dzień prawdy. Wszyscy odczuwają trudy imprezy, są zmęczeni, walczą jednak o przetrwanie i podtrzymanie lub poprawę uzyskanych lokat. Ciekawe leśne fragmenty trasy czekały motocyklistów w okolicach Szklarskiej Poręby. Istnym odcinkiem prawdy był trudny do przejechania stromy wąwóz usiany kamieniami. Wielu, bardzo wielu nawet uczestników polskiej Six Days przegrywało z tym plenerem, efektownie spadając z motocykli. Na szczęście mogli liczyć na życzliwą pomoc licznie zebranych kibiców ratujących ich z opresji. Tymczasem w polskim obozie nie działo się najlepiej. Simson 80 Stanisława Olszewskiego stanął na trasie z zatartym silnikiem! Czyżby koniec udziału w Sześciodniówce Motocyklowej?! Na szczęście pojawił się dobry duch w postaci ” krasnoludka ” z Działu Sportu fabryki w Suhl. Okazało się, że na Six Days zdarzają się techniczne cuda. Przez otwór świecy zapłonowej nalano spuszczonego ze zbiornika paliwa z olejem. Szarpanie za tylne koło przy włączonym siódmym biegu i… o dziwo – tłok ” puścił „! Teraz kilkadziesiąt metrów wspólnego pchania motocykla ( chwała Bogu, że z górki i po asfalcie) i – co za ulga! – Silniczek zaskoczył. Cała afera kosztowała na mecie jedenaście minut spóźnienia, ale najważniejsze, że Stanisław Olszewski ukończył piąty dzień Sześciodniówki, a zespół World Trophy uniknął zdekompletowania. Dwuminutowe spóźnienie zaliczył na mecie Ryszard Augustyn i tak brylujący w klasie 80, ostatni raz widziano go w tej klasie pięć lat wcześniej ( 4 miejsce na ISDE w Povazskiej Bystricy w 1982 roku). Jawa Enduro Jacka Czachora za kaprysiła dwa kilometry przed najbliższym Punktem Kontroli Czasu, no i dystans ten trzeba było pokonać pchając krnąbrny motocykl. Na szczęście reanimacja powiodła się i Jacek Czachor, choć z przygodami, ukończył piąty dzień Sześciodniówki. Senior klubowiczów Zbigniew Banasik także złapał dziewięć minut odstępstwa od przewidywanego czasu. Po kilka minut zainkasowali: Andrzej Tomiczek, Tomasz Kodym i Bogdan Warchoł. Największym pechowcem tego dnia wśród rodaków był Ryszard Gancewski. Niefortunnie zetknął się dłonią ze słupkiem wytyczającym zakręt na próbie terenowej. Złamał dwa palce, do czego początkowo się nie przyznał, bojąc się wycofania z imprezy. Wieczorem jednak wyszło szydło z worka. Lekarz naszej ekipy zdecydował zaordynowanie blokady w pechowej dłoni ” Szalonego Ganca „.

Nr.44 Jiri Cisar Jawa 125 (CSSR)

Foto.Z Nr.44-Jiri Cisar Jawa 125 Rotax  tak zwany mały car


Szósty dzień  Sześciodniówki 

pilotują znaki w kolorze różowym. Tradycyjnie trasa jest dość krótka – około sześćdziesięciu dziewięciu kilometrów na dojazd z Cieplic do Jeżowa Sudeckiego z trzema PKC-ami na trasie. A na Górze Szybowcowej końcowa atrakcja Sześciodniówki, czyli finałowy motocross. ” Hopki ” usypywano i ugniatano spychaczem jeszcze rano. Podobnie było z opalikowaniem i otaśmowane. Finałowe gonitwy przygotowywali ludzie z Zagłębia Miedziowego Głogów i zdali egzamin celująco. Ale w klubie inż. Andrzeja Nalepki dobry motocross był przecież znakiem firmowym. Stanisław Olszewski ukończył wyścig z połową szprych w tylnym kole. Dobrze wypadł Ryszard Augustyn, ostatecznie zajmując piąte miejsce w klasie podczas imprezy, tym samym stając się najlepszym z Polaków 62 Sześciodniówki Motocyklowej. Bohaterem finałowego motocrossu był Ryszard Gancewski, który mimo założonej blokady jechał bardzo ambitnie, a ISDE ukończył ostatkiem sił. Pozostali nasi reprezentanci walczyli z zacięciem podczas tego końcowego akordu Sześciodniówki. Sprzętowo nie mieli zbyt wielkiego pola do popisu, ale nadrabiali walecznością na torze.

Nr.78 Jan Hrehor CS Jawa 250cc

Foto.Z Nr.78 Jan Hrehor Jawa 250cc CSSR


62 International Six Days Enduro zdominowali zawodnicy z NRD. Wschodni Niemcy na Simsonach i MZ wygrali obie najważniejsze klasyfikacje imprezy: World Trophy i Junior Trophy. Na swoim terenie Polacy wypadli całkiem dobrze, biorąc pod uwagę możliwości. Piąta lokata w World Trophy ujmy nie przynosi. Juniorzy jadący od czwartku w połowie składu zostali sklasyfikowani na dwunastym miejscu. Złote Medale FIM dla Ryszarda Augustyna, Ryszarda Genewskiego i Zbigniewa Przybyły. Koledzy startujący w zespołach klubowych także wykonali kawał dobrej roboty, chociaż – poza Zbigniewem Banasikiem – byli debiutantami w tak dużej międzynarodowej imprezie. Dla wielbicieli danych statystycznych warto podać, że 62 Sześciodniówka Motocyklowa miała miejsce w Jeleniej Górze w terminie 21-27 września 1987 roku. Komandorem imprezy był Lucjan Korszek ze Sparty Wrocław. Kierownictwo trasy pospołu: Stanisław Olszewski i Mirosław Malec. Wystartowało 403 zawodników, a metę osiągnęło 275. Z rywalizacji odpadło 128 rajdowców. W kategorii World Trophy zgłoszono 19 zespołów. W rywalizacji o Junior Trophy startowało 14 ekip. W klasyfikacji klubowej startowało 61 zespołów. W imprezie uczestniczyli zawodnicy z 24 krajów. 62 ISDE była pierwszą w historii, gdzie zastosowano różnokolorowe tła numerów startowych. World Trophy: tło czerwone, cyfry białe. Junior Trophy: tło zielone, cyfry białe. Zespoły klubowe i startujący indywidualnie: tło żółte, cyfry czarne. I na koniec sprawa anegdotyczna. Która z nacji biorących udział w 62 Sześciodniówce Motocyklowej nie posiadała ” krasnoludków „? Ano… Polska! Tłumaczono, że na swoim terenie chcieliśmy być fair, udowodnić, że ” Polak potrafi ” dać radę bez takiej, zresztą niedozwolonej, pomocy. Tere fere! W efekcie takiego pojmowania sześciodniówkowej rzeczywistości Mirosław Malec załatwiał w biegu milion spraw, ganiał za naszymi po trasie i pilnował ” trasiarzy „, wykonywał Bóg i on wie jeszcze ile czynności. A potencjalni ” krasnale ” byli i owszem w Jeleniej Górze. Ale w roli widzów. Bo przecież nikt oficjalnie i mniej oficjalnie nie poprosił o założenie plecaka i pomykanie motocyklem w pobliżu trasy, by nieść ewentualną pomoc. Ech, my dumne polskie sierotki!..

TXT.Jarosław Ozdoba.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *