Pasowanie na Mistrza 1983 M.Kruk

PIŁKĘ NOŻNĄ, SIATKÓWKĘ, KOSZYKÓWKĘ, TENIS, KARATE I JESZCZE KILKA INNYCH POPULARNYCH DYSCYPLIN SPORTOWYCH UPRAWIAJĄ SETKI, A NAWET TYSIĄCE OSÓB.W ZAPASACH, BOKSIE CZY NA ŻUŻLU NIE ZNAJDZIESZ JUŻ TYLU CHĘTNYCH. W SPORCIE RAJDOWYM KANDYDATÓW JESZCZE MNIEJ. I NIE NALEŻY SIĘ TEMU ZBYTNIO DZIWIĆ. RAJDOWY WYCZYN JEST PIĘKNY GDY ŚWIECI SŁONCE. BARWNIE PREZENTUJĄ SIĘ WTEDY KOLOROWE MOTOCYKLE, KOMBINEZONY I KASKI ZAWODNIKÓW. WIOSNĄ I JESIENIĄ, KIEDY NAJCZĘŚCIEJ ORGANIZOWANE SĄ IMPREZY MOTOROWE — ZUPEŁNIE INNY ŚWIAT. DESZCZ, BŁOTO, ŚNIEG, PRZEJMUJĄCE NA WSKROŚ PODMUCHY. WIATRU ODSTRASZAJĄ AMATORÓW CZTERECH KÓŁEK, KTÓRYM CZĘSTO MARZYŁY SIĘ PUCHARY I MISTRZOWSKIE SZARFY. NA STARCIE SZEŚCIODNIÓWEK CZY MOTOCROSSÓW STAJĄ NAJCZĘŚCIEJ NIELICZNI I NAJWYTRWALSI.

Na uprawianie tego sportu zdecydował się 10 lat temu młodziutki świdniczanin — KRZYSZTOF SERWIN. Dziś jest już doświadczonym zawodnikiem znanym w kraju i za granicą, kroczącym śladami takich wielkich mistrzów jak — MALEC, SZARLE, SZCZERBAKIEWICZ, czy RECHUL.

Zaczęło się zupełnie niewinnie — opowiada Krzysztof. Mieliśmy w domu taki sobie zwykły motocykl, na którym różne harce wyprawiał przeważnie mój brat Jurek. Ja byłem wtedy na drugim planie.

Któregoś dnia Jerzy zapisał się do szkółki rajdowej FKS Avia i zaczął coraz częściej przechwalać się co to on już nie potrafi. Aby nie pozwolić sobie grać na nosie, zapisałem się również i ja.

Pierwszą próbną jazdę odbyłem zimą 1973 roku przy lotnisku, po kilkunastu minutach promieniałem z radości. Trener ROMAN SZCZERBAKIEWICZ powiedział mi wprost:..będzie z ciebie pociecha Masz smykałkę do jazdy! I od tego się zaczęło…

W dwa lata później wystartowałem po raz pierwszy w rajdzie obserwowanym organizowanym w Świdniku, niestety bez większych sukcesów. Pozostałem po prostu daleko w tyle za mistrzami. Natomiast jesienią, tego samego roku startując w doborowej stawce seniorów w Łodzi zdobyłem srebrny medal w klasie 175 cm i to był mój wielki początek!

W następnych latach startowałem na wielu imprezach motorowych przy boku J.R. SZCZERBAKIEWICZA, RECHULA, SIUDY i PRANAGALA. Zacząłem piąć się w górę.

O moich nowych sukcesach decydował coraz to lepszy sprzęt otrzymywany z klubu i PZMotu. Z motocykla rajdowego WSK 175 przesiadałem się kolejno na Yamahę 250, Husqvarnę 250, Bultaco 350. Jawę 500, Simsona i jeszcze kilka innych typów motocykli. Porzuciłem rajdy obserwowane. W szybkich czułem się zdecydowanie lepiej.

W 1978 roku zdobyłem złoty medal na sześciodniówce w Szwecji (w High Happanell), w 1979 r. — złoty medal na sześciodniówce w RFN (w Neuenkirchen),

w 1980 — medal brązowy w Briudge (we Francji),

w 1981 — złoty medal w sześciodniówce na Elbie (Włochy), a także tytuł mistrza Polski w klasie 500 cm,

w 1982 srebrny medal na sześciodniówce (MS) w Povaskiej Bystricy (CSRS).

W 1983 roku Povazskiej Bystricy (CSRS).

W 1983 roku zostałem motocrossowym MP oraz zdobyłem srebrny medal w zawodach rajdowych (MS) organizowanych w Wielkiej Brytanii,

Zespołowo drużyna polska zdobyła wtedy IV miejsce na 19 zespołów narodowych biorących udział w tej sześciodniówce.,, Wyliczankę”- sukcesów utalentowanego Krzysia można by jeszcze bardziej poszerzyć, ale nie o to tylko chodzi. Zadziwiający jest w tym wszystkim niezłomny hart ducha tego młodego człowieka, który nadal wysoko podnosi poprzeczkę. Pozwólmy mu dokończyć jego ciekawą opowieść.

Gdzie jechało mi się najtrudniej? Chyba na sześciodniówce w Povazskiej Bystricy. Jazda na tych zawodach była jednym wielkim koszmarem. Jechaliśmy w lodowatej kąpieli. Już pierwszego dnia’ po kilkunastu kilometrach przestałem być sobą. Nie czułem odrobiny ciepła, doszczętnie zgrabiały mi ręce. Raz po raz wstrząsały mną dreszcze. Trasa rajdu składała się ze stromizn górskich i dużej ilości zakrętów. Utrzymanie kierownicy motocykla było potwornym wysiłkiem. Po tak solidnej przeprawie nie mogłem zasnąć tej nocy.

W trzecim dniu zawodów spotkało mnie prawdziwe nieszczęście. W pewnym momencie spadłem wraz z maszyną do ponad 10-metrów ego dołu. Z tej piekielnej czeluści ledwo wydostało mnie kilku tęgich chłopców. Skręciłem wówczas nogę. Lecz z jazdy nie zrezygnowałem. Byłoby to na niekorzyść naszego zespołu. Po czterech dniach sześciodniówki „wypadło” z trasy 250 zawodników, W ostatnim dniu zawodów na mecie zameldowało się 80 rajdowców, na 400 startujących.

Rok 1983 nie był dla mnie najlepszy. Nie miałem dobrej maszyny, nie pomagał mi również PZM-ot. Mimo to wspomnienia z ważnych imprez, aczkolwiek nie zawsze zakończonych sukcesem, wywołują wiele refleksji, które układają się w nowe plany i zamierzenia. Chciałbym na przykład uczestniczyć kiedyś w międzynarodowej imprezie Grand-Prix we Francji, Jest to impreza dla zawodowców i amatorów. Można w niej zdobyć niezłą fortunę. Wyprawa taka kosztuje około 2 tysięcy dolarów.

Foto: 1982.03.28 Krzysztof Serwin Motocross Francja


RAJDOWIEC FKS AVIA KRZYSZTOF SERWIN MA 27 LAT, 178 CM WZROSTU I 83 KG WAGI. KIEDY OGLĄDA SIĘ GO NA ZAWODACH BEZ TRUDU DOSTRZEC MOŻNA, ŻE JEST SPORTOWCEM NIEZWYKŁYM. PO NAJTRUDNIEJSZYM WYSIŁKU DOCHODZI SZYBKO DO SIEBIE. IMPONUJE ZAWSZE NIEZWYKŁĄ RUCHLIWOŚCIĄ I ŻYWOTNOŚCIĄ. ZANIM ZACZĄŁ WYGRYWAĆ Z NAJLEPSZYMI TRENOWAŁ Z WIELKIM SAMOZAPARCIEM. W SŁOŃCU, W DESZCZU, NA ŚNIEGU I MROZIE. W LESIE, W POLU, W KAMIENIOŁOMACH…

O JEGO DOTYCHCZASOWYCH SUKCESACH ZDECYDOWAŁY: — NADZWYCZAJNA ODPORNOŚĆ NA TRUDY I NIEWYGODY, AMBICJA I WOLA WALKI, NIENAGANNA CZĘSTO TECHNIKA JAZDY I WIELKI HART DUCHA W WALCE O KAŻDY KILOMETR RAJDOWYCH TRAS.

TAK WŁAŚNIE TWIERDZĄ WSZYSCY CI, KTÓRZY UWIERZYLI W JEGO WIELKI TALENT.

Z PEWNOŚCIĄ JESZCZE NIE POWIEDZIAŁ OSTATNIEGO SŁOWA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wpisz kod *