53 Rajd Świętokrzyski -BORKÓW – Jarosław Ozdoba

Nie chcę być posądzony o kumoterstwo, czyli lokalny patriotyzm, ale nie tylko moim zdaniem region świętokrzyski od kilku ładnych dziesięcioleci ( ściślej: od czasów przedwojennych) stanowi znakomite zagłębie do organizacji rajdów Enduro – nic nie ujmując innym lokalizacjom. Rajdy tu przeprowadzane charakteryzują się między innymi wymagającym stopniem trudności. Przykładem ilustrującym powyższą tezę śmiało może być relacja z 53 Rajdu Świętokrzyskiego zorganizowanego po raz trzeci ( na cztery) w Borkowie w gminie Daleszyce. Bazę imprezy stanowił Ośrodek Jeździecko – Wypoczynkowy ”Amazonka”. Termin zawodów wyznaczono na 15-16 maja 1999 roku, a sam rajd oprócz Mistrzostw Polski ( pucharów wtedy nie rozgrywano) miał być także areną, – co czyniło zeń danie główne imprezy – zmagań Mistrzostw Europy Strefy ”A”. Warto w tym miejscu przypomnieć ówczesne nieco zagmatwane reguły rozgrywek o czempionat Starego Kontynentu. Europejska Unia Motocyklowa ( UEM) podzieliła kontynent na kilka stref nadając im oznaczenia literowe ( A, B, C i tak dalej). Wewnątrz owych stref organizowano rajdy kwalifikacyjne. Aby dostać się do trzydniowego Finału Mistrzostw Europy należało uzyskać odpowiedni pułap punktowy w trzech rajdach, czyli sześciu eliminacjach, przy czym maksimum stanowiła suma 300 punktów. W XXI wieku dano sobie spokój z rozgrywkami strefowymi przyjmując bardziej przejrzysty schemat – kilka rajdów organizowanych w różnych krajach i trzydniowy finał. Ale powróćmy do Borkowa w maju 1999 roku. Początkowo bazą imprezy miała być pod konecka Sielpia, jednakże rachunek ekonomiczny ( wytyczenie nowych tras, wynajęcie ośrodka na bazę i tym podobne) okazał się zatrważająco wysoki. Postanowiono, zatem powrócić do sprawdzonych w poprzednich edycjach – 1997 i 1998 – bezdroży i leśnych duktów w gościnnej gminie Daleszyce. Sama trasa o długości circa sześćdziesięciu kilometrów w jednym okrążeniu oferowała przegląd wielorakich rajdowych możliwości. Było grząskie błoto, ziemne koleiny, szutrowe dojazdówki, kamienne dukty urozmaicone wystającymi z ziemi korzeniami, a także pieńki i leśne pełne piachu wądoły. Na dokładkę kilka stromych, wymagających dobrej techniki jazdy, położonych w leśnej scenerii całkiem słusznych podjazdów i wcale nie takie małe przeprawy przez torfowiska i bagienka. Pierwszego dnia należało pokonać to wszystko czterokrotnie, w niedzielę skrócono dystans do trzech okrążeń. Dodatkowym ”bonusem” były dość wyśrubowane czasy przejazdu i – jak to w Enduro! – Kapryśna i zmienna aura. O ile w piątek podczas odbioru technicznego było w miarę ciepło, a momentami nawet pokazywało się słońce, to w czasie rajdu normalnym stanem aury były przelotne intensywne ulewy, iluzoryczne słońce, które co chwilę chowało się za chmurami, zimny wiatr i lekkie mgły. Przypominam, że akcja działa się w połowie maja! Oprócz typowo rajdowej pogody swoje robiła też trasa, która okazała się być mocno wymagająca, tym bardziej, że w osiemdziesięciu procentach pokrywała się z pętlami z poprzednich edycji. Powodowało to jej mocne wybicie, co znakomicie przyczyniło się do testowania umiejętności doboru ustawień zawieszeni motocykli przez uczestników zawodów. Do tego dochodziły wspomniane wcześniej dość ciasne limity czasowe. Pomimo wprowadzenia czasów ”B” ( w niedzielę całkiem realnie myślano w wariancie ”C”) łatwo było o spóźnienie. Tankowanie motocykla, smarowanie ubłoconego łańcucha, przetarcie gogli i łyk wody mineralnej – wszystko na sekundy! Życzliwe klepnięcie w plecy i wskazanie na zegar, że już czas dalej w drogę… Napięte czasy i trudna trasa zrobiły swoje – odsiew tych, którzy nie ukończyli rywalizacji w poszczególne dni był całkiem spory. Ale akurat w rajdach Enduro lekko nigdy nie było i nic nie wskazuje, że będzie. Powszechny podziw budziła jedyna startująca w zawodach kobieta – Maria Spandel ze Szwecji, całkiem sprawnie pokonując swoją Hondą świętokrzyskie wądoły. Po zawodach stwierdziła, że Rajd Świętokrzyski to jest to, o co jej zdaniem chodzi w Enduro. To, co stanowi często decydujący element w rajdach Enduro, czyli próby mierzone na czas, w Borkowie anno 1999 były z gatunku tych, co się zowie. Obie usytuowano nieopodal siebie w sąsiedztwie bazy rajdu, ośrodka ”Amazonka”. Zawodnicy rozpoczynając kolejną pętlę dojeżdżali do olbrzymiej łąki nad Borkowskim zalewem.

Tam w plątaninie taśm uwijali się po trawie ( śliskiej z powodu ciągłych opadów), pokonując piaszczyste koleiny i błotne kałuże. Kończąc okrążenie trasy zawodnicy pojawiali się w lesie rosnącym w sąsiedztwie ”Amazonki”. Las ten wykorzystując swe naturalne walory i pagórkowatość terenu, tudzież mocarne przeszkody i piasek ulokowanego w nim toru hippicznego nadawał specyficznego uroku próbie Enduro Test. Było naprawdę widowisko. Jak to czasem bywa, tak i na tej, obleganej przez publikę, próbie zdarzały się nader ciekawe rozstania z pojazdem? No cóż, wysadzenie z siodła na torze hippicznym zdarza się nie tylko na wierzchowcu… Nieopodal opisywanej próby ustawiono Pre Finish, czyli bezobsługowy PKC przed strefą mety. Była to regulaminowa nowość, która w opinii wielu zawodników była zbędna niczym sanki w czasie żniw. W czasie rajdu w Borkowie w 1999 roku w ferworze walki w sobotę ów Pre Finish przegapił nikt inny jak doświadczony Grzegorz Horodyński. Cały dorobek z pierwszego dnia zawodów poszedł w powietrze jak para z lokomotywy kolejki wąskotorowej. Za gapiostwo jednak się płaci… Także w sobotę do Jury zgłosił się Jacek Czachor. Okazało się, że według wywieszonych wyników ominął on jeden z punktów kontrolnych, a on sam ma dowód w postaci karty kontrolnej z zapisem z tego PKP. Jak to często w życiu bywa okazało się, że pomyłki najzwyczajniej się zdarzają. Nieporozumienie zostało szybko wyjaśnione, a zawodnik przeproszony. A tak przy okazji, to w sobotę Jacek Czachor zdał do parku maszyn Yamahę WR 400 F z pękniętą tarczą tylnego hamulca. Przed startem w ciągu dozwolonych na pracę przy motocyklu dziesięciu minut zdążył ją wymienić! Z naszych kadrowiczów klasą błysnął Bartosz Obłucki zagarniając w obydwa dni komplet punktów w klasie 250 Junior, zarówno w Mistrzostwach Europy, jak i krajowych rozgrywkach. Wygrane w Borkowie zapewniły mu pewny start w Finale ME z kompletem potrzebnych punktów. Pełen szacunek – sześć rund i trzysta punktów na koncie! W klasie Senior 250 Sebastian Krywult po sobotnim zwycięstwie, w niedzielę musiał uznać wyższość Petera Weckmana z Finlandii, zadowalając się drugą lokatą. Wśród bywalców klasy Senior 4T Maciej Wróbel startujący dość ciekawym modelem KTM 540 LC4 ( wypośrodkowanie pomiędzy 400 LC4, a 620 LC4 ) w sobotę był drugi, a w niedzielę trzeci. W gronie Weteranów utytułowany Zbigniew Przybyła był drugi w sobotę. Szkoda, że w niedzielę nie dotarł do mety. Równą formę w tej klasie zaprezentował Ryszard Augustyn – trzeci w sobotę i drugi w niedzielę. 53 Rajd Świętokrzyski z maja 1999 roku miał wszelkie symptomy Enduro z prawdziwego zdarzenia. Była ciekawa trasa, niebanalne próby, napięte – acz do wytrzymania – limity czasowe, iście rajdowa pogoda i dobra organizacja całej imprezy. Nie narzekano na nieczytelne oznakowanie tras, czy ginące znaki rajdowe. Odpowiednio rozstawione Punkty Kontroli Przejazdu zapewniały wszystkim uczestnikom równe szanse zapoznania się z urokami około Borkowskich duktów i lasów. Może jeszcze kiedyś rajdy Enduro zawitają do małego Borkowa? Okolice do uprawiania tego typu sportu są tam całkiem, całkiem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *