59 ISDE ASSEN 1984 Holandia

W pierwszych sześciu dniach października 1984 roku z bazą na terenie toru wyścigowego w holenderskim Assen miała miejsce ” Olimpiada Motocyklistów „, czyli 59 Sześciodniówka Motocyklowa. Dla nas była to impreza szczególna – polski zespół World Trophy zdobył drugie miejsce w tej najważniejszej klasyfikacji Six Days, co równa się tytułowi drużynowych wicemistrzów świata w rajdach Enduro!ISDE Assen HolandiaFoto: od lewej: Z. Kłujszo; R. Gancewski; R. Augustyn; S. Olszewski. U dołu: Z. Przybyła; K. Serwin i M. Malec


Ale ten sukces nie przyszedł wcale łatwo i spacerkiem, o czym będzie mowa w dalszej części niniejszej relacji. Holendrzy, choć wystąpili jako debiutanci w roli organizatorów International Six Days Enduro, przygotowali trudne i wymagające trasy. Prowadziły one głównie drogami gruntowymi, leśnymi ścieżkami, no i po trochu drogami publicznymi. Jak to często w motocyklowych rajdach Enduro bywa swoje trzy grosze dołożyła pogoda. Przez całą Sześciodniówkę w Assen było chłodno, momentami wręcz zimno, deszczowo i wietrznie. Padający od pierwszego do szóstego dnia 59 ISDE deszcz w formie mżawki, kapuśniaczku, prysznicu, czy wreszcie ulewy – były i takie chwile! – kompletnie rozmiękczył polne ścieżki tworząc z nich mokrą breję pełną głębokich kałuż, dziur i mocarnych wyrw. Chwała Bogu, że rozsądnie policzono czasy przejazdu pomiędzy Punktami Kontroli Czasu – ale i tak lekko nie było!

Polskę w 59 edycji Sześciodniówki Motocyklowej reprezentował zespół startujący w najważniejszej kategorii imprezy: World Trophy. Trener kadry narodowej Mirosław Malec powołał szóstkę zawodników w składzie:

Stanisław Olszewski ( OKS Stomil Olsztyn ) Simson GS 80

Zbigniew Przybyła ( Automobilklub Zagłębie Miedziowe Głogów ) Simson GS 80  

Ryszard Gancewski ( GAMK Budowlani Gdańsk )  Simson GS 125 

Zbigniew Kłujszo ( GAMK Budowlani Gdańsk )  Simson GS 125 

Ryszard Augustyn ( Kielecki Klub Motorowy )  Jawa 250 Enduro 6D`84

Krzysztof Serwin ( FKS Avia Świdnik )  Jawa 500 Enduro 6D`84ISDE 1984 ASSEN (104)Foto. Stanislav Zloch Jawa 560 4T CSSR


O motocykle niższych pojemności dla naszych zawodników zadbała w myśl porozumienia z PZM fabryka z Suhl. Cztery Simsony dostarczono wprost do bazy 59 ISDE w Assen. Motocykle dostroili mechanicy Działu Sportu Simsona. Polskim wkładem było ogumienie renomowanej firmy Metzeler, zmieniane każdego dnia, a kupione ” po znajomości ” przez Polski Związek Motorowy. Simson zapewniał podczas imprezy całkowity serwis polskich zawodników. Choć owe Simsony były przygotowane do Sześciodniówki przez Dział Sportu fabryki w Suhl, to w opinii naszych rajdowców nieco się różniły od motocykli dosiadanych przez zawodników z NRD. Bywało też na 59 Sześciodniówce Motocyklowej i tak, że Simsony Polaków i zawodników wschodnio niemieckich były dla siebie istotną konkurencją. A wtedy już nie było mowy o serdeczności bez granic…

ISDE 1984 ASSEN (160)Foto. Odbiór techniczny motocykli


Z kolei dostarczone przez czechosłowacki Motokov do warszawskiego Ośrodka Techniczno – Zaopatrzeniowego PZMotu Jawy Enduro przeznaczone do startu w holenderskiej ISDE należało ” dozbroić ” z zasobów OTZ-owskiego magazynu części. Owe Jawy poza zastosowaniem zaworu membranowego na kanale ssącym, elektronicznego – kondensatorowego iskrownika Motoplat i oddzielnej puszki filtru powietrza, były de facto seryjnymi motocyklami ” Made in RWPG „. Dyrektor OTZ-u Zdzisław Ochmański – przy okazji kierownik polskiej ekipy na 59 ISDE – wraz z trenerem kadry Mirosławem Malcem uruchomili swoje kontakty, otwarli tajne schowki.

Jawy Enduro przeznaczone na Sześciodniówkę w Assen otrzymały przednie teleskopy firmy Marzocchi, z tyłu także pojawiły się elementy resorujące tej marki. Zamontowano szerokie błotniki Acerbisa. Na kołach zapleciono hiszpańskie obręcze Akront. Gaźniki Jikov zastąpiono wyrobami firmy Bing. Osprzęt kierownicy ( rollgaz, klamki sprzęgła i hamulca, tudzież linki sterujące ) zapewniły wyroby Magury. Na tak przygotowanych Jawach Enduro można było ruszać na podbój 59 Sześciodniówki Motocyklowej.

Jak od dawien dawna wiadomo, że w rajdach Enduro im trudniej, tym dla nas Polaków lepiej. I tak było podczas Six Days w 1984 roku. Początkowo nasz zespół zajmował miejsce piąte w kategorii World Trophy. W połowie imprezy polski sekstet przesunął się na trzecią lokatę. Nasze niezbyt wysilone motocykle nad podziw dobrze znosiły trudy Sześciodniówki. Dobrym pomysłem okazało się zastosowanie większych dysz paliwa. Przyczyniało się to wydatnie do wewnętrznego schładzania zalepionych błotem żeber chłodzonych powietrzem głowic i cylindrów. Zresztą na każdym Punkcie Kontroli Czasu oprócz kanistra z paliwem i innych niezbędnych akcesoriów, dyżurnym elementem był długi wkrętak lub patyk do oczyszczania z błota żeberek silnika.

Nękały naszych awarie ogumienia. W rajdach Enduro była to wówczas codzienność, bo o musach mało kto wtedy słyszał. Ale zmiana dętki, gdy czas zasuwa, a deszcz pada należy raczej do podstawowych zadań dla ludzi miłujących tę dyscyplinę motocyklizmu. Dla ludzi jeżdżących w rajdach Enduro wymiana opony, dętki – czyli tak zwany ” taniec w kole z łyżkami ” po odpowiednim treningu to bułka z masłem.
Pod koniec czwartego dnia w polskim obozie pojawił się jeden z czechosłowackich menadżerów. Poradził on jadącym na JawachAugustynowi i Serwinowi – daleko posuniętą ostrożność, gdyż w motocyklach zawodników z CSRS popękały ramy. Trener Mirosław Malec natychmiast dokonał rekonesansu. U naszych: ramy całe. Natomiast u Jiriego Cisara, Emila Cunderlika i Libora Podmola ten element pojazdu wymaga ingerencji spawacza. A na to nie zezwala regulamin… I tak oto Czechosłowacy musieli sobie odpuścić dobry wynik w 59 Six Days.

Trzecie miejsce polskiego zespołu w World Trophy było nadal realne. Nasz ówczesny jedyny oficjalny ” Krasnoludek ” na tej imprezie Zbigniew Banasik dwoił się i troił by być w pobliżu kolegów. Wszędzie na trasie i obok niej było go pełno. Razem z trenerem Mirosławem Malcem asekurowali Biało-Czerwonych jak tylko się dało i gdzie się dało.

I ta trzecia, niemal pewna, pozycja polskiego zespołu World Trophy zachwiała się szóstego dnia 59 Sześciodniówki Motocyklowej. Organizatorzy nader pobieżnie oznakowali trasę dojazdówki do finałowego motocrossu. Niektóre znaki prowadziły donikąd, zdarzały się strzałki wycelowane w… niebo. Do tego doszła pułapka czasowa – bez uprzedzenia skrócono dystans o około pół godziny. Przez pięć minut ” w plecy ” Stanisław Olszewski stracił prowadzenie w klasie 80. Pozostali: także do tyłu! Co ciekawe nie pogubili się Holendrzy ( gospodarze zawsze znają tajniki imprezy, choć nie zawsze chcą z tej wiedzy korzystać ) i zawodnicy z NRD – ci zwykle mieli dobry wywiad.

Odrobić takie straty ( po kilka minut ) w finałowym motocrossie – rzecz niewykonalna… A jednak czasem i w Sześciodniówce Motocyklowej zdarzają się cuda. Gdyby nie kolizja z zawodnikiem z USA, a co za tym idzie – konieczność prostowania kierownicy, Stanisław Olszewski wygrałby wyścig klasy 80. Honor Biało-Czerwonych obronił w tej klasie Zbigniew Przybyła, który w tym biegu był trzeci.

Sensacją było zwycięstwo w pierwszej grupie klasy 125 Ryszarda Gancewskiego! Pokazał on plecy Giorgio Grasso i Andrea Marinoni z Włoch. Nie dał mu rady Rolf Hubler z NRD dysponujący najnowszym prototypem Simsona. Szósty w tym motocrossie był Zbigniew Kłujszo. ” Kłujszejko ” był cichym naszym bohaterem 59 ISDE w Assen. Jego prawe kolano od dawna wymagało poważnego chirurgicznego remontu. Chwała najwyższemu, że na motocrossie w Norg więcej było lewych zakrętów…

Do oberwania chmury w nastrojach ekipy Niemieckiej Republiki Demokratycznej doszło podczas biegu klasy 250. Nastąpił tu dramat Uwe Webera. Jego MZ GT 250 odmówiła współpracy na ostatnim okrążeniu motocrossu. Zawodnik nagradzany rzęsistymi brawami publiczności ambitnie pchał do mety niesprawny motocykl, a konkurenci mijali go jeden za drugim.

Czy mogło być jeszcze gorzej? No jasne! W wyścigu klasy 500 jadący w pierwszym okrążeniu przed naszym Krzysztofem Serwinem Jochen Schuetzler z NRD fatalnie ” poszedł w kozły ” doznając otwartego złamania nogi… Tym samym zespół DDR otrzymywał po pięćset karnych punktów za każde nieukończone okrążenie wyścigu.ISDE 1984 ASSEN (153)Foto.Team DDR Simson nr.21 Horst Geissenhoner


Wśród Polaków euforia! Nasz zespół awansuje na drugie miejsce w World Trophy! Jesteśmy drużynowymi wicemistrzami świata! To największy sukces polskiego motocyklizmu w trudnych i ciężkich latach osiemdziesiątych. Wygraliśmy tę Sześciodniówkę z zespołem NRD o niecałą minutę. Dokładnie: 47,41 sekundy. Sześć dni, tysiąc osiemset ( bez mała ) kilometrów łącznego dystansu i tylko taka różnica… Być może w 1984 roku pech innych pomógł polskim motocyklistom w osiągnięciu tego sukcesu. Ale z drugiej strony: w ilu Sześciodniówkach to my przegrywaliśmy w ten sposób. Tak to już w tym sporcie motocyklowym bywa.

Poza okazałym pucharem za drugie miejsce w kategorii World Trophy Polacy odebrali od Jury Puchar Watlinga. Tę nagrodę przyznaje się tym zespołom, które osiągnęły największy postęp w ciągu kilku ostatnich edycji International Six Days Enduro. Już w kraju naszych zdobywców drużynowego wicemistrzostwa świata Przewodniczący Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu odznaczył Srebrnymi Odznakami Za Wybitne Osiągnięcia Sportowe.

Okazało się, że nasza szóstka startująca w najważniejszej klasyfikacji 59 Sześciodniówki Motocyklowej pokazała, że posiada umiejętność niepoddawania się w nawet tak trudnej imprezie. Byli uparci, konsekwentni i twardzi. Tyle, a może aż tyle wystarczyło aby osiągnąć światowy sukces.

I może jeszcze anegdota oddająca realia tamtych czasów. Dyrektor OTZ-u Zdzisław Ochmański wyczarował w ramach reklamy ( w latach osiemdziesiątych?! ) od Uvexa dla kadrowiczów kaski i gogle z maskami. Idąc za ciosem wykombinował od włoskiej firmy M. Robert kurtki, spodnie – szyte z Cordury – oraz motocyklowe buty i rękawice. Pierwszy transport dotarł na ulicę Kickiego planowo. Po drugi miał się udać do siedziby M. Roberta odpowiednio delegowany człowiek z PZMotu. Na dwa dni przed wyjazdem polskiej kipy na 59 Six Days do Assen ów delegat zjawił się u dyrektora Ochmańskiego. Z rozbrajającą szczerością oznajmił, że nie otrzymał włoskiej wizy, nie ma ochoty dalej się użerać, poza tym jest chory, na co ma stosowne L-4. Jednym zdaniem – Wielka Płyta i Skrzypce! I tak oto Polacy jadąc w wilgotnych ciuchach, które nie miały żadnych szans wyschnąć przez noc na grzejnikach, konstatując co dzień w butach błoto, zdobyli największy w latach osiemdziesiątych sukces w naszym sporcie motocyklowym – zostali drużynowymi wicemistrzami świata w rajdach Enduro!

Txt.Jarosław Ozdoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *